Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Patryk Vega. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Patryk Vega. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 października 2016

[162] Film: "Pitbull. Nowe porządki" (2016)

Patryk Vega to dziwny gość. Pełen absurdalnych skrajności i przeciwieństw. Raz prezentuje nam mocnego jak nierozcieńczona księżycówka Pitbulla (raczej serial niż film) a zaraz potem dostajemy zakalcowate Ciacho


Później ni z gruchy, ni z pietruchy nijakiego i kiczowatego Hansa Klossa i równie srakie Last Minute. W między czasie dokłada świetny Instynkt - ponownie serial. Aby na dobitkę jebnąć nas rewelacyjnymi Służbami specjalnymi (również raczej serial). No i teraz czas na powrót do źródeł. Do Pitbulla, od którego wszystko się zaczęło (no prawie, bo byli przecież jeszcze Kryminalni). Tylko, że ten nowy Pitbull to już nie jest ten Pitbull jakiego znamy i szanujemy. Parafrazując wypowiedź jednego ze współwięźniów Kilera: "To ma być Pitbull?! To jakaś popierdułka, nie Pitbull."

wtorek, 9 czerwca 2015

[133] Książka: "Złe psy. W imię zasad" - Patrryk Vega, Sławomir Opala i in. (2015)

Jak tylko zobaczyłem tę książkę jako nowość wydawniczą od razu wiedziałem, że muszę ją mieć. Z kilku powodów. Po pierwsze, bo cenie sobie dorobek Patryka Vegi i uważam, że robi jedne z najbardziej realistycznych seriali kryminalnych jakie widziałem. Po drugie, rozmawia z prawdziwymi "psami", a realia pracy policjantów z pierwszej ręki, to coś co przyda mi się w dalszych badaniach nad moim projektem. Jaki okazał się ten specyficzny wywiad rzeka? Zapraszam na recenzję!

Użyłem stwierdzenia "specyficzny wywiad rzeka", ponieważ ten tradycyjny powinien się odbywać między dwojgiem interlokutorów. W tym jednak przypadku Vega rozmawia z kilkunastoma policjantami z różnych wydziałów w zależności od kwestii, tematu, pytania wathever. Z tego co można wywnioskować z okładki głównym rozmówca reżysera jest Sławek Opala, pseudonim "Legenda", na którym wzorowana była postać jednego z bohaterów serialu Pitbull Sławka "Despera" Desperskiego. Jednak już to co znajdujemy wewnątrz delikatnie temu przeczy, ponieważ wypowiedzi innych policjantów zajmują w książce zdecydowanie więcej miejsca. Jednak taki zabieg był podyktowany prawdopodobnie tym, że to właśnie z nim Vega spędził prawie dwa lata w roli osoby obserwującej pracę policjantów, często jeżdżąc na rożnego rodzaju akcje i niejednokrotnie ryzykując własnym życiem podczas zatrzymań bandytów. A także tragicznym końcem opowieści Sławomira Opali, który po postrzeleniu swojej brzemiennej dziewczyny został wyrzucony z policji i po pewnym czasie popełnił samobójstwo.

Oprócz samych rozmów, które są niekiedy szalenie wciągające, czasami takie sobie, a niekiedy ledwo zrozumiałe, ciekawy w książce jest również podział i nazwa poszczególnych rozdziałów. Są one wszak zatytułowane jak poszczególne zdania przysięgi policyjnej i na każde z tych zdań-tematów prowadzone są obszerne, czasami szokujące rozmowy wyczerpujące dane zagadnienie. I tak mamy tu do czynienia z następującymi rozdziałami: "Ślubuję pilnie przestrzegać prawa", "Strzec bezpieczeństwa państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia", "Dochować wierności konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej Polskiej", "Przestrzegać dyscypliny służbowej", "Przestrzegać zasad etyki zawodowej", "Wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych", "Strzeż honoru, godności i dobrego imienia służby".

Wydaje mi się, że pozycja ta będzie nie lada gratką dla wszystkich tych, którzy chcą się dowiedzieć z pierwszej ręki jak wygląda prawdziwa praca i życie policjantów z najtrudniejszych i narażonych na największe niebezpieczeństwo wydziałów w polskiej policji. Oraz jak to piekiełko wygląda od środka. Polecam, ale na pewno nie wszystkim.

Moja ocena: 7/10

wtorek, 18 listopada 2014

[35] Serial: "Pitbull" (2005-2008)

Czas na kolejne spotkanie z "trupem w tle", czyli poszerzenie mojego cyklu o polskich serialach kryminalnych kolejnym tytułem. Tym razem będzie to "Pitbull" według pomysłu, na podstawie scenariusz i w reżyserii Patryka Vegi. Oj działo się!

