Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartłomiej Topa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartłomiej Topa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 marca 2018

[62] Serial: Ultraviolet (2017)

Ultraviolet to stosunkowo nowy serial kryminalny produkcji stacji AXN. Swoją premierę miał na przełomie października i listopada 2017. Jest to druga po „Zbrodni” próba stworzenia polskiego serialu przy współudziale zagranicznych współtwórców. Za reżyserię odpowiada Jan Komasa (odc. 1-5) oraz Sławomir Fabicki (6-10). Pomysł z oparciem fabuły na współpracy policji (początkowo niechętnej) oraz grupy detektywów-amatorów nie jest może odkryciem na miarę nobla, ale wykorzystanie nowych technologii w rozwiązywaniu spraw kryminalnych na naszym polskim poletku jest dość nowatorskie i z pewnością przyciągnęło do serialu wielu młodych widzów. Prawdopodobnie drugie tyle zniechęcił głównie z powodu niezrozumienia „o czym oni w ogóle mówią?”. Dodatkowym problemem może być również zbyt duża powierzchowność i umowność/dowolność w wykorzystywaniu spraw technicznych, którą znawcy tematu wielokrotnie mogliby zbojkotować. Ja – profan i laik – sam doszukałem się kilku nieścisłości, ale z powodu braków w wykształceniu w tej akurat dziedzinie pozostawiam je zamknięte za drzwiami milczenia. Wróćmy jednak do początku. Ola Serafin (Marta Nieradkiewicz) po odkryciu zdrady męża wraca z Londynu do Łodzi, do swojej matki. Po rozstaniu nie zostało jej nic poza kilkunastoma kartonami swoich rzeczy i autem (Oplem coś tam coś tam oraz super wypasioną „iksperią” Z; niestety serial jest sponsorowany przez te dwie marki, więc ich nachalna reklama będzie obecna w każdej możliwej chwili, jednak na szczęście po kilkudziesięciu minutach daje się ją ignorować). Bawiąc się w coś w rodzaju Ubera zarabia na chleb, choć w serialu nie widać jakby miała jakiekolwiek problemy finansowe. Podczas jednej z przejażdżek jest świadkiem jak z wiaduktu na drogę ktoś zrzuca ciało kobiety. Policja bagatelizuje sprawę i twierdzi, że to samobójstwo. Ola wie jednak co widziała. Za wszelka cenę chce rozwiązać sprawę śmierci dziewczyny. W sieci trafia na bandę freaków z tzw. Ultravioletu. Jest to grupa ludzi - zebrana wokół założyciela przedsięwzięcia Tomka (Michał Żurawski) – powołana do rozwiązywania nierozwiązanych spraw sprzed lat, które policja postanowiła wysłać do archiwum. Należą do niej poza Tomkiem jeszcze młody maniak komputerowy azjatyckiego pochodzenia „Piast Kołodziej” (Viet Anh Do) oraz dwie blogerki kosmetologiczne (kurwa jak mnie śmieszą tego typu „instytucje”) bliźniaczki Regina (Paulina Chapko) i Dorota (Karolina Chapko), które w tych czasach są szalenie niezbędne do przeszukiwania kontentu na soszjal midiach (choć tutaj praktycznie zbędne, bo niemal tym samym zajmuje się nasz młody komputerowiec). Dzięki ich