"Of all the gin joints in all the towns in all the world, she walks into mine." CASABLANCA, 1942
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Caine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Caine. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 marca 2016
środa, 13 maja 2015
[119] Film: "Kingsman Tajne Służby / The Secret Service" (2014)
Lubicie stare Bondy? Takie maksymalnie do końca lat 80.? Gdzie to pojawiali się jeszcze starzy, dobrzy maniacy - tzw. wielkie zbrodnicze umysły, które chciały zapanować nad światem lub chociażby zdobyć ogromną władzę? Fanatycy pokroju Dra No, Ernsta Stavro Blofelda, Emilia Largi, Aurica Goldfingera czy Francisco Scaramangi. W nowszych odsłonach ten klimat jakby uleciał. Bondy stały się bardziej realistyczne, dżentelmeni mniej dżentelmeńscy, a cała otoczka mniej fantazyjna i naszpikowana zabawkami niż kiedyś. Kingsman. Tajne Służby sięga do korzeni!
Ale wróćmy jeszcze na chwilę do poprzedniego wątku. Mnie to zupełnie nie przeszkadza jak wyewoluowały historie o Bondzie i sama jego postać, jednakże z niegdysiejszych filmów czysto rozrywkowych (sensacja, akcja) te dzisiejsze stały się częstokroć poważnymi dramatami. I w sumie trochę brakuje w tych nowych przygodach takiego oddechu, lekkości, czasami nawet śmieszności i niedorzeczności. Na szczęście Kingsman... ma te wszystkie elementy i przed Spectre wydaje się fajnym urozmaiceniem, a na pewno ciekawą i sprawiającą dużo frajdy odskocznią od poważniejszego kina "szpiegowskiego".
![]() |
| A oto, co powinna zawierać dobrze wyposażona szafa prawdziwego dżentelmena |
Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale wydaje mi się, że Vaughn jawnie igra z konwencją i bez skrępowania puszcza oczko do widza, że wszystko na co patrzy jest czystą rozrywką w starym, dobrym stylu. Nikt nie napina się na poważność i nie uderza moralizatorskie tony (choć sam temat wyłaniający się spod strzałów, kopnięć i rozlanej ludzkiej krwi jest dość aktualny). Najlepiej jest to widoczne podczas rozmowy Harry'ego Harta vel Galahada vel Devere'a (Colin Firth) z Valentine'em (Samuel L. Jackson):
"Valentine: - Lubi pan filmy szpiegowskie panie Devere?
Devere: - Współczesne są zbyt poważne jak na mój gust... ale te stare... Cudowne. Nie ma to jak naciągana fabuła.
V.: - Najstarsze filmy szpiegowskie. Jako dzieciak marzyłem o takiej pracy. Szpieg-dżentelmen.
D.: - Sądzę, że o jakości starych Bondów przesądzał czarny charakter. Będąc dzieckiem widziałem się w roli uroczego megalomaniaka.
V.: - Co za szkoda, że obaj musieliśmy dorosnąć."
Panowie tak jak powiedzieli, tak zrobili, tylko w trakcie dorastania zamienili się miejscami. Valentine wyrósł na egocentrycznego megalomaniaka z wadą wymowy, a "pan Devere" został szpiegiem-dżentelmenem.
![]() |
| Zastanawia mnie co by się stało, gdyby to Colin Firth zamiast Daniela Craiga został nowym Bondem... |
Co ciekawe w filmie tym są zachowane wszystkie schematy ze starych Bondów. Mamy szalony plan, wymyślony przez wspomnianego maniaka. Mamy niszowego naukowca, który zostaje zrozumiany przez maniaka i później wykonuje już jego polecenia. A także wiernego ochroniarza w roli pięknej Azjatki z mieczami (ciężko to wyjaśnić, trzeba zobaczyć) zamiast stóp (taka jeszcze bardziej śmiercionośna wersja Pistoriusa). Mamy dżentelmenów - nienagannie ubranych panów, zachowujących wszelkie maniery klasy wyższej, z szeroką wiedzą na temat tego co dobre na tym świecie (tym razem zamiast szampana panowie piją whisky, dokładnie Dalmore rocznik '62) oraz walki wręcz, jak i broni palnej. Jest też szef organizacji szpiegowskiej Artur (Michael Cain) oraz nadworny złota rączka (Mark Strong). To czego nie ma, to kobieta, a przynajmniej jej postać nie jest tutaj tak rozbudowana fabularnie, jak miało to miejsce w pierwowzorach, do których Vaughn nawiązuje. No i jeszcze młody uczeń (Taron Egerton), który "wprawia się do zawodu", a w konsekwencji to on będzie musiał uratować świat (za co zresztą będzie go czekać zaskakująca nagroda - kto widział, ten wie jaka).
