Pokazywanie postów oznaczonych etykietą whisky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą whisky. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

[229-235] Książki o whisk(e)y. Zestawienie


W ostatnich trzech, a nawet dwóch dekadach whisky przechodzi ogromny renesans. Po tym jak powróciła do łask w latach 90. XX wieku jej popularność stale rośnie. Wciąż około 80-85% rynku stanowią tzw. blended, czyli whisky mieszane (słodowa ze zbożową w różnych proporcjach), można jednak zaważyć stały wzrost zainteresowania konsumentów whisky single malt, czyli jednosłodowymi z jednej destylarni. Zwiększyła się także ich dostępność. Powstaje coraz więcej specjalistycznych sklepów, które starają się mieć jak najszerszą ofertę dostępnych alkoholi, ale również coraz częściej na półkach supermarketów możemy natrafić na całkiem pokaźny zestaw wysokiej jakości maltów w bardzo przystępnych cenach. 

Whisky była, jest i, prawdopodobnie, będzie wyznacznikiem statusu. Już dawno przestała być postrzegana jako "ruda woda na myszach" - jak poetycko określił ją węglarz Stasio z barejowskiego Misia. Sięgamy po nią, aby w jakiś sposób pokazać, że wiemy co dobre i tym samym dajemy znak, że aspirujemy do klasy wyższej. Coraz częściej wybieramy właśnie ten trunek zamiast zwykłej czystej nawet jeśli musimy zapłacić dwukrotnie wyższą cenę. A jeśli doszliśmy do ceny, to whisky coraz częściej staje się również lokatą kapitału (choć, aby się w to bawić, to trzeba się naprawdę dobrze znać, znać rynek i wiedzieć co może być warte więcej za kilka lat, a co przejdzie bez echa i zostanie zapomniane zaraz po premierze). A poszczególne, ultra rzadkie egzemplarze lub pieczołowicie zbierane kolekcje osiągają na aukcjach zawrotne ceny (w granicach kilkuset tysięcy funtów butelkę).

Za tą wzmożoną popularnością samej whisky podąża również piśmiennictwo o tejże. Od roku 1990 powstało więcej książek o whisky niż przez poprzednie przeszło trzysta lat. Dziś chciałbym stworzyć krótki ranking dostępnych na polskim rynku wydawniczym książek poświęconych aqua vitae. Zapraszam do lektury.

Whisk(e)y. Historia, marki, producenci / Whisky. Whiskey i Bourbon. Szkocja, Irlandia, USA, Japonia i inne kraje (2014, Buchman, 158 stron) - Örjan Westerlund

Jest to najmniejsza, jeśli chodzi o objętość (nie format), z posiadanych przeze mnie książek dotyczących uisge beatha. Autor skupia się głównie na historii samego trunku tak w jej ojczyźnie - Szkocji i Irlandii, jak i w innych miejscach świata zaczynając od Stanów Zjednoczonych, Japonii i kilku innych krajów, w których ten trunek jest produkowany. Pisze kilka słów o samym procesie destylacji tak whisky słodowej, jak bourbona, grain whisky, nie pomijając pot still whisky. Wspomina o tym skąd w whisky bierze się smak i w jaki sposób najlepiej degustować nasz ulubiony trunek. Wszystko podsumowuje bardzo subiektywny wybór dziesięciu whisky najlepiej oddających charakter poszczególnych regionów i gatunków tego trunku. Wszystko zamyka krótki słowniczek/glosariusz, pomagający zrozumieć i wyjaśnić specjalistyczne terminy związane z aqua vitae.

Duża ilość zdjęć i twarda oprawa z pewnością jest dużym atutem tej publikacji. Niestety, jest to rzecz bardzo ogólna, w której z pewnością najbardziej brakuje charakterystyki poszczególnych destylarni i ich najważniejszych, flagowych produktów oraz notek z ich degustacji co sprawia, że jest to książka naprawdę na sam początek przygody z whisky dla osób, które za przystępną cenę chcą przeczytać o co tan cały krzyk z tymi single matami i whisk(e)y w ogóle.

Ocena 5/10



Vademecum whisky (2012, wyd. 2, Olesiejuk, 350 stron) - Jerzy Urban

Jarosław Urban jest jednym z najbardziej znanych i szanowanych w Polsce autorów piszących o whisky (choć nie pisze i nie mieszka w Polsce już od wielu lat). Niedawno na rynku ukazała się Encyklopedia whisky jego autorstwa oraz już trzecie, po raz kolejny uzupełnione i poprawione, wydanie Vademecum whisky. Jest on także autorem publikacji na temat amerykańskich bourbonów i whiskey. Ja miałem do czynienia z wydaniem prawdopodobnie drugim, choć taka informacja nie pojawiła się na stronie tytułowej ani nigdzie dalej w moim egzemplarzu książki (różni się ono jednak okładką od trzeciego a w treści sam autor wspomina o uzupełnieniach jakie poczynił wobec wcześniejszego wydania). Książka ta dość obszernie przedstawia historię samego trunku w Europie (Szkocja, Irlandia, Walia, Anglia) i Ameryce Północnej (Stany Zjednoczone, Kanada), a także Azja (tutaj głównie Japonia) delikatnie tylko wspominając o tym, że w innych krajach również destyluje się ten trunek. Schemat jest bardzo podobny przy każdym opisywanym rejonie. Najpierw pojawia się sposób produkcji najpopularniejszych odmian (w przypadku Europy jest to single malt, grain oraz blended whisky, przy Stanach Zjednoczonych blended american whiskey, bourbon, corn whiskey, rye whiskey, straight whiskey, Tennessee whiskey, wheated bourbon), później pojawia się rys historyczny produkcji trunku w danym kraju, a następnie najpopularniejsze destylarnie, marki i rodziny zajmujące się destylacją włącznie z notkami z degustacji często również produktów niedostępnych już na rynku.