pomocy, oraz pomocy Henia, przyjaciela rodziny (Marek Kalita) udaje jej się rozwiązać pierwszą sprawę ku niezadowoleniu aspiranta Michała Holendra (Sebastian Fabijański) - przyszłego obiektu westchnień Aleksandry oraz jego przełożonych Beaty (Magdalena Czerwińska) – kobiety o wyrazie twarzy mającej permanentną styczność z kocimi odchodami oraz inspektora Waldemara Kraszewski (Bartłomiej Topa), szefa łódzkiego wydziału dochodzeniowego (kryminalnego?). Podobnie jak w przypadku „Miasta skarbów” także „Ultraviolet” ma piękne zdjęcia. Tam dostajemy pocztówkowy Kraków, tutaj odrestaurowaną, malowniczą Łódź. Na szczęście w omawianym tytule oprócz dobrych ujęć mamy też ciekawą fabułę, dobrą obsadę i świetnych bohaterów. Dobry casting sprawia, że serial ogląda się przyjemnie, bo aktorzy nie męczą i nie doprowadzają do kurwicy, co w polskich realiach nie jest wcale takie trudne (spójrzmy tylko na takie seriale jak "Rodzinaka.pl", wspomniane „Miasto skarbów” poza Głowackim, albo „Nową”, choć to tylko pierwsze lepsze z brzegu przykłady). Jedynym mankamentem jest tutaj Agata Kulesza (matka Oli), która gra kobietę o około 10 lat starszą od siebie w rzeczywistości (Kulesza ma 46 lat, a jej filmowa córka 32, a jest najmłodszym z jej dzieci). Ale dobra charakteryzacja sprawia, że jesteśmy w stanie uwierzyć w jej pięćdziesiąt kilka wiosen. Pomaga w tym zrzędzenie i ciągła uszczypliwość. Reszta obsady, łącznie z aktorami epizodycznymi radzi sobie naprawdę dobrze, jeśli nie świetnie. Najlepiej wypada główna para, czyli Ola i aspirant Holender. Już od samego początku rodzi się między nimi ciekawa relacja budowana początkowo przez nachalną i nieustępliwą Aleksandrę, którą młody policjant traktuje trochę jak szczeniaka plączącego się pod nogami i przeszkadzającego w wykonywaniu obowiązków służbowych. Jednak ich współpraca przynosi rezultaty (choć naraża go co i rusz na zjebkę Waldemara) i Holender coraz bardziej zbliża się do swojej – jak to wielokrotnie powtarza sama zainteresowana – jedynej koleżanki. Ich relacje psuje nieco zupełnie przypadkowe pojawienie się niewiernego męża Oli, Kamila (Bartosz Gelner), jednak ten szybko ucieka i romans może być kontynuowany. Również absurdalność relacji matka-córka, które na każdym kroku sobie dogryzają wnoszą powiew świeżości do stereotypowych więzi rodzinnych. Świetnie radzi sobie także Henryk, który jako całkiem analogowy facet dobrze odnajduje się w cyfrowym świecie i często pomaga Oli w rozwiązywaniu spraw. A sprawy bywają niekiedy dość makabryczne, czasami śmieszne, ale zdecydowanie nie nudne. Choć scenarzyści powinni się troszkę bardziej postarać, ponieważ mimo mnogości podejrzanych dość łatwo jest wytypować winnego. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności ze śledzenia dalszych losów bohaterów oraz postępów w śledztwach. Czasami można się wszak pomylić w typach. 

