Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 lutego 2018

[244] Książka: "Graal" - Nelson DeMille

Graal jest tym czego się spodziewamy. Książką o poszukiwaniu jednej z najświętszych relikwii dla członków kościoła katolickiego. Historią o cudownym naczyniu, którego przez wieki poszukiwali przeróżni śmiałkowie z rycerzami okrągłego stołu na czele. Nelson DeMille pokazuje nam swoją wizję tych peregrynacji, na które wyruszają trzej dziennikarze oraz jeden weteran.

Książka rozpoczyna się przedmową autora, który wyjaśnia w jakich okolicznościach oraz kiedy i gdzie powstawała powieść, a także jak wiele wydarzeń, które w niej przytoczył nie mijało się z prawdą. Później poznajemy dwóch dziennikarzy i jedną fotografkę. Młodszy z mężczyzn jest nieco cynicznym amerykańskim korespondentem wojennym po trzydziestce. Przyjechał do Etiopii - bo tam dzieje się większa część akcji książki - aby relacjonować konflikt. Starszy - przeszło pięćdziesięcioletni na wpół Hiszpan, na wpół Brytyjczyk - to doświadczony wyga, który parał się już w życiu nie jednym i kilka razy zmieniał światopogląd i przekonania. Towarzyszy im najmłodsza z całej trójki, dwudziestokilkuletnia, jeszcze nieopierzona fotografka. Podczas wyprawy wdaje się ona w romans z oboma mężczyznami trwający aż do ostatnich stron tej historii. Wszystko zaczyna się w październiku 1974 roku w starym, zniszczonym uzdrowisku, w którym nasi bohaterowie zażywają kąpieli i szykują się do przeczekania nocy, gdyż opodal toczy się bitwa. W zdewastowanym progu tegoż niemal jak zjawa pojawia się ledwie żywy staruszek, który, jak się okazało z jego opowieści jest zakonnikiem, a ostatnie czterdzieści lat przesiedział w celi. Powodem jego odosobnienia był fakt odkrycia wielkiej tajemnicy. Tajemnicy miejsca przechowywania świętego Graala. Historia staruszka, choć nieprawdopodobna, skłania trójkę dziennikarzy do ruszenia jego tropem i odnalezienia, tego co od niemal dwóch tysięcy lat było skrzętnie ukryte. W trakcie swoich poszukiwań wpadną w ręce psychopatycznego dowódcy rewolucjonistycznych oddziałów, generała Getachu oraz poznają pułkownika Ganna, brytyjskiego najemnika blisko związanego z rodziną królewską, która właśnie dogorywa pod marksistowskim butem. Najemnik ów postanawia przyłączyć się do ich poszukiwań. Jak zakończy się ich przygoda? Czy zakończy się szczęśliwie dla wszystkich? Czy odnajdą to czego szukali? Tego dowiemy się na przestrzeni około 480 stron Graala.

Rozpoczynając lekturę nie byłem świadom tego, że autor wplótł swoją historię miedzy wydarzenia, które w połowie lat 70. XX wieku regularnie pojawiały się w depeszach światowych agencji informacyjnych. Wydarzeniami tymi była marksistowska rewolucja mająca na celu zrzucenia z tronu i zdeptanie potomków króla Salomona i królowej Saby. Dynastii, która trwała na tych ziemiach niemal trzy tysiące lat. Dzięki temu całość nabiera zupełnie innego wyrazu i mimo swojej niesamowitości staje się bardziej prawdziwa.
 
Graala, mimo iż akcja nie galopuje w nim jak w typowej powieści przygodowo-sensacyjnej z elementami fantasy (bo każda historia z wątkami nadprzyrodzonymi nabiera cech tego właśnie gatunku, a uzdrawiający kielich pełen krwi Chrystusa, jest takowym niezaprzeczalnie), czyta się bardzo dobrze. Fabuła wciąga, bohaterowie natomiast są na tyle ciekawi, a relacje między nimi niejednoznaczne, że całość przyswaja się w bardzo dobrym tempie bez przestanków wynikających ze znużenia lekturą. Same poszukiwania są tyleż realne, co duchowe - każdy z bohaterów musi odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego wyrusza na poszukiwania i co tak właściwie próbuje znaleźć. Oprócz nich bardzo ciekawie poprowadzony zostaje także wątek romansu między trójką głównych bohaterów, a także w interesujący sposób omówione są charaktery i perypetie bohaterów drugiego planu.