Książka jest stosunkowo obszerna, liczy sobie bowiem ponad 350 stron, a dość drobny druk i niewielka w porównaniu z innymi publikacjami liczba zdjęć (znajdziemy tutaj jedynie fotografie butelek lub etykiet omawianych trunków) sprawia, że autor ma miejsce na to, żeby zaciekawić nas obszernie przedstawioną historią poszczególnych destylarni i wytwórcami whisky oraz wieloma interesującymi anegdotami na ich temat. Wydawałoby się, że książka napisana w taki sposób zasługuje na wyższą ocenę, jednak styl i sposób pisania autora zupełnie nie przypadł mi do gustu. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ocenia on whisky (chodzi tutaj głównie o destylarnie) przyznając im gwiazdki w skali od 1 do 6 z połówkami. Moim zdaniem jest to trochę skrzywione podejście, z którym się do tej pory nie spotkałem poza Biblią whisky Jima Murraya, który ocenia poszczególne produkty, ale nie całe destylarnie, jak robi to Urban. Dziwna praktyka, której zdecydowanie nie popieram. Jednakowoż w pewnym stopniu polecam zapoznanie się z opiniami Jarosława Urbana i skonfrontowanie ich z własnymi odczuciami na temat opisywanych przez niego trunków, choćby z tego powodu, że jest to jedyny autor z tego zestawienia, którego będziecie mogli spotkać osobiście i zamienić z nim kilka słów na temat tego szlachetnego trunku niezależnie od tego, czy się z jego opiniami zgadzacie czy wręcz przeciwnie.

Moja ocena 6/10

Whisky. Leksykon smakosza (2002, 2006, wyd. pol. 2016, wyd. 3, RM, 240 stron) - David Wishart

David Wishart to kolejny autorytet w dziedzinie whisky. Tym razem doktor ze School of Mamagment University of St. Andrews. W tym przypadku autor zajmuje się tylko szkocka whisky single malt. Po krótkiej historii samego trunku, przechodzi do zasadniczej części swojego wywodu, czyli próby naukowej systematyzacji poszczególnych whisky za pomocą opracowanego przez siebie profilu smaku i grup czy też typów whisky. Profil smaku według opracowania dr Wisharta ma dwanaście elementów: treść, słodkość, dymny, medyczny, tytoniowy, miodowy, korzenny, winny, orzechowy, słodowy, owocowy, kwiatowy, a każdy z elementów jest określany na pięciostopniowej skali od 0 do 4 (zero - brak elementu w danej whisky, 1 - delikatny posmak, 2 - średnie nuty, 3 - wyraźne nuty, 4 - uwydatniony). Przy użyciu takiej oto metody autorowi udaje się stworzyć 10 grup smakowych whisky (wszystko to po zbadaniu około tysiąca not degustacyjnych) od A do J zawierających podobne elementy profilu smaków w podobnym nasileniu poszczególnych cech.

Podstawka Loch Lomond trafiła akurat do grupy E. Tutaj występują wszystkie smaki i aromaty poza tytoniowym, choć niemal wszystkie w najmniejszej intensywności. Co za tym idzie jest to bardzo dobry trunek na rozpoczęcie przygody z single maltami.




I tak whisky najbardziej kompleksowe o najszerszym zestawieniu aromatów - tzw. najpełniejsze - znajdą się w samym środku zbioru i będą to whisky z grup E i F, a każde odejście od środka w jedną bądź drugą stronę (whisky z grupy A będą się odznaczać bardzo silnym posmakiem sherry, natomiast po drugiej stronie zbioru - w grupie J - te z regionu Islay, będą mocno torfowe i dymne na co wpływa użycie dużych ilości torfu w procesie suszenia słodu jęczmiennego; z tymi skrajnymi grupami sąsiadują trunki z lekkim posmakiem sherry - grupy B i C - oraz nisko torfowe - grupy H oraz I, kwiatowe i słodowe, w tym cztery grupy zupełnie nie torfowe D, E, F, G). Po tym dość zawiłym wprowadzeniu autor przechodzi do opisu dziejów poszczególnych destylarni (w porządku alfabetycznym od Ado Z) oraz noty degustacyjnej najbardziej dostępnej i charakterystycznej whisky z owej destylarni włączając w to oczywiście swoją machinę naukową, czyli profil smakowy oraz nasilenie poszczególnych elementów włącznie z przyporządkowaniem do konkretnej grupy. Autor nie zapomina również o kilku słowach na temat degustowania whisky. Jak, gdzie, kiedy, z czego. Duża ilość ilustracji, przyjemny i łatwy w "obsłudze" format (najmniejsza książeczka z całego zestawienia), ciekawa i dość nowatorska próba klasyfikacji poszczególnych whisky sprawiają, że książkę czyta się bardzo przyjemnie i z dużym zainteresowaniem.

Moja ocena 7/10

Whisky. Uisge Beatha. Woda życia (2000, wyd. pol. 2008, wyd. 1, Bellona, 224 strony) - Helen Arthur 

Helen Arthur jest związana z whisky w troszkę inny sposób niż poprzedni dwaj panowie. Jest ona wszak smakoszem tego trunku, ale również była z nim związana zawodowo, ponieważ przez wiele lat zajmowała się PRem i reklamą wody życia. Jej publikacja zdecydowanie posiada wszystkie cechy albumu. Duży format, twarda oprawa (chociaż to jest akurat cecha wszystkich opisywanych tutaj publikacji), kredowy papier i duża ilość zdjęć oraz grafik sprawiają, że nie tylko świetnie się ją czyta, ale też bardzo miło się ją przegląda. Jej największą wadą jest natomiast data wydania, ponieważ to zdecydowanie najstarsza książka z całego zestawienia, niektóre informacje w niej zawarte są już nieaktualne. Książka składa się z następujących rozdziałów: "Historia whisky" - w tym miejscu uwaga skupia się na tym jak powstała królowa alkoholi i jak sobie radziła podczas najrozmaitszych dziejowych zawieruch począwszy od starożytności, poprzez wytworzenie pierwszych whisky, trudności związane z obłożeniem alkoholu podatkami, wojną, prohibicją; autorka poświęca także kilka akapitów przemytnikom i narodzinom whisky mieszanej. "Anatomia whisky" - to z kolei miejsce, w którym dowiemy się jak powstaje trunek (Arthur opisuje wszystkie główne odmiany tak whisky słodowej, jak whisky mieszanej, zbożowej na bourbonie i amerykańskiej whiskey kończąc), od opisu wyboru odpowiedniej wody, zboża i drożdży, z którego został wydestylowany alkohol poprzez beczki, w których dojrzewa na procesie butelkowania kończąc. "Geografia whisky" - to rozdział, gdzie pokrótce przedstawione są wszystkie (a z pewnością zdecydowana większość) miejsc, w których destyluje się whisky na świecie. "Kultura whisky" - jest rozdziałem, z którym wiązałem największe oczekiwania oraz tym, który najbardziej mnie rozczarował, ponieważ to właśnie tutaj autorka mogła się popisać swoją wiedzą i doświadczeniem zdobytym podczas pracy zawodowej.