Serial ten jest proceduralem składającym się z dziesięciu odcinków. W każdym z nich poza ostatnimi dwoma, gdyż te są połączone w jedną całość, policjanci i detektywi-amatorzy rozwiązują jedną sprawę. W tle są jednak drobne wstawki nawiązujące do sprawy, w której zginął brat Oli. Został zastrzelony przez własna żonę. Policja ustaliła, że kobieta działała w obronie własnej podczas pijackiego napadu agresji męża (podobno niepierwszej, bo małżonka twierdzi, że był on alkoholikiem). Matka i siostra w to nie wierzą. Drążą temat próbując uzyskać więcej informacji i wznowić śledztwo. 

Podejrzewam, że gdyby serial potrwał dłużej, to ten wątek byłby kontynuowany, aż do jakiejś kulminacji, jednak w wyemitowanych dziesięciu odcinkach pojawiał się on dość sporadycznie i nie wniósł wiele do fabuły. Główna akcja koncentrowała się na bieżących sprawach oraz problemach bohaterów. Niestety serial został zakończony po pierwszym sezonie i nic nie wskazuje na to, że ma się to zmienić, choć od zakończenia emisji minęły dopiero plus minus dwa miesiące. Co ciekawe miał on całkiem przyzwoite jak na możliwości stacji udziały w rynku, bo każdy z nich oglądało ponad 100 tys. widzów – co dawało AXNowi trzecie miejsce w tym segmencie w godzinie emisji serialu, więc kontynuacja byłaby jak najbardziej wskazana nawet ze statystycznego punktu widzenia (zawsze to hajs dla stacji, no chyba, że koszty produkcji znacząco przewyższyły oczekiwane wpływy). Trochę szkoda, bo tak naprawdę największym problemem tego serialu były jedynie bardzo ciche dialogi, co sprawia, że oglądanie filmu wieczorem (a każdy odcinek miał swoja premierę o 22) może być kłopotliwe. Może nie jest to problem tak ogromny jak w produkcjach sprzed 40 lat (najbardziej zapadły mi w pamięć problemy z niemal niesłyszalnymi dialogami i arcy głośna całą resztą z muzyką na czele w 07 zgłoś się i Życiu na gorąco), ale na tyle odczuwalny, żeby o nim wspomnieć. 
Mimo tych drobnych wad uważam, że jest on z pewnością godny uwagi i poświęcenia mu tych kilku godzin. Dla mnie do dobra produkcja.

Moja ocena: 7/10

czwartek, 19 lutego 2015

[44] Serial: "Agentki" (2008)

Ja wiem, że czasem coś może komuś nie wyjść. Że są dni lepsze, ale i niestety również te gorsze. Czasem można nie mieć nosa do jakiegoś członka obsady. Może się również zdarzyć, że nasz scenarzysta wali 7 seriali na raz i chleje gołdę jak lampy naftę podczas Katriny, żeby mu się postacie nie pomieszały, co w konsekwencji i tak niewiele pomaga. Ale żeby to wszystko zdarzyło się w jednym serialu pomnożone przez trylion? To już jest ewenement na skalę światową! To jest jakaś tragedia. To są "Agentki" po prostu! Ale do rzeczy.

Nasze cudowne "agentki" w pełnej krasie.

W skrócie fabuła. Serial przedstawia historie nadkomisarz Joanny Muzyki (Anna Guzik - pierwszy zgrzyt w obsadzie), która w wyniku postrzału podczas jednej z akcji postanawia przejść na emeryturę (buahahaha w weku 34 lat!!!). Z racji tego, że ma bogatego tatusia (w tej roli Krzysztof Dracz - w miarę może być, choć jeśli ma czym grać, to jest zdecydowanie lepszy), nie musi się martwić o swoją przyszłość. On wynajmuje dla niej kawiarnie tuż obok domu, której Joanna zostaje szefem. Jednak już pierwszego dnia zamiast obsługiwać klientów zaczyna prowadzić życie prywatnego detektywa. Najpierw sąsiad taksówkarz (Joachim Lamża - jedyny jasny punkt obsady), wiedząc, że pracowała w policji prosi ją, żeby uratowała jego córkę, która chce się wysadzić home-made bombą z cukru i saletry. Po, co oczywiste, udanej akcji Joanna poznaje pierwszą ze swoich współpracownic w kawiarni - kelnerkę Magdę (Agnieszka Sienkiewicz - marność nad marnościami, dziewczę szarga tylko swoją grą tak piękne nazwisko). W kolejnych odcinkach do obsady dołączą jeszcze Irina Dowbor aka Tomasz Muszyński (Marcin Rogacewicz - jako chłop ujdzie, ale kobiety to on udawać nie potrafi tak jak choćby Robin Williams czy też Dustin Hoffman), uciekinier z Litwy, który ma pozwolenie na pracę w Polsce jedynie jako kobieta (cała historia z tym jest związana, ale i tak nieciekawa, więc Wam tego oszczędzę). Oraz Ewa Kwiatkowska (Joanna Jeżewska - ujdzie, choć dupy nie urywa, ale czego się spodziewać po takim scenariuszu). One wszystkie, razem z pomocą Tomka, który jest niby bratem Iriny i czasami im pomaga, kiedy potrzebny jest mężczyzna, zamiast prowadzić kawiarnię charytatywnie rozwiązują błahe sprawy jako pseudo prywatni detektywi. 

Nadkomisarz Joanna Muzyka aka darmowy prywatny detektyw Joanna Muzyka (Anna Guzik)

Może zacznę od tego, co w tym serialu mi się podobało i jest warte uwagi. Nic. Tym sposobem możemy przejść do negatywów.