![]() |
| Tutaj mała podpowiedź co może być nagrodą |
Swoją drogą całkiem zmyślnie została również przemyślana cała otoczka tej tajnej organizacji, w której przywódca to wspomniany Artur (jak Król Artur), a pseudonimy członków pokrywają się z imionami jego najdzielniejszych rycerzy i nadwornego maga, a cała organizacja działa pod przykrywką ekskluzywnego zakładu krawieckiego o nazwie Kingsman co w tłumaczeniu jak wiemy daje ludzie króla (albo człowiek króla).
![]() |
| Bucik prawie taki jaki miała Rosa Klebb w Pozdrowieniach z Rosji |
Jedynym mankamentem (oczywiście w moim odczuciu) jest postać jaką kreuje Samuel L. Jackson, która zdecydowanie nie przypadał mi do gustu. To już wolę go jako Nicka Fury'ego.
![]() |
| Hmm... no nie... jednak jakoś nie... |
Podsumowując, Kingsman. Tajne Służby to naprawdę kawał dobrej rozrywki, w której, co ciekawe, wszystko trzyma się kupy. Do tego dochodzą świetne kreacje aktorskie - oczywiście jak na wymogi tego typu produkcji - oraz rewelacyjna muzyka. Moim zdaniem dla fanów starego Bonda jest to seans nie do przegapienia. Zdecydowanie polecam!
Moja ocena 9/10
niedziela, 30 czerwca 2013
[20] Film: "Iluzja" / "Now You See Me" (2013)
W weekend udało mi się dwukrotnie odwiedzić moje miejscowe kino. Pierwszym filmem, na który się wybrałem była właśnie "Iluzja" w reżyserii Louisa Leterriera. Zwiastun i wcześniej przeczytana recenzja zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Postanowiłem, że chcę zobaczyć ten film na dużym ekranie. Sam seans jednak bardzo mnie rozczarował.
Film rozpoczyna się czterema sekwencjami ukazującymi nam umiejętności i sylwetki czterech młodych (no, nie we wszystkich przypadkach młodych) i utalentowanych, ale jeszcze nie znanych szerszej publiczności magików. Pierwszym z nich jest J. Daniel Atlas (Jesse Eisenberg) iluzjonista i mistrz karcianych sztuczek. Kolejny, jeśli dobrze pamiętam, był mentalista Merritt McKinney (Woody Harrelson) zajmujący się głównie hipnozą i innymi tego typu bzdurami. Następnie poznajemy jedyną w tej grupie kobietę Henley Reeves (Ilsa Fisher), której specjalnością jest umiejętność wydostania się z każdej "opresji". Jako ostatni pojawia się Jack Wilder (Dave Franco) - gość od sztuczek zręcznościowych i otwierania różnego rodzaju zamków. Wszyscy oni dostają tajemniczą kartę tarota od tajemniczego osobnika, która jest zaproszeniem do dalszej "zabawy" iluzją tylko na zdecydowanie wyższym poziomie; rodzajem inicjacji. W tym momencie następuje przeskok czasu o rok w przód. Nasi bohaterowie są już sławni i dzięki hojności Arthura Tresslera (Michael Caine) mają swoje wielkie show, którego główną atrakcją jest obrobienie banku. A to dopiero początek! Jednak jak wiadomo, kiedy coś kradniesz, to chcą Cię za to ukarać. W tej historię za tę część fabuły będą odpowiedzialni agent FBI Dylan Rhodes (Mark Ruffalo) i funkcjonariuszka Interpolu Alma Dray (Mélanie Laurent), a także pomagający rozszyfrowywać sztuczki iluzjonistów Thaddeus Bradley (Morgan Freeman).
