Ponieważ ostatnimi czasy czytam ciekawą książkę o gwiazdach kina, postanowiłem podzielić się najciekawszymi informacjami na temat największych, choć czasem zapomnianych już, gwiazd kina. W swoich postach będę się przesuwał chronologicznie od najstarszych do najmłodszych ikon kina.
Dziś rozpocznę od chyba najstarszej gwiazdy, którą niezaprzeczalnie był George Arliss, a właściwie George Augustus Andrews, ur. 10 kwietnia 1868 r. w Londynie, zm. w 1946 także w Londynie.
Arliss, syn malarza i wydawcy, to wspaniały brytyjski aktor bardzo starej daty, który dokładnie znał swoją wartość i ciężko było nazwać go skromnym - na jednej z rozpraw sądowych powiedział, że jest "najlepszym żyjącym aktorem świata".
Arliss zaczął swoją karierę na scenach Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych wiele lat wcześniej zanim pojawił się w pierwszym swoim filmie. Kiedy to nastąpiło w 1921 roku, miał już ponad 50 lat.
Później w latach 30. i 40., nastąpiła w Hollywood tendencja do promowania aktorów o aparycji typowo brytyjskiej, więc on, jak zwykło się o nim mówić "urodzony z monoklem", do tego rodowity anglik, wpasował się idealnie i zdobył dużą popularność. Zważywszy, że w roku 1929 otrzymał Oskara za pierwszoplanową tytułową rolę w filmie "Disraeli" (1929). Co ciekawe, była to pierwsza nagroda dla Brytyjczyka w dźwiękowym filmie, pierwsza nagroda za zagranie autentycznej postaci i pierwsza nagroda dla aktora, który zagrał tę samą rolę w filmie niemym (Arliss zagrał postać brytyjskiego premiera Benjamina Disraeliego także w obrazie z roku 1921) i w filmie dźwiękowym. W roku 1930 był kolejny raz nominowany do nagrody Akademii za film "Zielona Bogini" ("The Green Goddess, 1930), jednak tym razem statuetki nie dostał. Nie zmienia to faktu, że na fali popularności grywał Woltera, kardynała Rishelieu, Nathana Rotschilda i księcia Wellingtona.
Z niebywałą łatwością, jak na tamte czasy, przeszedł z filmów niemych do dźwiękowych. Nie każda gwiazda miała tyle szczęścia i umiejętności. Zadziwiająca była także liczba mistyfikatorów i dwulicowców jakich grywał. Trzykrotnie grał milionera lub arystokratę udającego nędzarza, ale zdarzyło mu się także wcielić w postać biedaka udającego milionera. W ostatnim filmie, w którym zagrał, "Doctor Syn" (1937), grał przemytnika udającego duchownego, a w "His Lordship" (1936) jest jednym z braci bliźniaków, udającym tego drugiego. Zagrał także kilka filmów ze swoją żoną Florence, m.in. w filmach "Diereali", "Milioner" (1931) i "Królewskich wakacjach" (1933).
To właśnie Arliss pomógł odkryć na nowo Bette Davies, kiedy Universal Pictures zerwało z nią kontrakt, a całe Hollywood chciało ją "odstawić na boczny tor". *
* - materiały do tego tekstu pochodzą z książki "501 gwiazd filmowych" Warszawa 2008