To co mi się nie podobało, starczyłoby na całkiem solidną habilitację, jednak postaram się przedstawić to w skrótowej wersji. Po pierwsze bohaterowie. Beznadziejni, trzeciorzędni aktorzy obsadzeni w pierwszoplanowych rolach nie mają warsztatu, żeby utrzymać zainteresowanie widza swoimi kreacjami. Mamy tutaj w główniejszych rolach, oprócz wspomnianych pań jeszcze takich fachowców jak Krzysztof Respondek i Michał Lesień. Jedyny zgrzy to Bartłomiej Topa, który jest aktorem świetnym, jeśli oczywiście ma czym grać. Tutaj niestety jest żałosną parodią zezowatego i nieudacznego prywatnego detektywa, tak plastikowego, że nawet on nie daje rady nic z tej postaci wykrzesać. Po drugie scenariusz. Tak słabych historii, nie śmiesznych gagów i lamerskich tekstów już dawno nie widziałem i nie słyszałem. Na tym poprzestanę, bo szkoda słów. Po trzecie, robienie z ludzi debili sposobem prezentowania fabuły. Nagromadzenie głupot jest przerażające, ale najbardziej raziły w oczy takie twierdzenia, że filmik usunięty z internetu przez osobę, która go tam zamieściła znika już na zawsze. Że lekarz biorący łapówki boi się kobiety, która bezprawnie nachodzi jego biuro, przeszukuje je i wmawia mu, że jest z policji nie legitymując się uprzednio. No i to, że faceci najbardziej lecą na faceta przebranego za kobietę. To mnie bolało szczególnie, ponieważ charakteryzacja Rogacewicza była tak nieudolna, że to aż w oczy kłuło. 

Biedaczek, chyba wtedy naprawdę nie miał innego angażu albo miał pomroczność jasną

Ale spoko, są wszak ludzie, którym, że tutaj posłużę się cytatami z filmwebowych komentarzy, serial ten niezmiernie się podoba. Oto przykłady: Cinema2009: "doskonali aktodzy [doprawdy? bo Guzik wygrała Taniec z Gwiadami, a Respondek jest żałosnym kabareciarzem? - przypis mój], humor [doprawdy? to że na przykład dziewczynka tak się przestraszyła ducha, który rzuca cień faceta w prześcieradle, że aż się posiusiała, tak Cię bawi? - przypis mój] i wciągający kryminał [no to już zakrawa na absurd - przypis mój]. 10... [a tego to nawet nie skomentuję - przypis mój]", tudzież agas25:"A mi sie też ten serial podobał:) ubawiałm sie świetnie:P [można i tak, ja jednak preferuje komedie a nie tragedie, jeśli chodzi o śmiech - przypis mój]" lub sharlene:"spox ;) - ja dałam 9 i z przyjemnością oglądam [a to się w ogóle da oglądać? - przypis mój]", a każdy głos rozsądku w tej dyskusji, czyli na przykład wypowiedź rurkins1993: "chyba sie na komediach nie znasz, albo nigdy ich nie widziales przeciez to jest MEGA GOWNO (uzyl bym czegos gorszego ale moga to czytac dzieci) [brawo za odwagę cywilno-obywatelską, choć jeden, który oglądał z otwartymi oczami - przypis mój]" był kwitowany w następujący sposób Bea_przerwa_Alex:"Dla niektórych może to byc gówno, a dla innych extra Hit! [nie, nie może, nie ma do takiego twierdzenia choćby najmniejszy podstaw - przypis mój] I to nie oznacza ze ktoś się nie zna na humorze [tak, właśnie, że oznacza - przypis mój] tylko komus się podoba, a komuz nie [no to teraz to mądrze napisałaś/łeś - przypis mój]. Kwestia gustu."* Nie, Moi Drodzy, w tym miejscu muszę zgłosić stanowczy sprzeciw względem tej ostatniej zacytowanej przeze mnie wypowiedzi. To nie jest kwestia gustu, że podoba nam się takie ścierwo i potrafimy się cieszyć przy naprawdę żałosnych dowcipasach oraz twierdzić że serial, który z kryminałem ma tyle wspólnego co ja z baletem jest naprawdę klasową pozycją w tym gatunku. To jest kwestia BRAKU gustu.
 