Książka bardzo miło mnie zaskoczyła i być może wystawię jej ocenę trochę na wyrost, ale w natłoku chłamu i badziewia jaki otacza nas zewsząd wole ją przecenić niż nie docenić.

Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 13 lutego 2017

[217] Książka: "Czarny Zakon" [cykl SIGMA Force #3] - James Rollins (2006)

Pewnie wydam się co niektórym niezłym nudziarze, ale tak już mam, że jak coś mnie zainteresuje to będę czytał (oglądał) zanim się nie nasycę albo nie znudzę. Podobnie jest aktualnie z tematyką okultystycznych bredni Himmlera i jego dążeń do stworzenia doskonałego ubermenscha. W związku z tym zapraszam was na recenzję kolejnej fantazji na ten temat - powieści Jamesa Rollinsa pt.: Czarny Zakon.

Fabuła skupia się na odkryciu tajemniczych badań naukowych prowadzonych na zlecenie Heinricha Himmlera wywiezionych i ukrytych pod koniec wojny przed nacierającą armią Radziecką. Badania te miały na celu stworzenie idealnego przedstawiciela rasy aryjskiej. Po krótkiej zajawce mającej miejsce w atakowanym przez sowietów Breslau w 1945 roku i ucieczce specjalnej jednostki z tajemniczym sprzętem oraz personelem akcja przenosi się w czasy współczesne i jest podzielona na trzy główne wątki. Jeden z nich dzieje się w Himalajach, w których ktoś wymordował zakon buddyjskich mnichów; Europę w której ktoś poluje na ultra rzadkie książki z kolekcji pewnego żydowskiego biologa oraz w RPA gdzie w rezerwacie zwierząt dochodzi do ataku na pracowników naukowych przez niezidentyfikowane i tajemnicze stworzenie. Te wszystkie trzy wątki, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego w pewnym momencie łączą się w jedną nierozerwalną całość a wszystko jest mieszaniną nauki i mistycyzmu. Sprawiając, że końcówka zadowoli jedynie ludzi o naprawdę otwartych umysłach. ;)

Czarny Zakon jest trzecim tomem z serii SIGMA Force autorstwa Jamesa Rollinsa (a wł. Jamesa Paula Czajkowskiego używający także pseudonimu James Clemens), chicagowskiego weterynarza polskiego pochodzenia, który od prawie dwóch dekad świetnie odnajduje się w roli pisarza. Gatunki w jakich się porusza to głównie przygoda, fantasy i thriller. Rollison jest autorem kilku cykli powieściowych, z których omawiany tutaj SIGMA Force przyniósł mu największy rozgłos i sławę zaraz obok powieści na kanwie której powstała czwarta część przygód Indiany Jonesa Królestwo Kryształowej Czaszki

Wiemy już co pisze i kim jest, pozostaje nam odpowiedź na pytanie jak sobie z tym wszystkim radzi. W mojej ocenie całkiem nieźle choć bez fajerwerków. Z pewnością nie jest to talent na miarę Dana Browna, oscyluje raczej w okolicach tego co prezentują Steve Berry i Andy McDermott. Historia przez niego proponowana nie wciąga aż tak bardzo i po dość chwytliwej zajawce w formie retrospekcji tempo spada, żeby rozwijać się bardzo powoli na dalszych 400 stronach powieści. Zbyt duża liczba bohaterów nie pozwala się "zaprzyjaźnić" i w pełni poznać głównego bohatera opisywanych wydarzeń, bo tak naprawdę go nie ma. W recenzowanej powieści uwaga autora podzielona jest na  co najmniej pięć osób (i trzy kontynenty), z których praktycznie żadna nie wysuwa się na pierwszy plan bardziej od innych. Jednak styl jakim posługuje się autor pozwala bez problemu przedzierać się przez kolejne wydarzenia i z umiarkowanym zainteresowaniem śledzić kolejne zwroty akcji. Niemniej jednak nie wprowadza on do fabuły niepotrzebnych wątków, które mogłyby spowolnić fabułę lub stać się niewykorzystaną lub niepotrzebną dygresją. To z pewnością trzeba mu zaliczyć na plus. Całość niestety nie odbiega daleko od przeciętnej i jest dość słabą imitacją twórczości Dan Brown.

