Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film akcji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film akcji. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 maja 2017

[174] Film: "John Wick 2 / John Wick: Chapter 2" (2017)

Ostatnio podobno odgrzałem niezłego kotleta, więc dziś dla odmiany coś o 30 lat świeższego - druga część kultowego Johna Wicka. Chapter 2 daje nam tego samego kopa wysmakowanego kiczu co część pierwsza, a także o wiele więcej.

Codziennie po robocie tak się czuję jak on wygląda kiedy wracam do domu...

Wszyscy pamiętamy poprzednią część, w której legendarny zabójca John Wick, który po śmierci ukochanej żony przeszedł na emeryturę, z powodu zamordowania psiaka - ostatni prezent od ukochanej oraz kradzieży uwielbianego forda mustanga postanawia po raz ostatni wymierzyć sprawiedliwość niesfornym rzezimieszkom - w tym przypadku akurat rosyjskiej mafii.

Będzie Pan zadowolony!

W tej części John po niezłej rozwałce w siedzibie mafii zawiera pokój z jej szefem odbierając przy tym swoje ukochane auto. I już można byłoby spokojnie żyć, bo auto "się wyklepie", gdyby nie wizyta gościa z przeszłości. Gościa, który prosi o spłacenie przysługi (coś jak w Ojcu Chrzestnym, "... być może taki dzień nigdy nie nadejdzie, ale wiedz o tym, że kiedyś mogę się pojawić i poprosić o zwrot przysługi, którą ci teraz wyświadczam...") posiadając specjalną pieczęć poświadczoną krwawym odciskiem palca beneficjenta (oraz wpisaną do księgo ich tajnego stowarzyszenia morderców. (Swoją drogą pełen ukłon z mojej strony za wymyślenie takich bredni tak umiejętnie, że wszystko da się nie dość, że z łatwością przełknąć, to jeszcze nieźle tym podjarać) Problem polega na tym, że Snatino D'Antonio (owy gość z przeszłości) chce jako spłaty długu śmierci swojej siostry, która zdeczka blokuje mu etat w radzie morderców, bo to właśnie ją desygnował na to stanowisko ich papa po swojej śmierci. Cóż, John nie ma wyjścia, musi spełnić żądanie "przyjaciela" (jak za pierwszym razem odmówił, to mu wyjebali w kosmos chałupę), jednak braciszek nie jest do końca uczciwy. A to oznacza kłopoty.

- Zabiję cię. - Nie, to ja cię zabiję. - Napijmy się...

Wielką zaletą tej części jest głębsze wprowadzenie widzów w struktury tej dziwnej organizacji, która płaci złotymi monetami za wszelkie usługi takie jak "sommelier" od broni, specjalny "bibliotekarz/archiwista/kartograf" (to ostatnie określenie pochodzi z filmwebu, choć moim zdaniem jest słabo celne), który wskaże nam drogi wejścia i wyjścia z interesujących nas budynków oraz przygotuje komplet pasujących kluczy, czy też krawiec, który uszyje kuloodporny garnitur. :D Na uwagę i szacunek zasługuje z pewnością również fakt, że 95% scen walki oraz scen kaskaderskich Keanu wykonał samodzielnie. Szacun. w tym wieku, to już nie jest takie łatwe, a trzeba było przyznać, że było co robić.
Dużą zaletą jest również gościnna wizyta Laurence'a Fishburne'a.

Co Pan sobie życzy przeładować?

Dość sporą wadą zbyt rozciągnięte sekwencje walki, które niekiedy ciągną się w nieskończoność a podczas tych starć podają trupem dziesiątki przeciwników. Ja wiem, że John jest najlepszy, ale w niektórych momentach twórców poniosło. Film krótszy o jakieś 30 minut byłby zdecydowanie spójniejszy i nie miał tych nieznośnych przestojów, w których tak naprawdę nic się nie dzieje choć wydawałoby się, że dzieje się wiele. 


Jeśli zakosztowaliście pierwszej części i wam się spodobało, nie pozostaje już nic innego jak tylko zasiąść przed ekranem i prześledzić dalsze losy Baby Jagi. Myślę, że się nie rozczarujecie. Całą resztę odsyłam najpierw do nadrobienia "jedynki".

Moja ocena: 6.5/10

poniedziałek, 24 października 2016

[163] Film: "Mechanik. Konfrontacja" (2016)

Na pewno jest wśród Was grono osób lubiących Jasona Stathama. Ja także należę do grupy wielbicieli "talentu" Transportera, jednak z przykrością muszę stwierdzić, że jego ostatnie wybory ról do zagrania stawiają cały jego image w nie najlepszym świetle. Coraz więcej filmów to niestety produkcje klasy B, które są kopią schematów, z których znamy Stathama już od wielu lat. Podobnie jest z kontynuacją Mechanika. Prawo zemsty - niezaprzeczalnego sukcesu komercyjnego - czyli Mechanikiem. Konfrontacją. Zapraszam na recenzję!

poniedziałek, 10 października 2016

[162] Film: "Pitbull. Nowe porządki" (2016)

Patryk Vega to dziwny gość. Pełen absurdalnych skrajności i przeciwieństw. Raz prezentuje nam mocnego jak nierozcieńczona księżycówka Pitbulla (raczej serial niż film) a zaraz potem dostajemy zakalcowate Ciacho