A tutaj "gwiazda", która miała podnieść oglądalność (normalnie co jeden pomysł to lepszy xD)
Na tym poprzestanę, bo pisanie czegokolwiek więcej o tym tworze jest i tak zbyt wielkim dla niego zaszczytem. Ja go obejrzałem z przyczyn zawodowych, ale Wam stanowczo zabraniam zbliżać się do tego szamba!

Moja ocena: -14/10

*Pisownia oryginalna. 

EDIT: PRZEPRASZAM WSZYSTKIM, KTÓRZY TRAFILI NA WERSJĘ NIEPOPRAWIONĄ Z BŁĘDAMI ORTOGRAFICZNYMI I BEZSENSOWNYMI ZDANIAMI, STAŁO SIĘ TAK DLATEGO, ŻE KLIKNĄŁEM NIE TO CO TRZEBA I  POST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY PRZED KOREKTĄ :(

czwartek, 11 grudnia 2014

[36] Serial: "Układ warszawski' (2011)

Miałem napisać o filmach, które ostatnio obejrzałem ("Niezniszczalni 3" i "Strażnik czasu"), ale na razie ważniejszym wydaje mi się podzielenie opinią o serialu jaki wczoraj skończyłem oglądać. Mowa tutaj oczywiście, jak wiadomo z tytułu, o "Układzie warszawskim", czyli jednej z niewielu po "Kryminalnych" (a może jedynej?) prób stworzenia TVN-owskiego serialu kryminalnego. Czy próba wypadła pomyślnie? Tego dowiecie się w dalszej części tekstu. Zapraszam!

poniedziałek, 20 października 2014

[27.1] Serial: "Wataha" - wrażenia po pierwszym odcinku!

Tak się bałem, że z tej ciekawie zapowiadającej się historii nasi "fachowcy" zrobią ckliwą bajeczkę mitologizując Bieszczady jak i ludzi w nich mieszkających. Jednak moje obawy były zupełnie bezzasadne. Pierwszy odcinek świetnie się sprawdził, wprowadził widzów w najważniejsze wątki i jednocześnie zasiał niepewność co do dalszych losów głównych bohaterów.

Fabułę można było równie dobrze zakminić z trailera, ale pierwszy odcinek przedstawia nam ją w szerszym spektrum. Tytułowa Wataha jest specjalnym, elitarnym oddziałem straży granicznej mający większe możliwości, lepszych ludzi i bardziej zaawansowane zaplecze techniczne. W ich jurysdykcji leży patrolowanie i chronienie najniebezpieczniejszej i narażonej na przemyt (alkoholu, narkotyków, broni, ludzi) w całej Unii Europejskiej. 

mjr Marek Markowski (Andrzej Zieliński)

Historia zaczyna się od akcji Watahy mającej na celu niedopuszczenie przekroczenia granicy przez grupę uciekinierów z Ukrainy (są to chyba Czeczeni, ale nie mam pewności, pewnym jest to, że mijają żółto-niebieskie słupki graniczne, więc idą z Ukrainy). Akcja kończy się powodzeniem dzięki pomocy jednej z członkiń grupy działającej incognito w grupie uciekinierów. Po tej akcji jeden z Watahy odchodzi na emeryturę w związku z czym cały oddział uczestniczy w pożegnalnej imprezie. Niestety w trakcie strażnica, w której uroczystość ma miejsce zostaje wysadzona. Jedynym, który zostaje przy życiu jest kapitan Wiktor Rebrow (Leszek Lichota), który w tym momencie palił papierosa i czekał na swoją partnerkę życiową, która za 5 minut obiecała mu namiętny seks w samochodzie ;) Niestety, mimo tego, że w trakcie wybuchu zginęli najbliżsi Rebrowowi ludzie, to właśnie on, jako jedyny ocalały jest głównym podejrzanym pani prokurator Igi Dobosz (Aleksandra Popławska). Na jego niekorzyść świadczy też fakt, że tuż przed wybuchem otrzymał wiadomość sms o treści: "Boom". 

