Wczoraj wieczorem, po tym jak przepierdzieliłem cały dzień na robieniu rzeczy mało ważnych, postanowiłem zakończyć go w ten sam sposób. I zamiast jakiejś mądrej książki wziąłem się za film. Film z mojej weekendowej majówki, który pozostał nieobejrzany. "X-Men: Pierwsza klasa" w reżyserii Matthew Voughna okazał się dobrą i ciekawie zrealizowaną ekranizacją kolejnych przygód mutantów.
W tym przypadku cofamy się do czasów drugiej wojny światowej i poznajemy historię kilku mutantów znanych z późniejszych części X-Men. Cała historia toczy się na bazie losów dwóch głównych bohaterów, którzy w późniejszych częściach także będą grali jedne z pierwszych skrzypiec. Mowa tutaj oczywiście o Charlesie Xavierze (James McAvoy) i Ericku Lensherrze/Magneto (Michael Fassbender).