Moja ocena: 6-/10

wtorek, 11 lutego 2014

[55-57] Książki: "Misjonarze z Dywanowa" t. 1-3 - Władysław Zdanowicz (2007, 2011, 2012)

Czytałem przygody Szwejka Haska. Czytałem "Batalion czołgów" Škvoreckýego. Ba! Czytałem nawet "Paragraf 22" Hellera (który to jednak zupełnie mnie nie porwał). Wszystkie te książki były ciekawe i na swój sposób podobne, wszak opowiadały o wojsku. Humor był różny, bo rożne były też okoliczności i czas powstawania tych książek. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie te elementy i tak żadna z nich nie przebije groteskową zabawnością, absurdem ukazanych tam sytuacji i wciągająca i ciekawą fabułą "Misjonarzy z Dywanowa" Władysława Zdanowicza. 

A kim są owi misjonarze? Hmm...tak w skrócie są to żołnierze misji stabilizacyjnej w Iraku, którzy odbywają tam swoją sześciomiesięczną służbę. Cała historia rozpoczyna się dość niewinnie. Tuż po wprowadzeniu dotyczącym wulgarności języka jakim posługiwać się będą bohaterowie zostaje nam przedstawiony plutonowy Piotr Leńczyk, który właśnie zapoznaje się z nowymi rekrutami służby zasadniczej. Są to jednak jego ostatnie dni w jednostce, bo za chwile wyrusza na misję do Iraku. Jednak plutonowy Leńczyk ma problem. Jego obecna "narzeczona" jest w ciąży, a on chciałby się z nią przed wylotem pobrać, jednak kapelan w jednostce, po dość drastycznej wymianie zdań, kategorycznie odmówił udzielenia mu ślubu. Jest w jednostce wszak pewien sierżant sztabowy, który potrafi załatwić wszystko i tak naprawdę dzięki niemu ta instytucja jeszcze funkcjonuje. Dodajmy też, że jest to kolega Leńczyka. I w taki oto sposób ów sierżant załatwia dość pokręconą wymianę, która zresztą kończy się tragicznie. A teraz krótki jej opis. W jednostce w Malborku jest sobie szeregowy Piotr Leńczyk, który po pewnym incydencie ma zostać z niej wydalony. Jednak chce on zostać w wojsku jako żołnierz zawodowy. Natomiast plutonowy Piotr Leńczyk ma jechać na misję w stopniu szeregowego (chodzi o wysokość żołdu), więc sierżant wymyśla, że szeregowy Leńczyk w ramach przysługi, za którą zostanie później nagrodzony możliwością służenia w jednostce plutonowego Leńczyka pojedzie na dwutygodniowy kurs przed misyjny (plutonowy tego nie potrzebuje, bo to nie jest jego pierwsza misja), a plutonowy przez te dwa tygodnie załatwi swoje wszystkie sprawy matrymonialne i później się wymienią miejscami. Pech chce, aby to wszystko się nie udało i doprowadza do wypadku samochodowego, w którym poszkodowany zostaje plutonowy Leńczyk i w bardzo ciężkim stanie trafia do szpitala. Natomiast z racji tego, że szeregowy Leńczyk nie ma się z kim wymienić jedzie na misję do Iraku. A na wieść o tym co się stało sierżantowi pęka wrzód w żołądku i pada trupem, więc nie ma już nikogo oprócz szeregowca kto znałby prawdę. Jednak szeregowemu nikt nie wierzy, bo w papierach wszystko się zgadza (obaj mężczyźni są nawet do siebie podobni). Hmm... mam nadzieję, że nie pogmatwałem za bardzo, ale to tylko samo wprowadzenie, które w dalszej części historii przestaje mieć większe znaczenie.