kpt. Wiktor Rebrow (Leszek Lichota)

Szefowie, aby uspokoić sytuację, wysyłają na miejsce majora/komendanta Konrada Markowskiego (Andrzej Zieliński) przeniesionego ze Szczecina. On ma stworzyć nową Watahę, na czele której stanąć by mieli kapitanowie ze starej "gwardii": Adam "Grzywa" Grzywaczewski (Bartłomiej Topa), który w nie zginął ponieważ w momencie wybuchu był w szpitalu u rodzącej żony, a jego pomocnikiem i ostoją ma być Rebrow, który jednak po tym wydarzeniu chce definitywnie zerwać ze służbą.

Natalia Tatarkiewicz (Magdalena Popławska)

To mniej więcej zarys fabuły pierwszego odcinka, który jednak dość dobrze pokazuje nam to czego świadkami będziemy w dalszych epizodach. Podejrzenia, niepewność, ciągłe szukanie winnego zamachu, które będą prowadziły do coraz to nowych konfliktów i utarczek w grupie. Nowy szef, który ma swoich zaufanych ludzi i pani prokurator, która dodatkowo będzie siała nieufność i wbijała kij w mrowisko. 

Prokurator Ida Dobosz (Aleksandra Popławska)

Bardzo dobrym zabiegiem twórców jest na pewno nie obsadzenie w głównych rolach największych gwiazd polskiego kina czy też światka serialowego, ponieważ ich twarze widziane już w tak wielu odsłonach mogłyby się wydać mało autentyczne (ja tak miałem na przykład z filmem "Katyń", gdzie zupełnie anonimowa obsada zrobiłaby, myślę, zdecydowanie większe wrażenie i przełożyła ciężar filmu z gwiazdorskich nazwisk na temat o jakim film miał mówić). A tak mamy kilku starych wyjadaczy (jak Topa, Zieliński, Lichota), którymi jednak publiczność nie jest zmęczona, bo nie widuje ich wszędzie, w każdej roli od kilku ostatnich lat, jak było z Szycem, Małaszyńskim, Więckiewiczem czy Chyrą, którymi, mimo że są świetnymi aktorami, to w pewnym momencie już rzygałem. Mamy też kilka nowych twarzy (a przynajmniej dla mnie), co pomaga w skupianiu się na treści. 


Dobrze odwzorowany jest również klimat samej straży granicznej, to jak pracują, gdzie pracują, jakie są procedury i całej tej otoczki. Kolejny plus to praktycznie całkowite wyjście z miasta, opuszczenie blokowisk i przeniesienie akcji do bieszczadzkiej głuszy (swoją drogą pochwalić należy również ludzi odpowiedzialnych za zdjęcia, widoki są naprawdę oszałamiające, takie nasze).


Póki co nie mogę dopatrzeć się jakichś większych błędów czy to w obsadzie, czy w fabule, czy też w autentyczności przedstawianych historii i z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki. Temu pierwszemu daję na zachętę bardzo wysoką notę, która wraz z końcem pierwszego sezonu zostanie jeszcze raz zweryfikowana.

Moja ocena 8/10

piątek, 5 września 2014

[27] Serial: "Wataha" (2014) - Zapowiedź

Jak już zapewne zauważyliście ostatnio dużo piszę o serialach, póki co to się nie zmieni. W najbliższym czasie mam bowiem w planach napisanie jeszcze kilku recenzji seriali, jednak dziś będzie jedynie zapowiedź kolejnej zbliżającej się premiery (październik okazuje się miesiącem należnym ciekawymi serialowi produkcjami, nic tylko się cieszyć), a mianowicie polskiej produkcji HBO pod tytułem "Wataha", której emisja zaplanowana jest na 12 października!

czwartek, 12 września 2013

[5] OGLĄDAM FILM POLSKI: "Drogówka" - Wojciech Smarzowski (2012)

Ostatnio bardzo zaniedbałem ten dział, ale cóż, tak widocznie musiało być. Ja po prostu żeby obejrzeć jakiś film to albo muszę mieć na niego wielką ochotę , albo muszę to zrobić całkiem znienacka jak to właśnie się odbyło z opisywaną tutaj "Drogówką". Kalkulowanie, planowanie i obiecywanie sobie, że co tydzień będę recenzował jakiś polski film, jest po prostu niemożliwe i niewykonalne. Po tym przydługim wstępie przechodzę jednak do konkretów.


