W sobotni wieczór miałem ochotę obejrzeć film. Ale nie wiedziałem na co mam "ochotę". Musicie wiedzieć, że jestem człowiekiem, któremu nawet najlepszy film, w momencie kiedy nie chcę go oglądać, może się nie spodobać... Wybór nie był więc prosty. Pierwszy poszedł na tapetę "Edwin Boyd" (2011), ale po 40 minutach nie dałem rady i musiałem "to" wyłączyć, gdyż nie był to "ten" film. Nie mówię, że był kompletnie zły, ale nie na wczoraj. Następny, przez chwilę, był "Los numeros", ale po ostatnim seansie "Śniadania do łóżka", doszedłem do wniosku, że kolejny polski film może mnie zabić. I tak oto trafiłem na "Łowców głów", który zainteresował mnie już od pierwszych minut.
"Hodejegerne" w reżyserii Mortena Tylduma, ze scenariuszem Ulfa Ryberga i Larsa Gudmestada na podstawie powieści wielkiego norweskiego mistrza kryminału Jo Nesbo, wciąga już od samego początku. Przynajmniej mnie zahipnotyzował już na wstępie ;)

