poniedziałek, 27 marca 2017

[221] Książka: "Afganistan. Dowódca plutonu" - Rafał Stachowski, Władysław Zdanowicz (2015)

W Dowódcy plutonu ponownie wybierzemy się do Afganistanu, tym razem jednak nie do metropolii za jaką w tamtejszych warunkach uchodzi Kabul lecz na skaliste bezdroża otoczone górami, gdzie  przyszło działać porucznikowi Ski, urodzonemu i wychowanemu w Polsce dowódcy amerykańskiego pluton.

Tym razem, w przeciwieństwie do Relacji BORowika, całość jest bardziej sfabularyzowana, choć oczywiście oparta na osobistych doświadczeniach Ski. Przyczynkiem do opowiedzenia jego historii jest paragraf 15/6. Przepis na podstawie, którego dowódca (np. bazy) może wszcząć śledztwo przeciwko jednemu ze swoich podwładnych, który podczas swojej służby dopuścił się zaniedbań, nadużyć lub działań nie zgodnych z regulaminem. Tak też dzieje się w przypadku porucznika Ski.

Wszystko zaczyna się krótkim prologiem mającym miejsce na kursie dla młodszych oficerów dotyczącym przeciwdziałania terroryzmowi i walce z szeroko rozumianą partyzantką (bierze w nim udział również porucznik Ski). Prolog ma za zadanie wyjaśnić nam późniejsze postępowanie dowódcy plutonu i podejmowane przez niego decyzję. Po nim autor oddaje głos kapitanowi Fairly'emu, na którego barki zostaje zepchnięte przeprowadzenie śledztwa w sprawie porucznika Ski.

Akcja prowadzona jest w sposób bardzo przemyślany co dodatkowo pozwala nam w jej trakcie poznawać kolejnych bohaterów tej historii. Schemat jest prosty. Wszystko zaczyna się na samej górze, czyli u dowódcy batalionu, który musi wyznaczyć oficera do przeprowadzenia śledztwa. W tym miejscu następuje krótka charakterystyka jego osoby oraz jego podwładnych. Jak już wiemy oficerem odpowiedzialnym za śledztwo zostaje kpt. Fairly (nazywany żartobliwie kapitanem Fairym - czyli wróżką - czego, swoją drogą, bardzo nie lubi, a musicie wiedzieć, że jest to postawny czarnoskóry mężczyzna, któremu lepiej nie podpadać) i od tej pory razem z nim poznajemy kolejne osoby, które odegrały swoją rolę w omawianej sprawie lub po prostu znają porucznika i chcą się wypowiedzieć na jego temat, a wraz z ich wypowiedziami odkrywają przed nami kolejne fragmenty badanej sprawy.

Autor, który od 2008 do 2015 roku prowadził swojego bloga (także po polsku -> KLIK) o doświadczeniach zawodowych - pisanego między obowiązkami służbowymi - w bardzo ciekawy i dokładny sposób przedstawia trudny codziennej służby żołnierza w kraju objętym wojną. Nie znajdziemy tutaj jednak zbędnej buty czy też niepotrzebnego patosu, z którymi wielokrotnie spotkałem się w podobnej literaturze, szczególnie amerykańskiej. Jest to bardzo wnikliwa i pełna szacunku dla cywilnej ludności etnicznej opisywanych terenów - jaka by ona nie była i jak niecywilizowana wydawałaby się w naszych oczach - analiza sytuacji w jakiej znajduje się dowódca plutonu podczas każdorazowego wyjazdu w teren poza obręb bazy. Szczególny nacisk położony zostaje tutaj na problem wykonania idiotycznych rozkazów swoich przełożonych - swoją drogą nie mających często doświadczenia w terenie - dla których ważniejsze od życia i zdrowia żołnierzy są założenia taktyczne nie mające w większości przypadków nic wspólnego z zastałą na miejscu rzeczywistością. 

Dzięki takiemu poprowadzeniu akcji, czyli oddaniu głosu bardzo wielu różnym postaciom o różnych specjalizacjach i funkcjach, od wyższych oficerów poprzez podoficerów a na zwykłych żołnierzach kończąc, można doskonale prześledzić jak idiotyczną (a zarazem taką jak wszystkie inne instytucje oparte na systemie hierarchii)  instytucją jest armia, w której dla większości oficerów nie liczy się nic poza ich stołkiem i przyszłą oraz obecną karierą, a ich rozkazy i decyzje jakie podejmują byłyby śmieszne, gdyby nie fakt, że ktoś musi je wykonać. 