Dużo zdjęć, mało tekstu. Album, normalnie album.




Znajdują się tutaj bowiem odniesienia do reklam whisky i tego jak funkcjonowała ona w naszej świadomości i jak zmieniało się jej postrzeganie na przestrzeni lat. Niestety, oprócz kilku plakatów i bardzo szczątkowego, łopatologicznego niemal opisu tychże nie znajdujemy w tym akurat fragmencie nic ciekawego. Rozdział ten ratuje fragment o "Rodzinach whisky", czyli wielkich dynastiach wytwórców tak najsłynniejszych blendów, jak i maltów z dużą ilością ciekawych szczegółów, których próżno szukać u innych autorów. "Rozkoszowanie się whisky" to rozdział w całości poświęcony przyjemności degustacji usige beatha poczynając od tego jak to robić, z czego najlepiej ją pić, po miejsca gdzie można ją zamówić jak również gdzie kupić na wynos. Niestety w tym rozdziale ma także miejsce jeden z dość dużych zgrzytów, całkowicie nie potrzebnie umieszczone właśnie tutaj. Chodzi mi o rozróżnienie na whisky mieszaną i kupażowaną (dla którego to miejsce widziałbym w rozdziale "Anatomia whisky"), które wprowadza dość duże zamieszanie, ponieważ według autorki whisky mieszane są to tzw. vatted malts zwane też kiedyś pure malts a obecnie blended malts, czyli whisky mieszane składające się z samych single maltsów bez udziału whisky zbożowej jak to ma miejsce w przypadku tzw. blended, czyli w wersji autorki whisky kupażowanych (choć mieszanie i kupażowanie to synonimy i stąd całe zamieszanie, choć w sumie może ono wynikać jedynie z błędów tłumacza, ponieważ w rozdziale Katalog również dochodzi do pewnej słownej i znaczeniowej pomyłki, kiedy to whisky określana jako "bez podania wieku" jest tłumaczona na "niestarzona" co by znaczyło, że dostajemy trunek prosto z destylatora, a to znowu jest niezgodne z prawem, ponieważ aby alkohol mógł nosić miano whisky musi przez co najmniej 3 lata dojrzewać w dębowej beczce). 

Całość poprzedza krótkie wprowadzenie Charlesa Macleana (autora kolejnej książki z tego zestawienia) - jednego z najznamienitszych znawców whisky, a wszystko kończy "Katalog", w którym autorka przedstawia najbardziej reprezentatywne trunki z całego świata tak mieszane, jak i single malt. Myślę, że mimo dość zaawansowanego wieku i kilku drobnych nieporozumień tłumacza z pewnością warto sięgnąć po tę pozycję. Mnie jej lektura sprawiła wiele przyjemności i przyniosła kilka ciekawostek, których nie znalazłem u innych autorów. Również sposób sporządzania not degustacyjnych był mi najbliższy, ponieważ najmniej wyszukany i najskromniejszy.

Moja ocena 7.5/10

Whisky malt (1997, wyd. pol. 2002, wyd. 1, WIG PRESS, 176 stron) - Charles Maclean

Charles Maclean jest ikoną w świecie whisky. Ostatnio nawet wystąpił w filmie Angels Share, więc teraz można już nawet powiedzieć, że jest whiskowym celebrytą. Ale żarty na bok, ponieważ kto, jak kto, ale ten facet naprawdę zna się na rzeczy. Jego doświadczenie i fachowość bije niemal z każdej strony tego bogato ilustrowanego albumu dotyczącego (podobnie jak u Wisharta) jedynie malt whisky. W tym przypadku książka również
dzieli się na kilka rozdziałów. Najważniejsze z nich to "Historia", "Produkcja whisky", "Degustacja whisky", "Regiony", i "Przewodnik". Pozostałe: "Dodatki" i "Skorowidz" nie są już tak istotne. Wszystko natomiast rozpoczyna się od "Wprowadzenia". W tej publikacji najciekawsze wydają się dwa środkowe rozdziały - produkcja i degustacja whisky - bo to właśnie w nich znajdziemy najwięcej informacji, których próżno szukać w pozostałych prezentowanych w tym zestawieniu publikacjach, a niektóre uwagi Macleana dość dalece odbiegają od opinii innych autorów.

Pięknie rozrysowany i opisany schemat destylacji whisky.



Rozdział o produkcji whisky jest najdokładniejszym z jakim do tej pory udało mi się zapoznać. Dowiemy się z niego nie tylko podstawowych informacji na temat tego z czego tworzy się whisky, ale równie jak wybiera się jęczmień, jakie musi spełnić warunki, żeby został zaklasyfikowany jako użyteczny dla destylatorów, jak krok po kroku (z ilustracją na dokładnym i obszernym schemacie) przebiega proces podwójnej destylacji alkoholu, oraz jakiej najlepiej użyć wody do jego wyrobu; jak nazywają się najpopularniejsze rodzaje beczek wykorzystywanych przez destylarnie oraz jaką mają pojemność i co było w nich wcześniej przechowywane. A to tylko drobny wycinek całości. Natomiast w rozdziale o degustacji poznamy zdanie profesjonalisty o tym jak, gdzie, z czego i kiedy powinno się degustować whisky w celach czysto poznawczych, a także tych mniej oficjalnych.
Zapoznamy się także z tzw. kołem aromatów, przy powstawaniu którego Maclean współpracował. Dzieli się ono na 8 podstawowych elementów tj.: wino, zboża, estry, kwiaty, torf, fuzle, siarka, drewno, a każdy z tych elementów na konkretniejsze zapachy, a te na jeszcze dokładniejsze. Całość psuje jednak rozdział pod tytułem "Regiony", który skupia się głównie na geografii w bardzo niewielkim stopniu wspominając o tym co nas najbardziej interesuje, czyli destylarniach i samej whisky. Całość plasuje się jednak w najlepszej trójce i z pewnością jest książką, której warto poszukać w antykwariatach lub internetowych księgarniach, bo zawsze warto wiedzieć co Maclean napisał o whisky.