Brzmi ciekawie, prawda? Hmm...też tak pomyślałem. Jednak mniej więcej od momentu pierwszego wielkiego show w Las Vegas film zaczyna być coraz słabszy i po takiej równi pochyłej cała fabuła toczy się już do samego końca, aż do zaskakującego, ale też i rozczarowującego zakończenia.
Jakie są wady tej produkcji? Po pierwsze dziurawy jak ser szwajcarski scenariusz, w którym nic nie trzyma się kupy. Być może twórcom chodziło o to, żeby trzymać widza w niepewności do samego końca, ale jakim kosztem? Od samego początku nie wiemy o co chodzi. I mimo tego, że na końcu wszystko zostaje wyjaśnione, to jest to zdecydowanie zbyt płytkie, żeby zwieńczać napięcie budowane od pierwszych minut. W sumie denerwowało mnie też to, że niektóre postaci były zupełnie zbędne. Bo niby skoro zbierasz grupę utalentowanych ludzi, to zakładam, że każdy z jej członków będzie Ci do czegoś potrzebny. A jego talent jest na tyle wyjątkowy i unikalny, że chcesz akurat jego. W tym filmie zupełnie nie rozumiałem po co była nam (bardziej im) potrzebna Henley? Nie pamiętam żadnej sceny, w której byłyby wykorzystane jej "nadzwyczajne" zdolności. Dodatkowo dobór aktorów. Zdecydowana pomyłka i to aż w dwóch przypadkach. Pierwszy wynikający z tego co napisałem przed chwilą. Ilsa Fisher jest zbędna na poziomie fabularnym, ale gra i wygląda w taki sposób, że nie chcesz żeby została. Jest żenująco słaba. Do tego brzydka i zupełnie niepotrzebna. No i druga pomyłka, tutaj zdecydowanie poważniejsza, to Woody Harrelson w roli mentalisty. Ten jego cynizm i pseudo-wyluzowanie, prześmiewcze teksty i cały sposób bycia były tak sztuczne, że zupełnie tego nie kupiłem. W tej roli oczekiwałem kogoś bardziej "dystyngowanego" i opanowanego. Kogoś kto wzbudziłby we mnie szacunek. Kogoś komu bym uwierzył. Już lepiej by było jakby Ruffalo i Harrelson się zamienili postaciami. Ale cóż, trudno. Nie zapytali mnie o zdanie. Szkoda. Wszystkim by to wyszło na dobre.
Cała reszta obsady radzi sobie dobrze z postaciami pozbawionymi głębi i jakiegokolwiek rysu psychologicznego. Dobry jest Eissenberg, oczywiście Caine i Freeman, a nawet młody Franco, po którym wszyscy, nie wiedzieć czemu, jadą. Nie zawodzi też Ruffalo i jego filmowa towarzyszka Laurent. Ciekawostką jest to, że w ciągu dwóch dni w trzecioplanowej roli w filmach z tego samego roku zobaczyłem tego samego gościa, niejakiego Michaela Kellyego, który w "Iluzji" grał pomagiera agenta Rhodesa a w "Człowieku ze stali" jednego z dziennikarzy Daily Palnet.
![]() |
| Michael Kelly - pierwszy z lewej |
Cóż więcej mogę powiedzieć. Muzyka jeśli była (a na pewno była), to taka, która zupełnie nie utkwiła mi w pamięci, zdjęcia także raczej przeciętne. Montaż zasługuje na słowa pochwały, bo powoduje, że mimo wszystko, film ten trzyma w jako takim napięciu. Jest dynamiczny i dobrze 'sklejony".
Jest to jednak trochę za mało jak na taki film. Film od którego oczekuje się głównie rozrywki. Trzymania w napięciu i zaskakującego i satysfakcjonującego zakończenia. Podsumowując, film oceniam na 5.5/10 i traktuje jako jedno z większych rozczarowań tego sezonu.
Etykiety:
5.5/10,
Dave Franco,
film 2013,
Ilsa Fisher,
Iluzja,
Jesse Eisenberg,
Louis Leterrier,
Mark Ruffalo,
Mélanie Laurent,
Michael Caine,
Morgan Freeman,
Woody Harrelson
Subskrybuj:
Posty (Atom)














