Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dariusz Loranty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dariusz Loranty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 sierpnia 2015

[144] Książka: "Spowiedź pas. Brudna prawda o polskiej policji" - Dariusz Loranty (2013)

Są książki, które się czyta. Tak po prostu. Otwierasz i historia porywa cię od pierwszych stron, a nawet zdań. Są też bohaterowie, którzy w jakiś sposób nas fascynują. Ich osobowość, perypetie, wybory oraz dylematy życiowe. Z reguły tak dzieje się w przypadku literackiej fikcji, jednak ja jestem orędownikiem twierdzenia, że nic nie jest tak ciekawe i zaskakujące jak ludzkie losy. Z tego też względu wiele moich wyborów czytelniczych pada na biografię, literaturę faktu czy też rozmowy z ciekawymi ludźmi, dokładnie jak w przypadku tej książki. Spowiedź psa... jest bowiem wywiadem rzeką z policjantem, który, jak sam o sobie mówi, był jednym z najsłynniejszych i zasłużonych polskich negocjatorów. Jednak czy i jego opowieść była tak ciekawa jak te wszystkie dotychczas przeze mnie czytane? O tym w dalszej części tekstu.

Jak pewnie wiedzą ci z Was, którzy zaglądają tutaj regularnie, nie jest to moje pierwsze spotkanie z Panem Lorantym. przygodę z nim zacząłem w odwrotnej kolejności, ponieważ najpierw w moje ręce wpadała "powieść" fabularna pt.: Siedem dni z życia psa bazująca na autentycznych wydarzeniach z życia Lorantego. Ci, którzy pamiętają tę recenzję znają moją ocenę zdolności i możliwości pisarskich Pana Lorantego. Jednak aktualnie omawiana książka nie wymagała od jej głównego bohatera żadnego literackiego kunsztu. Ot, zwykłą rozmowa. 

Niestety i w tym przypadku okazało się, że Pan Dariusz nie jest osobą, której "słucha się" z przyjemnością. Ma arcy roszczeniowe podejście do służby, do której udał się - jak sam pisze - w wieku dość zaawansowanym z powodu niepowodzeń we wszystkim innym czego się tknął w życiu. Książka jest pełna narzekania, które być może mają podstawy, jednak wydają się w ogólnym rozrachunku dość śmieszne i miałkie. 

Jednak nie megalomaństwo i niespełnione ambicje są najgorsze, najsmutniejsze i najbardziej przykre w konsekwencji zestawienia ze sobą obu tytułów, w których powstaniu, w mniejszym lub większym stopniu, partycypował Pan Loranty. Najgorsze, najsmutniejsze i najbardziej przykre jest to, że około 95% drugiej książki (Siedmiu dni...) jest powtórzeniem historii zawartych w tym wywiadzie. Nie, Panie Loranty. Tak się nie robi. To jest jednoznaczne oszustwo i naciąganie naiwnego czytelnika, który ma prawo liczyć na choć odrobinę oryginalności kupując, bądź co bądź, całkiem inny tytuł (choć opatrzony nazwiskiem tej samej osoby).

Ja poczułem się oszukany i jedyne szczęście jakie dostrzegam w całej tej sytuacji jest takie, że książki udało mi się kupić z solidnym rabatem (choć i tak uważam, że każda z tych złotówek została wyrzucona przeze mnie w błoto i lepiej bym je spożytkował dając osiedlowemu żulikowi na wino), ponieważ jeśli bym zapłacił cenę nadrukowaną na okładce, to chyba napisałbym do Pana list z żądaniem zwrotu pieniędzy. 

Mam nadzieję, że nie uda się już Panu Lorantemu Dariuszowi znaleźć tak naiwnego wydawcy, który zainwestuje pieniądza i drogocenny papier w jego grafomańskie popisy. A wszystkich Was przestrzegam przed sięganiem po tę literaturę, bo jest to jedynie strata czasu.

No i na koniec cytat z ostatniej strony, który stawia mnie w zgoła nieprzychylnym świetle, bo wynika z niego, że po raz kolejny się nie znam...

„Czy liczy Pan na rozgrzeszenie?