Ten, już dość wiekowy twór, powstały dwa lata po "Defekcie" i "Glinie" (swoją drogą serialach tak różnych pod każdym względem, jak to tylko jest możliwe) jest dziełem 5 reżyserów (Patryk Vega, Xawery Żuławski, Kasia Adamik, Greg Zgliński i Dominik Matwiejczyk) oraz 4 scenarzystów (Patryk Vega, Marek Kreutz, Mariusz Bieliński i Piotr Subbotko), ale niezaprzeczalnie jest to serial Patryka Vegi. On występuje we wszystkich ważnych miejscach w napisach końcowych, jest też pomysłodawcą historii (prawdopodobnie serii II i III). I choć powstał również film skupiający się jedynie na wydarzeniach z pierwszego sezonu, to ja i tak uważam, że lepiej zobaczyć wersję pełniejszą, właśnie serialową. 

Pierwsza seria różni się także pod względem wizualnym, ekspresyjnym, może już nie tak bardzo klimatycznym od dwóch kolejnych. Przede wszystkim jest krótsza, bo ma tylko 5 epizodów, natomiast II już 12, a III 14. Najbardziej w oczy rzuca się zachowanie i rys charakterologiczny bohaterów. Są oni mroczniejsi, bardziej porywczy, szaleni, nieodpowiedzialni. Później wszystko zostaje wygładzone, choć klimat seriali u jego jakość pozostaje na bardzo wysokim poziomie, a ostatnie odcinki trzeciego sezonu kończą się jako takim happy endem.
Ekipa pierwszej serii w pełnej krasie. Od lewej: R. Mohr. K. Stroiński. A. Grabowski. J. Gajos. M. Dorociński

Jednak przejdźmy do fabuły. O niej tylko kilka słów, bo nie ma co zdradzać najważniejszych wątków. W pierwszej serii oficerowie wydziału zabójstw tropią groźnego ormiańskiego gangstera Saida rozwiązując przy tym inne morderstwa, jak również męcząc się z "miastem". Sprawa ta zostaje zakończona i jej wątki tylko w niewielkim stopniu będą widoczne w późniejszych odcinkach. Seria druga i trzecia są już zdecydowanie bardziej połączone. Po tym jak okazało się, że warszawski wydział zabójstw jest tak skuteczny, że aż niepotrzebny - zostaje on rozwiązany, a jego funkcjonariusze przeniesieni do wydziału terroru kryminalnego. Tam będą polować na gangsterów działających w grupach zorganizowanych, choć wątkiem przewodnim będzie poszukiwanie dowodów przeciwko Artakowi - przestępcy zza wschodniej granicy, który już raz im się wymknął. 

Na początku było naprawdę grubo! Chłopcy z "miasta" odpoczywają w skarpetach :)

Wielką zaletą tej produkcji jest bardzo dobre rozłożenie akcentów na sprawy zawodowe i prywatne. Poznajemy rodzinne problemy policjantów, często mające wpływ na ich zachowanie w pracy. Na podejmowane decyzje i impulsywne reakcje, obarczone niekiedy nieprzyjemnymi konsekwencjami. Również świetna muzyka, idealnie dopasowana do sytuacji, do występujących w niej bohaterów, do nastroju chwili działa na wyobraźnię i pozwala lepiej wczuć się w klimat. Za to wielkie gratulacje należą się Luce (pod takim pseudonimem widnieje w napisach początkowych). 

"Tu jest Polska i tu się pije"