Później ni z gruchy, ni z pietruchy nijakiego i kiczowatego Hansa Klossa i równie srakie Last Minute. W między czasie dokłada świetny Instynkt - ponownie serial. Aby na dobitkę jebnąć nas rewelacyjnymi Służbami specjalnymi (również raczej serial). No i teraz czas na powrót do źródeł. Do Pitbulla, od którego wszystko się zaczęło (no prawie, bo byli przecież jeszcze Kryminalni). Tylko, że ten nowy Pitbull to już nie jest ten Pitbull jakiego znamy i szanujemy. Parafrazując wypowiedź jednego ze współwięźniów Kilera: "To ma być Pitbull?! To jakaś popierdułka, nie Pitbull."

poniedziałek, 12 września 2016

[161] Film: "Kickboxer" (2016)


Miłem dziś napisać coś o kolejnej książce, ale postanowiłem przestrzec was przed jednym filmem, który kilka dni temu nieopatrznie obejrzałem powodowany nostalgią i sentymentem względem jego pierwowzoru.

wtorek, 31 marca 2015

[102] Film: "Joker / Wild Card" (2015)

Dziś miałem spory dylemat jaki film sobie zaopiniować, ponieważ na przestrzeni ostatnich dwóch dni obejrzałem aż... dwa :] Co i tak jest nie lada sukcesem, bo ostatni film widziałem dopiero gdzieś w styczniu. Podobieństwo tych filmów jest dość spore i praktycznie żadne. Jak to możliwe? Ano tak, że wystawiłem im taką samą ocenę i oba mają coś wspólnego z hazardem, kasynami, mafią i skrzywdzoną kobietą. Cała reszta jest już diametralnie inna. Pierwszy z nich został nagrodzony m.in. Złotym Lwem weneckim w 1980 roku, a jego tytuł to "Atlantic City". Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że to za trudny film był dla mnie na dziś i nie mam ochoty o nim pisać póki go odpowiednio nie przetrawię. Stąd też dziś zapraszam do zapoznania się z moimi refleksjami na temat tego drugiego, czyli "Jokera" w reżyserii Simona Westa z Jasonem Stathamem w roli głównej. 


Fabuła filmu jest dość prosta, ale przedziwnie niespójna, bo akcja rozłazi się trochę na dwa wątki, z których nie wiadomo, który tak naprawdę jest ważniejszy. Mamy bowiem do czynienia z uzależnionym od hazardu "prywatnym ochroniarzem" marzącym o żeglowaniu. Innymi słowy z takim gościem od szeroko pojętego bezpieczeństwa do wynajęcia, który dzieli biuro z prawnikiem, któremu czoło lekko zachodzi na plecy, czasami radząc się go, jak niezgodne z prawem będzie jego następne zlecenie... Jednak akcja przebiega tutaj dwutorowo. Z jednej strony mamy Nicka (taj się nazywa Statham w filmie), który podejmuje się "ochrony" jakiegoś szczyla, chcącego pograć w kasynach bojącego się, że albo go wyrzucą, albo dostanie wciry. Z drugiej natomiast strony poznajemy wątek zemsty Nicka na mafiozach za pobicie i gwałt przyjaciółki prostytutki (tak, uważam, że prostytutkę też można zgwałcić), która to niesie za sobą ciekawe acz nieprzyjemne dla Nicka konsekwencje.

W roli głównej: Jason Santham xD

Film jest stosunkowo prosty i bazuje na do bólu zgranych konwencjach (hazardzista nie mogący uciec z krainy hazardu, do tego, jak we wszystkich filmach akcji, posiadający nieprzeciętne umiejętności walki wręcz, piękna dziewczyna, nieudacznik, przyjaciel mafiozo i ten zły, który jest twardy tylko przy kolegach...), jednak dzięki osobie Statham, który w takich klimatach odnajduje się bardzo dobrze film jest przyjemną chwilą wytchnienia od "trudniejszych" obrazów. Dodatkowo, dużą zasługę w czerpaniu przyjemności z seansu odgrywa świetna muzyka z przebojem "Blue Christmas" Deana Martina w scenie z napisami początkowymi świetnie uzupełniająca klimat hazardowej stolicy świata, w której rozgrywa się akcja. A także naprawdę zręcznie zrealizowane sceny walki, które w swojej dynamice i sposobie filmowania przypominają te z pierwszej części "Transportera". Dla mnie to był przyjemny seans, do którego być może jeszcze kiedyś wrócę.  

Jak będziesz chciał kiedyś zrobić krzywdę kobiecie, to pamiętaj, że to mściwe istoty są...

Moja ocena 6/10



środa, 21 stycznia 2015

[99-100] Film: "John Wick" vs "Bez litości / The Equalizer" (oba 2014)

Ostatnio na kilku blogach (m.in.: Pole filmów i JustKoz) trafiłem na bardzo pochlebne recenzje filmu "John Wick" z Keanu Reevsem w roli tytułowej. Film wydał mi się ciekawy, a do tego łatwy, prosty... i, mimo wszystko, przyjemny. Zapuściłem go zatem. Po seansie postanowiłem go ocenić na Filmwebie. Tam spostrzegłem, że wiele osób porównuje do niego inny film, który, wydawać by się mogło, porusza podobną tematykę - "Bez litości" z Denzelem Washingtonem w roli głównej. Postanowiłem obejrzeć również i ten. Teraz przyszła pora na moje porównanie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...