Moja ocena 8/10


1001 whisky, których warto spróbować (2012, wyd. pol 2013, MUZA SA, wyd. 1, 960 stron) - pod. red. Dominicka Roskrowa 

1001 whisky... jest najobszerniejszą i najbardziej zróżnicowaną pod względem treści książką jaką posiadam w swojej kolekcji. Cały ten ważący blisko 4 kilogramy zbiór najprzeróżniejszych historii o whisky spina redaktor, światowej sławy znawca whisky, Dominik Roskrow. Pod jego pieczą znajdowało się w trakcie tworzenia tego zestawieni kilkadziesiąt osób związanych z whisky (blogerów, redaktorów pism specjalistycznych, pisarzy etc.), każdy z nich był autorem przynajmniej kilkudziesięciu notek. Cała książka podzielona jest na kraje produkujące ten szlachetny trunek i tak znajdziemy tutaj Szkocję, Irlandię, Europę (a tutaj takie kraje jak Anglia, Walia, Belgia, Niemcy, Dania, Szwecja, Finlandia, Czechy, Francja, Liechtenstein, Holandia, Hiszpania i Szwajcaria), USA, Kanadę, Japonię i Resztę świata (a w niej Australię, Indie, Nową Zelandię, Pakistan, RPA i Tajwan). Jak nie trudno zgadnąć z niektórych zakątków świata pochodzi raptem kilka butelek a czasami nawet jedna (Pakistan), z innych natomiast kilkaset (Szkocja, USA) albo kilkadziesiąt (Irlandia, Kanada). Nie trzeba się jednak bać tego, że whisky prezentowane w tej książce będą "nie na naszą kieszeń". Oczywiście są i takie okazy (a nawet jest ich całkiem sporo), ale autorzy podeszli do tematu bardzo egalitarnie i nie tracą z oczu także tzw. "podstawek" poszczególnych destylarni oraz najzwyklejszych blendów, które w większości supermarketów można kupić za niespełna 50 zł za 700ml butelkę. Choć tak, jak wspomniałem nie brakuje również takich okazów, które są po pierwsze całkiem niedostępne (chyba, że na rynku wtórnym i kosztują grube setki tysięcy funtów również za butelkę 700 ml) albo dość drogie i trudne do zdobycia (butelki po kilkaset lub takie w cenach od 1000 do kilku tysięcy zł).
 Taki rozstrzał cenowy i dostępnościowy sprawia, że książka ta powinna zaciekawić każdego pasjonata złocistego trunku nie zależnie od tego na jakim etapie zapoznawania się z królową alkoholi aktualnie się znajduje. Dużą zaletą tej książki jest również sam opis poszczególnych whisky, ponieważ nie skupia się on tylko na samym procesie tworzenia i starzenia danego trunku, a opowiada całą historię jego powstania, przyczyny, okoliczności czasami tworzących bardzo ciekawą legendę. Fakt, że w większości przypadków mamy do czynienia z edycjami dość rzadkimi i oryginalnymi jeszcze nam tę lekturę urozmaica. W tych krótkich notkach poznajemy historię twórców danych alkoholi, historię zakładów, w których zostały wydestylowane, perypetie ich właścicieli i różnego rodzaju anegdoty z okolicznościami powstania poszczególnych whisky. Jedynym mankamentem tej książki są dość częste powtórzenia przy opisie trunków z tej samej destylarni tworzone przez różnych autorów. Czasami na jednej stronie mamy powielone te same informacje, ale niestety nie da się tego zmienić, bo burzyło by spójność poszczególnych notek i choć mnie to irytowało, to jednak rozumiem redaktora wydania, który nie ingerował w tego typu powtórzenia. Drugim i ostatnim elementem, który sprawiał, że zgrzytałem zębami był już całkowicie zależny od preferencji tłumacza, który upodobał sobie używanie słówka "wpierw" zamiast "najpierw" lub po prostu "na początku". Mimo tych drobnych potknięć uważam, że jest to książka, która powinna stanąć na półce każdego pasjonata whisky.

Moja ocena 9/10

Wielki atlas świata whisky (2010, wyd. pol. 2011, wyd. 1., BUCHMAN, 320 stron) - Dave Broom
 
Dave Broom, główny tester whisky.com i jego Wielki atlas świata whisky zajął w tym zestawieniu pierwsze miejsce zdobywając komplet punktów z kilku powodów. Po pierwsze w tej książce nie ma praktycznie żadnych błędów. Jest na tyle aktualna, żeby wszystkie informacje w niej zawarte nie mijały się z prawdą. Jest na tyle obszerna, żeby autor mógł zawrzeć w niej wszystkie najciekawsze wiadomości na temat tak krajów i regionów produkcji tego trunku, jak również notki degustacyjne oraz szereg pięknych ilustracji, które są szczególnym atutem tej publikacji. Wielu z was będzie prawdopodobnie lekko rozczarowanych faktem, że nie ma w niej ani słowa o historii tego trunku, jest to jednak, jak sama nazwa wskazuje atlas, a w nim ciężko o tego typu informacje.


Nie bójcie się jednak, mimo tego, że autor nie prezentuje nam konkretnego, wyodrębnionego rozdziału poświęconego samej historii, w opisach poszczególnych regionów i samych destylarni znajdziemy wystarczająco dużo niezbędnych informacji, które pomogą nam ułożyć sobie w głowie całą chronologię narodzin usige beatha. Po wtóre znajdziemy tutaj również "słowniczek" z wymową poszczególnych nazw destylarni a tym samym whisky malt (podobny zabieg zanotować można jedynie w publikacji Davida Wisharta) co jest bardzo pomocne a niekiedy wręcz niezbędne (choć niektóre zapisy fonetyczne w przypadku obu tych publikacji różnią się od siebie znacząco).


Znajdziemy tutaj również fragment poświęcony whisky mieszanej (blended) oraz w chwili przeniesienia się na kontynent ameryki północnej, informacje dotyczące bourbona i whiskey. Autor nie pozostawia nas także na lodzie jeśli chodzi o sam proces destylacji. Od tego właściwie zaczyna się cały wywód, ponieważ na kilku stronach mamy pięknie - również pod względem graficznym - przedstawiony cały proces tworzenia whisky słodowej, zbożowej, a także pot still oraz kentucky i tennessee whiskey.

W moim subiektywnym zestawieniu książka Dave'a Brooma zajmuje, myślę zasłużenie, najwyższy stopień podium i choć nie jest tania na rynku wtórnym (na razie nie było dodruku), to warto się za nią rozejrzeć i dołączyć do swojej kolekcji.