Jednak, co by nie pisać, największą zaletą tej produkcji są postacie i odgrywający je aktorzy. Brakuje mi słów, żeby wyrazić pod jak wielkim zachwytem jestem każdej z kreacji. Tak, tym razem prawie wszyscy aktorzy i aktorki (i nie mówię tutaj jedynie o postaciach z pierwszego planu) byli rewelacyjni. Oczywiście zdarzają się wyjątki. Tymi wyjątkami są, jak zwykle zresztą, pani Małgorzata Foremniak, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że najlepszym dla niej, i dla nas widzów, rozwiązaniem byłaby jakaś skromna pieczarkarnia pod miastem. Oraz gościu, który grał już raz parodię policjanta w "Chłopcach Chudego" i chyba na tym powinien poprzestać. Pan Michał Żurawski pasuje do tej obsady jak kwiatek do kożucha. Nie ta dramaturgia. Nie te umiejętności. Nie ta twarz. Jednak pozostali, a uwierzcie mi, przez te wszystkie odcinki przewinęło się stado genialnych aktorów, byli rewelacyjni. Zaczynając od niekwestionowanego lidera i narratora całej tej historii Sławka "Despera" Desperskiego (Marcin Dorociński), na początku trochę szalonego - jak jego ksywa - później bardziej stonowanego, choć wciąż porywczego. Przez Jacka "Gebelsa" Goca (Andrzej Grabowski), jednego z najwstrętniejszych pozytywnych bohaterów jakich kiedykolwiek widziałem, który dostał kiedyś odznaczenie za to, że nie przyjął 3 mln USD łapówki. Mirosława "Metyla" Saniewskiego (Krzysztof Stroiński), kochającego wódę zbyt mocno, co w konsekwencji zniszczyło mu życie. Zbigniewa "Benka" Chyba (Janusz Gajos), gościa chwilę przed emerytują, najlepszego strzelca w wydziale (czyżby pozostałość po Janku Kosie i "Czterech pancernych..."?;>), nie mającego nic poza pracą. Krzysztofa "Nielata" Magierę (Rafał Mohr), ćpającego syna swojego sławnego taty, który w przeciwieństwie do syna tylko na ekranie jest twardym gliną (aktor), przechodzącego chyba największą metamorfozę. Kończąc na Igorze Rosłoniu (Paweł Królikowski), nowym koledze z terroru kryminalnego, twardym facecie, którego okoliczności zmusiły do opieki nad zbuntowaną siostrzenicą, co niestety nie jest takie proste jak początkowo przypuszczał. Można by tak jeszcze długo, bo to nie wszystkie postaci jakie przewinęły się przez ten serial, jednak są to te, które były za nami najdłużej, bądź zrobiły na mnie największe wrażenie. Warto też wspomnieć Weronikę Rosati grającą Dżemmę, córkę Saida, z którą podczas działań operacyjnych znajomość nawiązuje "Despero". Nie podejrzewałem ją o to, że może być tak przekonującą aktorką.  Naprawdę dobra robota.
Zapomniałem o tej pomyłce castingowej, ale może tak miało być. Dla mnie jednak P. Pręgowski zawsze pozostanie gościem od grania śmiesznych facetów. Na twardziela się nie nadaje :/

Ciekawostką jest także szeroki zasób słów fachowych, takiego policyjno-bandyskiego slangu oraz jego nagromadzenie nie spotykane dotąd w takim nasileniu w innych serialach tego gatunku. To potęgowało odczucie zrośnięcia tych gliniarz ze światem w jakim na co dzień się poruszają. To nie zwykłe krawężniki, czy goście od wypisywanie mandatów za złe parkowanie. W każdym ich słowie czuć, że ze śmiercią, ulicą, zbrodnią są za pan brat. A określenia takie jak "lekarz ostatniego kontaktu" (patolog) i "wóz Charona" (ambulans do przewożenia zwłok) zapadły mi mocno w pamięć, choć nie były one jedynymi jakie się w "Pitbullu" pojawiły. 

Nawet taki buc jak "Gebels" znalazł swoją towarzyszkę życia. A. Grabowski i Elena Rutkowska

Ciekawostką jest również fakt, że mimo iż twórcy na końcu każdego odcinka umieszczają napis: "Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób i zdarzeń są przypadkowe", to jednak nie da się ukryć, że tych podobieństw jest bardzo wiele i w niektórych przypadkach są one bardzo czytelne. Jak na przykład nieudana akcja policji w Magdalence, czy też polowanie na Rurabombera, czy też bezdomnego gościa, który ubliżył prezydentowi. 

Podsumowując, serial jest R E W E L A C Y J N Y  i polecam go każdemu, kto nie uważa, że policyjny świat kończy się na "Kryminalnych" i "Nowej"!

Moja ocena: 10/10

poniedziałek, 3 listopada 2014

[29] Serial: "Instynkt" (2011)

Co Wam przychodzi na myśl, kiedy współcześnie zestawiacie ze sobą dwa wyrażenia, serial i TVP? Podejrzewam, że nic dobrego (zresztą jak większości myślących ludzi w tym kraju), ale jednak czasami zdarzają się wyjątki. Takim wyjątkiem jest na przykład "Glina" w reżyserii Władysława Pasikowskiego, ze świetnymi kreacjami m.in., bo ciężko wymienić wszystkich, Radziwiłowicza i Macieja Stuhra. Innym może być również "Paradoks" (ale to trochę inna bajka, o której następnym razem), "Oficer" (raczej ten pierwszy sezon), no i podobno "Pitbull", ale nie wiem, sam jeszcze nie widziałem. Ale jest nim również "Instynkt", 13 odcinkowy serial Patryka Vegi z Danutą Stenką w roli głównej. Czas chyba, aby przyjrzeć mu się bliżej. Zapraszam na recenzję!