"Jeżeli jest się idiotą, to nie można być głupim i trzeba cały czas myśleć." Szer. Leńczyk

Ważne jest już tylko to, co dzieje się tuż przed i na samej misji. A, uwierzcie mi, dzieje się sporo. I każda z sytuacji, czyli konfrontacji prostego, choć logicznie myślącego szeregowego z wyższą kadrą oficerską, powodowała u mnie salwy śmiechu. A musicie mi uwierzyć, że są to sytuacje bardzo rzadkie w moim przypadku (ciężko mnie rozbawić), więc każdy taki przypadek, że rżę jak koń czytając książkę, jest bardzo istotny i warty odnotowania ;) Ale nic nie mogłem poradzić. Nagromadzenie absurdów i idiotycznych (z punktu widzenia cywila i Leńczyka) wymian zdań powodował, że nie mogłem się powstrzymać. Tak, humor to chyba jeden z największych atutów tej opowieści. Jednak nie jedyny. Ważni są też sami bohaterowie i historia jaką mają do opowiedzenia. A bohaterów jest kilkunastu. Mniej lub bardziej zarysowanych, pojawiających się i znikających w odmętach fabularnych wątków, jednak wszyscy są prawdziwi. Nie są ani wydumani, ani zbyt mocno podkolorowani. Są bardzo realni i albo dają się polubić, albo nie, ale ważne, że są wyraziści. Wszyscy żołnierze mają swoją historię, którą autor podaje nam w różnych proporcjach, tak abyśmy dość dobrze poznali pierwszoplanowe postaci. A muszę przyznać, że zostawił sobie na to sporo miejsca, bo każdy z tomów ma format solidnego podręcznika do historii, zaś układ stron jest tak zaplanowany, aby zmieścić na nich jak najwięcej tekstu. Natomiast wszystkie trzy tomy razem mają przeszło 1250 stron! A to jeszcze nie jest koniec, bo autor jest w trakcie pisania czwartego tomu.



Jeśli zaś przyjrzymy się opowiadanej historii, to ona także prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Poznajemy bowiem tutaj całą drogę jaką musi przejść żółtodziób na misji  w obcym kraju, która tylko na papierze jest stabilizacyjna a w rzeczywistości często ledwo udaje się wyjść cało z sytuacji zagrożenia życia takich, jak bliskość ukrytych ładunków wybuchowych, snajperzy, czy też otwarta walka z partyzantami. I choć jest w niej bardzo wiele zaskakujących i komicznych zbiegów okoliczności, to ja jestem skłonny w bardzo dużą część z nich uwierzyć. Dodatkowym atutem są także wszystkie prezentacje wycinków z regulaminów wojskowych, z którymi nasi bohaterowie muszą się na każdym kroku zmagać. Braki w sprzęcie, opieszali magazynierzy, łapiduchy z absurdalnymi specjalnościami lub z ciśnieniem na kasę, oficerowie z zawyżonymi ambicjami lub z różnymi nałogami albo tchórzliwi podoficerowie, którzy boją się wystawić nogę poza teren bazy. To wszystko, a nawet jeszcze więcej odnajdziecie właśnie w "Misjonarzach z Dywanowa". Dość przyjemny styl jakim posługuje się autor dopełnia całości dzieła.

Podsumowując, nie potrafię znaleźć żadnych słabych stron tej historii, więc i oceniam ją bardzo wysoko jak na taki rodzaj literatury, czyli przygodowo-pamiętnikarską - 7.5/10 - i polecam wszystkim, którzy lubią takie klimaty!

Po książki zapraszam do księgarni autora. Na recenzję tomu 4 zapraszam tutaj.

niedziela, 27 października 2013

[31] Książka: "Operacja kustosz" - Jolanta Maria Kaleta (2013)

Po raz kolejny sięgnąłem po powieść z tajemnicą z przeszłości w tle. Tak jak i w poprzedniej, czyli "Tajemnicy Kolumba" Steve'a Berrego (recenzja tutaj) i w tej historii do dziś nie znamy rozwiązania zagadki, a przedstawione zakończenia są tylko imaginacjami twórców. Ale to dobrze, bo to nie podręczniki historii, a powieści fabularne. Dodatkowym bodźcem był fakt, że książka przez pewien czas była bestsellerem w EMPIKu. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...