Moja ocena 10/10

niedziela, 2 lipca 2017

[226] Książka: "Dowód" - Dick Francis (1984; wyd. pol. 2003)

Dowód Dicka Francisa jest książką bardzo specyficzną i pewnie dlatego przebrzmiała bez echa (ja bynajmniej nie słyszałem o niej kiedykolwiek ani słowa). A trafiłem na nią zupełnie przypadkiem podczas lektur jednego z albumów dotyczących whisky, które zgłębiałem nieustannie przez ostatnich kilka miesięcy. Helen Arthur, autorka Wody życia (recenzja już wkrótce) wspomniała o tej książce jako mogącej zainteresować fanów whisky z powodu tak tematyki jak i, po części, zawodu oraz nieprzeciętnych zdolności jej głównego bohatera. Takiej rekomendacji nie mogłem puścić mimo uszu. Przeczytałem. I jestem bardzo z tej lektury zadowolony.

Tony Beach jest sprzedawcą wina. Nie takiego zwykłego (chociaż takie w bardziej przystępnych cenach również ma w swojej ofercie) i nie takim całkiem zwyczajnym (ma nieprawdopodobnie rozwinięty zmysł węchu i smaku, co po rocznej nauce we Włoszech pozwoliło mu się stać ekspertem w tej dziedzinie). Jednak mimo możliwości stania się gwiazdą w swoim fachu Tony nie jest zachłanny. Lubi swój sklep, który po śmierci żony prowadzi wraz z panią Pallisey i jej niedorozwiniętym siostrzeńcem. No właśnie, po śmierci żony. Tony po sześciu miesiącach od tego tragicznego wydarzenia wciąż jest zrozpaczony, ponieważ wraz z miłością jego życia odeszło również ich nienarodzone dziecko. Jednak trzeba żyć dalej. Tak, jak wspomniałem, Tony lubi swój sklep, lubi swoich klientów, tak tych którzy przychodzą po "wino do kolacji" jak i znawców szukających czegoś 
"specjalnego". Tony zajmuje się dodatkowo zaopatrywaniem w alkohol różnego rodzaju imprezy i uroczystości. Dla swoich stałych klientów nadzoruje wszystko osobiście. Jednymi z nich są Jack i Flora Hawthorn. Jack jest trenerem koni wyścigowych i każdy sezon rozpoczyna przyjęciem w swoim ogrodzie, na które zaproszeni są właściciele koni, które Jack trenuje. To przyjęcie zapowiadało się jak każde inne. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy jeden z samochodów gości, zaparkowanych na wzniesieniu tuż przy ogrodzeniu ogrodu, stoczył się niepostrzeżenie i z impetem wjechał w bawiących się w namiocie niczego nie świadomych gości. Tuż przed tym wydarzeniem Jimmy, asystent Jacka zadaje Tony'emu różnego rodzaju pytania o jego umiejętności odróżniania jednej whisky od drugiej co, jak się wreszcie okazuje ma na celu przekonanie Tony'ego do sprawdzenia czy w jednej z restauracji należących do gości Jacka nie oszukują na whisky. Niestety, tak się nieszczęśliwie składa, że podczas tragedii ginie rzeczony właściciel i wydaje się, że sprawa umrze śmiercią naturalną. Tak się jednak nie dzieje. Najpierw w sprawie oszukanej whisky pojawia się w sklepie Tony'ego policja, która przychodzi zaniepokojona paplaniem ledwo przytomnego Jima w karetce pogotowia (Jimmy wciąż majaczy wyłącznie o oszukanej whisky i Tonym). Po pewnym czasie, również w sprawie whisky zjawia się u Tony'ego, poznany w trakcie akcji ratunkowej na przyjęciu, Gerard McGregor - właściciel specjalistycznej agencji detektywistycznej zajmującej się śledztwami gospodarczymi. A to, w które McGregor chce zaangażować Tony'ego dotyczy skradzionych cystern z... whisky. Czyżby obie sprawy miały ze sobą związek? Tego jeszcze nie wiadomo, ale oczarowany osobowością Gerarda i chcący się oderwać od monotonii życia Tony zgadza się uczestniczyć w śledztwie jako konsultant (podobną inicjatywę wykazuję względem policji).

Jak sami pewnie zdążyliście zauważyć, w tym bardziej streszczeniu niż recenzji, książka jest na poły kryminałem, na poły obyczajem. To ciekawe połączenie, ponieważ nie jest tak ponura, jak większość kryminałów, a dzięki temu, że główny bohater i zarazem śledczy jest sprzedawcą wina a nie policjantem, całość ma inny charakter, i akcja również toczy się w zgoła odmiennych miejscach. Nie są to zadymione pokoje posterunków czy kostnice, a przedmiejskie domy i małe sklepiki z winami. To co w tej książce urzeka - bo z pewnością nie jest to zagadka kryminalna, choć ta też jest bardzo przyzwoita i ciekawie zagmatwana - to sposób przedstawiania relacji międzyludzkich i emocji bohaterów (głównie dlatego powiedziałem o niej jako o powieści na poły obyczajowej, bo w kryminałach często tego brakuje, mamy przeważnie smutnego faceta, który w każdy możliwy sposób stara się dojść do prawdy). Zdecydowanie nie jest to najlepsza książka jaką czytałem w życiu, nie jest nawet najlepsza książka jaką czytałem w tym roku, jest natomiast bardzo przyjemną lekturą, swego rodzaju odpoczynkiem, lecz nie głupkowatym i bezmyślnym jak większość tego typu literatury. Nie jest zbyt wydumana. Nie jest przesadnie smutna, ani też nie powala słodkim happy endem. Jest wyważona i stonowana, ale nie mdła i nudna, a do tego opowiada w dość ciekawy sposób o królowej alkoholi, więc czego chcieć więcej? Ja szczerze polecam!

Moja ocena 6/10

poniedziałek, 5 września 2016

[2] III Festiwal whisky - Jastrzębia Góra 2016

Dawno mnie nie było, ale dla tych, którzy tęsknili mam dobrą wiadomość w postaci kolejnego posta. Tym razem jednak kilka słów o kulturze... picia. Pod koniec sierpnia tego roku było mi dane po raz drugi (w trzyletniej tradycji tej imprezy) odwiedzić Festiwal Whisky w Jastrzębiej Górze i pomyślałem, że podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami.