"Instynkt" to, jak już wspomniałem, trzynaście odcinków, w których widz będzie mógł obejrzeć trzynaście oddzielnych śledztw rozwiązywanych wraz z końcem każdego z odcinków. Ale również jedno długie śledztwo prowadzone na przełomie wszystkich epizodów. Serial jest zamkniętą całością kończącą się wraz z końcem ostatniego odcinka. Miał on swoją premierę w roku 2011 i póki co (na szczęście) nic nie wskazuje na to, że ktoś chce kręcić dalszego ciągu. Piszę "na szczęście", ponieważ historia została definitywnie zamknięta i próby jej wskrzeszenia byłyby jedynie skokiem na kasę. No chyba, że pojawiłby się jakiś naprawdę dobry scenariusz kontynuacji. 


Co do samej fabuły, to jest ona niezwykle wciągająca jak na naszych ASów od "M jak Mdłość" (oczywiście generalizuje, bo twórcy obu tych seriali są oczywiście różni). Mamy do czynienia z zagadkową kobietą, dopiero co przeniesioną do wydziały kryminalnego, komisarz Anną Oster. Jej zagadka polega na tym, że podczas pracy operacyjnej, np. rozmów ze świadkami, za każdym razem mówi co innego. Działa to świetnie, bo jej empatia i zrozumienie problemów z jakimi stykają się ofiary, czy też podejrzani, wpływa na nich pozytywnie i potrafią oni się przed nią otworzyć nieco bardziej niż przed innymi śledczymi. Niestety we współpracownikach, którzy nic o niej nie wiedzą, wzbudza nieufność i podejrzenia. Dodatkowym bodźcem jest też fakt, że prokurator współpracujący z jednostką podczas śledztw, zna panią komisarz. Jednak wydaje się, że ma w związku z tym nie najlepsze wspomnienia. Kolejne odcinki ujawniają następne skrawki tej historii, która z każdą chwilą robi się coraz ciekawsza. Intrygująca jest też niesamowita zdolność, ten tytułowy instynkt, bohaterki do odkrywania motywów i  przebiegu przestępstw czy też zbrodni. 


Dużym plusem są również postacie oraz grający je aktorzy i aktorki, choć oczywiście z drobnymi wyjątkami, ale jak na seriale TVP (patrz, np. "Nowa"), to i tak jest wielki progres. A jeśli chodzi o konkrety to wyglądają one następująco. Danuta Stenka w roli komisarz Oster nie jest najgorsza, choć czasami troszkę jakby taka zbyt "milusia", ale jak poznamy jej przeszłość i wykształcenie, to daje się to jakoś wyjaśnić. Szymon Bobrowski gra to co wychodzi mu całkiem dobrze, czyli twardego, trochę cynicznego, niezbyt gadatliwego, ale znającego się na swojej robocie policjanta, podkomisarza Krzysztofa Tarkowskiego. Ten serial ma dużo wspólnego z rzeczywistością dlatego ważną rolę odgrywa w nim prokurator Grzegorz Wójcik, który koordynuje działania ekipy. W tym przypadku jego postać jest odrobinę komediowa, a przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Jest to mały, przeważnie źle ubrany człowieczek w okularach "zerówkach", którego - jeśli chodzi o poczynania zawodowe - można by nazwać mendą. Gra go nawet całkiem nieźle nieznany mi wcześniej Piotr Głowacki. Na plus, a może bardziej na zero, z obsady wypada jeszcze Piotr Królikowski w roli inspektora Jana Rogoża. Ani nie zachwyca, ani zbytnio nie przeszkadza w odbiorze całości. Są jednak i minusy. Tutaj największy należy się Marietcie Żukowskiej, która wciela się w rolę podkomisarz Aleksandry Lewickiej. Jest to, krówko mówiąc, taka słodziutka piczusia, która do policji pasuje tak, jak ja do mongolskiego baletu. No i na końcu, z racji swoich walorów aparycyjnych, a raczej ich kompletnego braku, muszę wymienić Grzegorza Ciągardlaka w roli starszego aspiranta Wodiczki. Pamiętacie reklamę Metafenu (https://www.youtube.com/watch?v=HlKu7dXOO04) i osobnika odgrywającego rolę "bólu", no to chyba już więcej pisać nie muszę... Oczywiście także w rolach tzw. gościnnych pojawiają się aktorzy, których lubię,  jak i ci mniej przeze mnie poważani. Nie da się jednak zaprzeczyć, że obsada, nawet ta drugo i trzecioplanowa jest bogata w znane nazwiska. 


Dobry scenariusz Andrzeja Gołdy, bardzo ciekawa muzyka Łukasza Targosza i sprawna reżyseria Patryka Vegi (odpowiedzialnego przecież za "Pitbulla" i niedawno obecne w kinach "Służby specjalne") daje nam razem polski serial kryminalny naprawdę warty uwagi. Ja osobiście byłem mile zaskoczony tym co ujrzałem na ekranie i mogę tę produkcję polecić z czystym sercem tym, którzy mają ochotę na odrobinę inny serial o policjantach ze zbrodnią i zagadką w tle.


Moja ocena 7/10


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...