– Da mi je czytelnik, który będzie umiał wyciągnąć z tego wnioski. Czytelnik, który naprawdę zrozumie tę książkę”
  No, niestety. Ode mnie Pan rozgrzeszenia (cokolwiek by to miało znaczyć) nie dostanie.

Moja ocena: 2/10

czwartek, 18 czerwca 2015

[135] Książka: "Siedem dni z życia psa" - Dariusz Loranty (2015)

Jak pewnie zauważyliście, ostatnimi czasy trochę czytam książek, w których o swoim życiu zawodowym opowiadają ludzie związani z organami ścigania (w Polsce jak i poza granicami kraju). W przypadku tej książki nie jest inaczej, bo tytułowy pies, to oczywiście policjant - literacki odpowiednik Dariusza Lornatego, gdyż książka ta jest mocno inspirowana wspomnieniami z życia autora. Czy jednak jest ona ciekawa, dobra? Czy spełniła pokładane w niej oczekiwania? Zapraszam na recenzję!

Napiszę krótko - nie, nie podobało mi się. I w sumie, jak już kilka poprzednich recenzji, w tym momencie mógłbym skończyć, ale szacunek dla drugiego człowieka (autora) i moich nielicznych czytelników nie pozwala mi potraktować tej książki w ramach hasła "nie, bo nie".

Czytając ją miałem wrażenie, że autor to całkiem ogarnięty pies, któremu jednak (co w końcu nie takie znów dziwne, bo nie każdy jest Vidockiem albo innym Pinkertonem) nie starcza talentu do pisania. Skąd takie odczucia? Ano stąd, że kiedy w całości pisze o policyjnych akcjach, opisuje procedury, przepisy prawne (których jest stosunkowo mało), a także uwarunkowania służbowe poszczególnych etatów (opisuje, że był negocjatorem w oddziale antyterrorystycznym, ale nie tylko) czy też innych jednostek, wszystko jest w umiarkowanym porządku. Nie ma tu jakiegoś niesłychanego kunsztu pisarskiego w tworzeniu napięcia i przykuwaniu uwagi odbiorcy, nie ma też żadnej intrygi, zagadki do rozwiązania, bo to nie taka do końca fabuła w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (po prostu siedem dni tygodnia, które nie koniecznie następują po sobie a między niektórymi mija nawet kilka lat), ale czyta się to znośnie z umiarkowanym zainteresowaniem. 

Jednak, kiedy Loranty przechodzi do pisania o życiu osobistym lub też jedynie luźno powiązanym z pracą zawodową (np. coś co dzieje się na komendzie jednak poza służbą), to jest po prostu straszne! Jedno wielkie  G R A F O M A Ń S T W O  w najczystszej formie! Miejscami jest tak żałośnie, że nie wiadomo czy śmiać się z rozpaczy czy płakać... też z rozpaczy, że ktoś pozwolił to wydać w takiej formie. Autor próbuje być tak fajny, taki super zabawny, że aż mu to nie wychodzi. Te momenty, a było ich ze 2/3 książki są koszmarnie złe. Mam setki cytatów, jednak z racji, że jest to książka papierowa przytoczę tylko kilka z nich. Zacznę może od tego pierwszego proroczego:

"Czy będzie to grafomański epos dla nikogo, oceni czytelnik." - Tak zaczyna autor przedostatni akapit wstępu i wydaje się, jakby coś przeczuwał!

"Czwartym jest najstarszy wiekiem aspirant Szczur, który dołączył do nich z Głównej. Ta wspaniała czwórka bardzo często dojeżdża do Szczytna zaszczurzoną mazdą, czyli autem, którego właścicielem jest aspirant Szczur." - No, tych zdań nie powstydziłoby się żaden twórca szkolnego wypracowania.

"Bernard jest osobnikiem, który alkohol wchłania niczym ożywcze górskie powietrze. Natura obdarzyła go talentem, że potrafi przyjąć go w ilościach ponadprzeciętnych, a osobiste przymioty sprawiają, że czyni to z radością i odpowiedzialnością." - Naprawdę...? Tylko po co to jest tak pseudo-śmiesznie napisane, i to chyba raczej jakieś predyspozycje pycho-fizyczne a nie talent, że można wódę jak mleko łoić, ale spoko, nie moja rzecz, ja tylko za to językowe pokractwo kasę zapłaciłem.