Pierwszy Festiwal whisky w Jastrzębiej był PIERWSZY. Tak po prostu i ogólnie. Pierwszy w Polsce, więc nikt jeszcze nie wiedział czego się spodziewać. Jednak tuż po jego zakończeniu, jak grzyby po deszczu pojawiły się kolejne imprezy z cyklu "pijcie whisky". I tak, mamy Bydgoszcz w marcu, Poznań w kwietniu i Warszawę w październiku. No i oczywiście Jastrzębią Górę. Jastrzębią Górę, która jest nie dość, że w najatrakcyjniejszym miejscu, bo nad morzem (świeże powietrze, szum fal etc.) to jeszcze pod koniec wakacji. Można w miłych okolicznościach przyrody, i nie tylko, zażyć ostatnich promieni letniego słońca przy kieliszku dobrej single malt. Czego chcieć więcej zapytacie? A no można chcieć i to niestety nie więcej, a mniej.
To ja i moja kumpela żyrafa... :D

Tym razem, opuszczając II edycję festiwalu trafiliśmy od razu - hm... jakby to najlepiej zobrazować? - ze słonecznej plaży... pod rynnę. To tak jakbyście kiedyś jedli kolację w miłej knajpce, którą niestety odkryło później całe miasto. Nie dość, że nie ma miejsca - gwar i tłok - to jeszcze dodatkowo utraciła cały swój klimat. Niestety to przydarzyło się również Festiwalowi Whisky w Jastrzębiej Górze. Pierwsza edycja była kameralna. Nikt praktycznie o nim nie wiedział, było spokojnie, miło, można było pogadać z ludźmi, a  wśród wystawców i organizatorów czuć było pasję i miłość do tego co robią. Tym razem chodziło głównie o kasę. I to było czuć już od samego wejścia. Takich zastępów nowobogackich buraków różnego autoramentu zebranych w jednym miejscu dawno nie widziałem. Każdy chciał być lepszy od drugiego. Zabłysnąć strojem, zegarkiem, biżuterią, drogim laczkiem czy też innym elementem przyodziewku lub przyozdobku. A gdzie w tym wszystkim whisky, która ma tu być pierwszoplanowym bohaterem? Pomrukiwała ciuchutko spod jęków, śmiechów i ryków ze sceny. Swoją drogą, scena umiejscowiona tak blisko niektórych stoisk wystawców (a w tym przypadku jednego z najciekawszych stoisk M&P Pavlina), na której pobrzękiwał od wczesnych godzin popołudniowych jakiś rockowy band potrzebna była tam tak, jak - nieprzymierzając - nieheblowana deska w latrynie. A jeśli zeszliśmy już na tematy kloaczno-stolarskie to przysłowiową drzazgą w dupie byli również wszyscy ci, którzy dochodząc do wniosku, że skoro już zapłacili te 150 zł (cena za dwa dni) za bilet festiwalowy to muszą się nachlać, jak świnie, będąc po paru "degustacjach" w takim stanie, że nawet nie poczuliby różnicy, gdyby zamiast tego szlachetnego trunku ktoś wlał im do kieliszka borygo.


Morze to ja głównie widziałem w nocy. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie promile we krwi i te schody.

Ale dość o ewidentnych i bolących wadach tegorocznej edycji, przejdźmy do rzeczy przyjemniejszych. Największą znów byli ludzie. Ludzie z pasją i z ogromną wiedzą oraz ochotą by się tą wiedzą dzielić, wystarczyło jedynie słuchać. I nawiązując do ciekawych dyskusji miło wspominam rozmowę z Panem z Domu Wina, który podczas niezwykle interesującego wywodu o legendzie związanej z przodkiem założycieli destylarni Dalmore bardzo zręcznie namówił mnie na jeden ze swoich produktów (i o to w tym wszystkim chodzi, bo wiadomo, że liczy się smak, ale również emocje podczas wyboru trunku, gdyż, nie bójmy się tego powiedzieć, niuanse smakowe są minimalne i możliwe do odkrycia po wielu latach prób i degustacji). Na tym stoisku również miło podyskutowaliśmy o whisky Tomatin, która ostatnio zmieniła szatę graficzną oraz posłuchaliśmy, z próbką ich najmłodszego destylatu w kieliszku, o najmniejszej destylarni na świcie, a mianowicie Edradour (w której pracuje, nie chce skłamać, niespełna kilkanaście osób!). Również pobyt oraz wszystkie dyskusje, a przede wszystkim "wycieczkę po Stanach", czyli degustacja trunków produkowanych w Ameryce dostępnych w ofercie wystawcy - Vininowa, wspominam bardzo dobrze. Kolejnym miejscem, gdzie miło spędziliśmy czas było także stanowisko Best Whisky Market (gdzie oprócz rozmów "o" i degustacji  whisky skosztowaliśmy także genialnego rumu, którego nazwy jednak nie pomnę). Także M&P Pavlina - którego umiejscowienie tuż obok sceny sprowadzało się niekiedy do "dyskusji" o prezentowanych trunkach jedynie za pomocą gestów w stylu "polej Pan/Pani tego!" - również było bardzo ciekawym przystankiem, ponieważ miało w swoim portfolio naprawdę różnorodne i interesujące destylaty szkockie i irlandzkie, ale też orientalne whisky indyjskie oraz japońskie (bardzo żałuje, że kupiłem tylko jednego blenda Nikki zamiast wszystkich trzech, ale następnym razem już nie popełnię tego błędu!) i kilku przedstawicieli chętnych nie tylko do pełnienia funkcji "polewaczy", ale także zajmujących ciekawych rozmów.

Ciekawe były także stoiska naszych rodzimych wystawców, którzy próbują wejść na rynek z polską whisky typu single malt oraz różnymi wariacjami na jej temat. Na festiwalu było dwóch takich wystawców: firma Piasecki z Tomaszkowa k. Olsztyna zajmująca się do tej pory produkcją miodów pitnych (a teraz twórca okowity produkowanej z destylatu miodowego Barilla jak i pierwszej tworzonej całkowicie z polskich składników trzyletniej single malt w naszym kraju) oraz coś takiego jak Wolf Destillery Whiskey - prywatna produkcja, dla której festiwal był głównie miejscem do zbierania potencjalnych inwestorów i przyszłych nabywców jeszcze nie istniejącego (a przynajmniej nie istniejącego w sprzedaży) trunku. I o ile cała prelekcja, jak i trunek produkowany przez Piaseckiego jest propozycją interesującą, na którą będę oczekiwał z umiarkowanym zainteresowaniem (trochę zaporowa cena powoduje, że nie będzie to trunek dla każdego), o tyle produkcja Pana "Michała" (jakoś tak się złożyło, że nie był zainteresowany podaniem swojego nazwiska w taki sposób, aby utkwiło mi w pamięci), jego osoba, sposób bycia, a co najważniejsze sam alkohol wydał się niezbyt zachęcającym berbeluchem. I choć życzę mu powodzenia w rozkręcaniu biznesu, to jednak nie wydaje mi się, abym kiedykolwiek jeszcze sięgnął po jego destylaty.
Najcenniejszy z moich nabytków (w tym przypadku akurat prezent): The Dlamore King Alexander III