"Drogówka" w reżyserii i ze scenariuszem Wojciecha Smarzowskiego (podobnie jak inne jego filmy) wzbudziła wiele kontrowersji i wywołała wiele dyskusji. Ja osobiście, mimo, że chciałem ten film obejrzeć i wiedziałem, że prędzej czy później to zrobię, seans w kinie sobie odpuściłem. Jednak przyszła i na mnie kolej abym z najnowszym obrazem reżysera "Wesela" i "Domu złego" się zapoznał. 


Już na wstępie napiszę, że film mi się podobał. Może nie treści jakie przedstawiał, bo o tym jaka jest ta nasza władza, to ja akurat dobrze wiem i te obrazy ani mnie nie zszokowały, ani nie wzbudziły większego oburzenia, bo i cóż ja na to poradzę, że się uniosę i powiem" "Nie, tak być nie może". I tak wiem, że nic się nie zmieni. Szanować ich nie mam za co, a lubić i tak bardziej nie będę.


Jednak uważam, że film jest ciekawy pod względem fabuły, bo intryga jest dość dobrze poprowadzona, choć miejscami jednak odrobinę zbyt chaotycznie. Także wizualizacja przekazu jak i montaż dobrze współgrają z tym, można by powiedzieć para dokumentalnym, filmem. Dużo ujęć z ręki, w ruchu, nagrania z kamer w telefonach, a także miejskiego monitoringu, pozwalają nam się dodatkowo wczuć w klimat. Dobór aktorów, jak to u Smarzowskiego. Zawsze te same twarze, i mimo, że wielu z nich jakoś nie za bardzo lubię, to jednak u niego potrafią pokazać że drzemie w nich potencjał. Nie mówię tutaj o Bartłomieju Topie, który jest świetnym aktorem, ale o tych wszystkich zuponalewajkach typu Ewa Konstancja  Buhłąk (swoją drogą gorzej to już się naprawdę trudno nazywać), choć ona to w sumie wiele nie pograła. Jedyne z czego bym zrezygnował to moja "ulubiona" aktorka Izabela Kuna. Tę zamienił bym już na samym wstępie, bo po prostu jej nie lubię. Reszta ok. Szczególnie podobał mi się Braciak, który prawie zupełnie nie trzeźwiał i Lubos z tymi okropnymi wąsami. Dorociński się nie nagrał, a Dziędziel, to klasa sama w sobie. Heh...może Smarzowski to taki polski Tarantino - ciągle z tych samych aktorów korzysta i co film to sukces :D


Co by tu jeszcze napisać...O fabule może kilka słów. Mamy do czynienia z paczką kolegów, może nawet przyjaciół pracujących razem w "drogówce". Chłopcy mają te same zainteresowania (szybkie samochody, dziwki, wóda, rybki i sajgonki) i w bardzo podobny sposób dorabiają do pensji (łapóweczki, łapóweczki i jeszcze raz łapóweczki). W pewnym momencie jeden z nich zostaje zamordowany. Podejrzenie pada na sierżanta sztabowego Ryszarda Króla. Ten aby się oczyścić z zarzutów zaczyna się ukrywać i prowadzi swoje własne śledztwo. W jego trakcie dowiaduje się o zakrojonym na szeroką skalę przekręcie, w którym udział brał zamordowany policjant. 


"Drogówce" daje 8/10 i dalej z uwagą będę śledził karierę Smarzowskiego. Na najbliższy seans umówiłem się już z "Różą" ;) Stay tuned !

Andrzej Grabowski w jedynej słusznej roli, czyli zapijaczonego prostaka na stołku...ach...gdyby to była jedynie fikcja...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...