Wczoraj wieczorem przyszła wreszcie pora na "Jacka Reachera. Jednym strzałem". Zabierałem się do tego seansu już od kilku miesięcy. Jak tylko zobaczyłem zwiastun w kinie, jednak jakoś nigdy nie było nam po drodze. Aż do wczoraj. I muszę przyznać, że z jednej strony film okazał się dość sporym rozczarowaniem, a z drugiej pozytywnie mnie zaskoczył. Myślicie, że się nie da? Przeczytajcie więc jak do tego doszło.
Rozczarowanie wynikało z tego, iż liczyłem na odmóżdżającą ganianko-strzelankę bez głębszej fabuły, z dużą ilością M:I. Pozytywne zaskoczenie nastąpiło wtedy, kiedy oprócz tego otrzymałem kawałek naprawdę niezłej kryminalnej historii. Ale przejdę do rzeczy i w telegraficznym skrócie opowiem o czym to jest (oczywiście bez zdradzania ważnych dla fabuły szczegółów;) ).