Wcześniej wspomniałem o prelekcji, teraz chciałbym rozwinąć ten temat, ponieważ była to jedna z rzeczy, których na pierwszym festiwalu zabrakło (no, może nie do końca, ale z pewnością nie w aż tak rozwiniętej formie), a były dość ciekawe i bardziej dostępne niż płatne co prawda, ale rozchwytywane od wczesnych godzin rannych już pierwszego dnia, Master Classy. A polegały one na tym, że poszczególni wystawcy lub też inni prelegenci tacy jak np. filmoznawca Wiesław Kot (mający wykład o "Whisky w filmie", na który, czego bardzo ubolewam, niestety nie poszedłem przez zwyczajne gapiostwo), czy też światowi ambasadorzy poszczególnych marek whisky (byłem na panelu Glenfiddich, który, mimo iż był prowadzony w języku angielskim, to jednak był na tyle przystępny i zrozumiały, że udało się wysłuchać kilku ciekawych historii o samej destylarni, jak i o ich 15latce z kieliszkiem tejże w ręku) opowiadali publiczności, a później także z nią dyskutowali na "zadany" (wcześniej ustalony i rozpisany w programie) temat. W panelu dyskusyjnym swoje prelekcje mieli również wspomniani wcześniej przedstawiciel firmy Pasecki oraz tajemniczy i zarozumiały "Michał". Jednak również podczas paneli dyskusyjnych doszło do jednego zgrzytu, który pozostawił niesmak po całym tym przedsięwzięciu. O ile jasnym dla nas było, że panele są darmowe jednak trzeba mieć na nie zaproszenie (choć nie zawsze, bo wstęp na Glenfiddicha był bez zaproszenia), które dość ochoczo rozdawali wystawcy, to jednak sposób w jaki zostałem potraktowany podczas próby wejścia na jedną z prelekcji bez zaproszenia był dla mnie zupełnie nie zrozumiały. A wystarczyło zamilknąć jedno zdanie wcześniej i powiedzieć: "Przepraszamy, ale wstęp na prelekcję jest jedynie za okazaniem zaproszenia" bez dodawania "Bo będą tutaj degustowane alkohole za 25 tys. zł." To znaczy co, że ja nie jestem na tyle fajny, żeby degustować alkohol za 25 tys. zł?! Czy na spotkaniu będą jedynie znajomi prezesa lub ci, którzy zrobili wystawcy laskę?! Nosz kurwa wasza matka rodzicielka, trochi chyba kultury chyba by nie zaszkodziło! Ale spoko, pomijając ten drobny incydent cała akcja z prelekcjami jest dla mnie pomysłem jak najbardziej trafionym w dziesiątkę.
A tutaj cała bateria z wycieczki w kolejności od lewej: Glenburgie 10YO, Georgia Moon Apple Pie, Dalmore, Tamdhu 10YO Sherry Cask Matured i Nikka All Malt

Wracając jednak do spraw techniczno-formalnych, to nie podobało mi się również to, że zostały ode mnie wydarte pieniądze za tzw. darmowe bony festiwalowe w liczbie sztuk dziesięć, które były dodatkiem do każdego biletu. Dwa lata temu cena wejściówki dwudniowej wynosiła 100 zł. (W cenie biletu nie było żadnych bonów, choć funkcjonowały one na terenie festiwalu). Nie wiem jak było na II edycji, ale na III trzeba już było zapłacić 150 zł i w tym było 10 bonów o wartości 5zł każdy, obowiązujących jako jedyny środek płatniczy na festiwalu - gratis. Być może cena była wyższa ze względu na większą ilość wystawców i degustowanych alkoholi (według organizatorów było to 160 darmowych trunków i około 800 płatnych; według moich obliczeń około 80 darmowych i myślę, że koło 320 płatnych nie wliczając w to tego co w stałej ofercie ma Dom Whisky będący organizatorem całej imprezy) jednak jakoś dziwnie trąci mi to pospolitym naciągactwem, bo wolałbym tańszy bilet bez bonów, niż taką ciekawą formę "rozdawnictwa" za moje pieniądze, gdyż te (bony) w każdej chwili można było dokupić w sklepie festiwalowym.

Jednakowoż nie wszystko było takie złe od strony organizacyjnej, ponieważ festiwalowy sklep, w którym było ponad 200 gatunków whisky sprzedawał ją po bardzo konkurencyjnych cenach, niejednokrotnie nawet 50% taniej od tych, które możemy zobaczyć na co dzień w internecie lub na sklepowych półkach. Dzięki takiemu zabiegowi wyjechałem z Jastrzębiej Góry z pięcioma butelkami, choć jadąc tam nie planowałem żadnych zakupów. Jednak ceny, jak i różnorodność oraz unikalność trunków spowodowała, że nie moglem się oprzeć pokusie uzupełnienia mojej domowej kolekcji. I tak, najcenniejszym nabytkiem jest Dalmore King Alexander III (który jest prezentem od mojej wspaniałej i hojnej niewiasty). Oprócz niego na półce pojawiło się również dziesięcioletnie Tamdhu Sherry Cask Matured, Nikka All Malt, dziesięcioletnie Glenburgie od niezależnego bottlera Gordona & MacPhail'a oraz niecodzienny Georgia Moon Apple Pie, czyli amerykański kukurydziany bimberek o smaku jabłka z cynamonem.

Niesłychanie ważnym wydarzeniem było również moje pierwsze wypalone cygaro (Quintero Tubulares), które miało miejsce właśnie na festiwalu. Ja, wielki przeciwnik palenia, doszedłem do wniosku, że papierosy wciąż są "bleee", ale cygaro to bym sobie zapalił. Smakowało na tyle dobrze, że rozpocząłem swoją przygodę z tym kolejnym kosztownym i śmiercionośnym hobby, ponieważ już do mnie jedzie kolejnych 7 sztuk.
Na szczęście prawie mnie nie widać, więc w razie co mogę się wyprzeć, że to nie ja.