"Kto tylko miał odtwarzacz albo lepiej wideo, mógł z kaset obejrzeć prawie każdą produkcję filmową." - A dlaczego to akurat "lepiej wideo"? Funkcja odtwarzania była w obu, więc co to, kurwa, za różnica jest!

"Grzegorza nie każdy film interesował. Nie obchodziły go dzieła laureatów amerykańskiego Oscara ani francuskiego Cezara. Nie preferował filmów o sztukach walki, tak bardzo popularnych wśród młodzieży. Upajał się filmową produkcją niemiecką, która nielegalnie zalewała polski rynek wideo. Typowy niemiecki film wybierany przez Grzegorza nie miał zawiłej fabuły albo malowniczych scen, nawet gra aktorów była bez znaczenia. Były to filmy przeznaczone do pobudzania, hm, powiedzmy samczej wyobraźni." - A nie lepiej było napisać, że Grzegorz po prostu lubił pornole i darować sobie 
te gimnastykę słowną :/ Boże! widzisz i nie grzmisz!

"Wychodzą z pokoju jednocześnie. Nie spoglądają na siebie, tylko niemal bezgłośnie mówią sobie >>do widzenia<<.
Być może japońscy naukowcy w swoim wiekopomnym odkryciu nie badali populacji europejskiej. Skupili się na swojej nacji, a naukowe odkrycie niefrasobliwie przypisali całej ludzkości." - WTF?! Nie mam zupełnie pojęcia do czego tyczy się to ostatnie zdanie o naukowcach. Ale to najmniejszego. Nic wcześniej nie jest z nim tematycznie powiązane...

"Ubrana jest w czarną spódnicę mini, tak króciutką, że widzi taką po raz pierwszy na kobiecie, a nie na fotografii." - A na tej fotografii to samą spódnicę wiedział, tak?

"Czwartek jest dniem tygodnia, którego nazwa pochodzi od cyfry cztery. Bo jest czwartym dniem pracy." - No to żeś teraz powiedział... Nobla mu! Jak Wałęsie :]

"Najbardziej chciałby zjeść owoce morza. Może dlatego, że niedane mu było jeszcze nigdy ich degustować, a może, bo lubi oglądać filmy przyrodnicze o rafie koralowej." - Idąc tym tokiem myślenia, ja lubię oglądać wyścigi samochodowe, a że nigdy nie miałem okazji degustować samochodu, więc teraz mam ochotę na ragoût ze skrzyni biegów i purée ze spalonej opony a to wszystko okraszone wiórkami błotnika.

"Dotąd jadał zawsze rodzime, swojskie posiłki, zapijając je tylko i wyłącznie przezroczystymi płynami." - A nie prościej było napisać, że lubił pierogi i wódę?! Nosz kurwa, jak mnie ta słowna bezsensowna galopad męczyła podczas lektury, to moje...

"Członkowie komisji spojrzeli na niego, czuł jakby oczyma go sztyletowali." - Tylko mnie się wydaje, że z tym zdaniem jest coś nie w porządku?

"Po pracy delektuje się produktami rodzimych wytwórców: mieszaninami wody i soku z domieszką spirytusu, utrwalanymi naturalnym pierwiastkiem, siarką." - No i po raz kolejny włączył się szalony grafoman-dowcipniś. A nie można było po ludzku napisać, że walił wino pod sklepem...

"Bernard ma stać z daleka. Wyprostowany i na wprost drzwi." - Można powiedzieć, że to zdanie jest brawurowo napisane! Swoją drogą jeszcze nigdy nie stałem "z daleka", ale widocznie w policji umie się więcej :)

Ok, kończę to, bo nie ma sensu się nad człowiekiem pastwić. Nie wyszło mu. A to, że w posłowiu napisał, że teraz jest pisarzem? Cóż, każdy może się pomylić. Mam jednak nadzieję, że poprzestanie na tych dwóch tworach (wydał jeszcze "Spowiedź psa", którą niestety też kupiłem i zaraz będę czytał). Gdyby nie to, że pojawiło się tutaj kilka ciekawych opowieści z życia policjanta (na służbie), to książka by poległa sromotnie, jednak dzięki temu wspięła się dwa oczka wyżej. 

Moja ocena: 3/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...