Cóż więcej mogę powiedzieć o III edycji Festiwalu whisky w Jastrzębiej Górze anno domini 2016? To co chciałem i pamiętałem już chyba napisałem. Podsumowując, uważam, że wciąż jest to impreza warta uwagi (choć jeśli nie porównam jej z innymi, to tak naprawdę moja opinia nie będzie pełna, ale na szczęście już są plany na przyszłoroczny Poznań i być może też tegoroczną Warszawę!), choć trochę śmierdząca blichtrem i drogimi perfumami, na którą zaczynają przyjeżdżać ludzie zupełnie nie zainteresowani whisky, a jedynie tym żeby się nachlać lub pobrylować w "dobrym" towarzystwie (choć celebrytów i gwiazd szołbiznesu w tym roku nie widziałem). To trochę przeszkadza i psuje klimat, bo wieczorami można się niejednoktornie potknąć o zapijaczonego osobnika płci wszelakiej. Jednak moja ogólna ocena tego wydarzenia stale jest pozytywna.

Moja ocena: 3.5/5

Poniżej podaję listę alkoholi, które degustowałem w ramach festiwalu (swoją drogą denerwująca była również niekonsekwencja niektórych wystawców, którzy pierwszego dnia oferowani niektóre trunki za free, a drugiego już za opłatą):

Aberfeldy 12YO (Single Malt, dalej SM, jeśli nie jest napisane inaczej jest to SM szkocka)
Aberfeldy 16YO (SM)
Antiquary 12YO (Blended)
Ardbeg Corryvreckan (SM)
Ardbeg Uigeadail (SM)
Aultmore 12YO (SM)
Benriach 10YO (SM)
Benriach 12 YO Sherry (SM)
Benromach 10YO (SM)
Benromach 10YO 100 proof (SM)
Bernheim Original Kentucky Straight Wheat Whiskey (Ameryka)
Buffalo Trace (Ameryka)
Bunnahabhain 12YO (SM)
Cambeltown (SM)
Connemara (Irish SM) (1bon)
Cu Bocan (SM)
Dalmore King Alexander III (SM) (4bony)
Deanston Virgin Oak (SM)
Deanston 12YO (SM)
Edradour 10YO (SM)
Elijah Craig 12YO (Ameryka) (2bony - ?)*
Elijah Craig Barrel Proof Bourbon (Ameryka) (2bony - ?)*
Evan Williams 1783 Small Batch (Ameryka) (2bony - ?)*
Evan Williams Black Bourbon (Ameryka) 
Evan Williams Single barrel 2006 (Ameryka) (2bony - ?)*
Evan Williams White Bottled-in-Bold (Ameryka) 
Firebal (likier cynamonowy na bazie whisky; chyba Holandia)
Georgia Moon American Corn Whiskey (Ameryka) (1bon)
Georgia Moon Apple Spirit (Ameryka) (1bon)
GlenBervie (Blended)
Glenburgie 10YO (SM)
Glenfiddich 12YO (SM)
Glenfiddich 15YO (SM) (2bony)
Glengarry Blended (Blended)
Glenmorangie The Lasanta (SM)
Grant's Select Reserve (Blended) (1bon)
Hazelburn (SM)
Inchmurrin 12YO (SM)
Irishman Cream (Likier tworzony ze śmietanki i kawy na bazie SM Irishman)
Irishman Founders Reserve (SM)
Isle of Jura 10YO (SM)
Islay Storm 40% (SM) (1-2bony - ?)*
Kilchoman Machir Bay (SM)
Lagavulin 16YO (SM) (pierwszego dnia za darmo drugiego za bony)
Longrow CV (SM)
Lord Elcho Premium Blended Whisky (Blended)
Mellow Corn Kentucky Straight Corn Whiskey (Ameryka) (1bon-?)*
Miltonduff 10YO (SM)
Nikka All Malt (japoński Blended Malt)
Nikka Blended (japoński Blend)
Nikka From The Barrel (japoński Blend)
Paul John Bold (indyjski SM)
Paul John Brillance (indyjski SM)
Peated Highland 8YO (SM) (pierwszego dnia za darmo, drugiego 1-2bony - ?)*
Pikesville Straight Rye Whiskey (Ameryka) (2bony) - naprawdę świetna whiskey zbożowa
Royal Brackla 12YO (SM)
Royal Canadian (kanadyjski Blend)
Scapa Skiren (SM)
Singleton Spey Cascade (SM)
Speyside 8YO Sherry (SM) (niezależny bottler) (pierwszego dnia za darmo, drugiego za 1-2 bony)
Tamdhu 10YO Sherry Cask Matured (SM) (1bon - ?)*
The Glenlivet Founder's Reserve (SM)
The Wild Geese Classic Blenden Irish Whiskey (irlandzki Blend)
Tomatin 12YO (SM)
Tomatin BIG "T" (Blended)
Tomatin Legacy (SM)
West Cork 10YO (Irish SM)
West Cork Black Cask (Irish SM)
West Cork Blended (irlandzki Blend)
Whyte & Mackay Special (Blended)
Wolf Destillery Reycorn whiskey (polski berbeluch)
Wolf Destillery No. 1 (polski berbeluch)
Wolf Destillery No. 12 (polski berbeluch)
Wolfburn 3YO (Blended Malt)
Writers Tears (irlandzki blend)

* Większość tych destylatów piłem albo za darmo w ramach "obrazowania" opowieści snutych przez hojnych wystawców lub piłem je pierwszego dnia kiedy były jeszcze za tzw. free stąd też moja niewiedza co do ich festiwalowych cen degustacji. Tak właściwie to zapłaciłem jedynie za Dalmore'a, Rum (2bony), Grants'a, Connemare i Georgia Moon. Reszta bonów poszła na cygaro (5bonów) :D

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

I Festiwal Whisky w Polsce - Jastrzębia Góra - 22-23 sierpnia 2014

Jak już sami zapewne wiecie, mój blog już dawno przestał dotyczyć spraw stricte kulturalnych. Tym razem jednak można byłoby podciągnąć ten wątek pod szeroko pojętą kulturę - kulturę picia whisky, która w ostatnich latach bardzo prężnie rozwija się w naszym kraju (w ubiegłym roku Polska zajęła 11. miejsce wśród krajów, do których trafia najwięcej szkockiej whisky na świecie z wynikiem 26,7 mln sprzedanych butelek). A w związku z tym, że ludzie coraz bardziej interesują się whisky i to nie tylko blendem, ale również single malt, doszło do powstania pierwszego polskiego festiwalu whisky. I takim oto sposobem doszliśmy do miejsca, w którym chciałbym zaprosić Was do przeczytania mojej relacji z tego wydarzenia. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...