Książka ma słuszną objętość, więc znalazło się w niej sporo miejsca na wiele opinii (na temat) i relacji (z przebiegu) omawianych zdarzeń: logistyków, sanitariuszy, zaopatrzeniowców, dowódców drużyn na tłumaczu plutonu kończąc. Wszystko jest jednak bardzo spójne i w sposób przejrzysty prowadzi nas ku końcowi jakim jest raport ze śledztwa i rekomendacja kapitana Fairly'ego jak według niego należy postąpić w sprawie porucznika Ski. 

Książka ta jest obok Modlitwy o deszcz Wojciecha Jagielskiego (choć on pisze o wydarzeniach o prawie dwie dekady wcześniejszych) publikacją najlepiej oddającą klimat Afganistanu i charakter zamieszkującej go ludności. Szczerze polecam!

środa, 8 marca 2017

[220] Książka: "Afganistan. Relacja BORowika" - Jan Jagoda, Władysław Zdanowicz (2015)


Relacja BORowika to kolejna książka, w której maczał swoje palce autor Misjonarzy z Dywanowa - Władysław Zdanowicz. Tym razem był odpowiedzialny za nadanie bardziej przystępnego sznytu dziennikowi pewnego BORowika, którego poznajemy jako Jana Jagodę, choć jak sam nas informuje we wstępie, z oczywistych względów jest to pseudonim, który sam sobie wymyślił, lub też Młodego, jak zwracali się do niego starsi stopniem i stażem koledzy z Firmy.

Relacja BORowika jest tylko i aż zapisem prywatnych doświadczeń pracownika Biura Ochrony Rządu z pobytu na placówce dyplomatycznej w Afganistanie. Dla jednych będzie to wadą, inni z pewnością odbiorą to jako główną zaletę, ponieważ historia ta nie została w najmniejszym stopniu sfabularyzowana, jest czystym zapisem tego, co może czekać pracownika BORu na placówce w tzw. psychostanie, czyli rejonie (dokładniej mieście), w którym aktualnie trwa konflikt zbrojny, a w 2007 roku, czyli okresie który obejmuje akcja książki takim miejscem z pewnością jest Afganistan (chociaż tam zawsze od kilkuset lat trwa jakaś wojna i chyba nic się nie zmieni).

Nie ma tutaj udramatyzowania akcji, jest za to dokładny zapis tego, czego nie dowiemy się z oficjalnych przekazów medialnych. Autor sucho, wręcz beznamiętnie relacjonuje każdy (prawie każdy) dzień swojego pobytu na placówce nie skąpiąc jednak swoich własnych przeżyć i uczuć jakie nim niekiedy targają, jak choćby podczas sytuacji zagrożenia życia. Wszystko zaczyna się od cokolwiek dziwnej rekrutacji na misję i lotu huczącą CASĄ na miejsce odbywania służby poprzez drogę do polskiej ambasady, która z uwagi na brak funduszy leży poza tzw. bezpieczną strefą na obrzeżach miasta Kabulu; zakwaterowanie w piwnicy obok agregatu prądotwórczego, poprawek w sferze bezpieczeństwa po poprzedniej obsadzie, która nie potrafiła nawet odpowiednio ustawić sprzętu monitorującego; chorobę aklimatyzacyjną, problemy z zaopatrzeniem się w wodę oraz żywność; trudności z wyrobieniem odpowiednich dokumentów upoważniających do korzystania ze stołówki w bazach wojskowych, do których odbywali częste wycieczki w sprawach służbowych, a częściej prywatnych naszych dyplomatów (siłownia, sklepy PX*), kończąc na zbyt małej obsadzie placówki co powodowało, że BORowiki cały czas chodziły niewyspane, ponieważ służbę pełniły często po 22 godziny na dobę oraz słabym wyposażeniu, jak choćby "miękkich" samochodach, czyli takich bez opancerzenia, a także niemożności dostania się do lekarza (w pewnym momencie cała ambasada była chora na grypę lub jakiś uciążliwe przeziębienie, do tego dochodzą dolegliwości tzw. miejscowe, jak na przykład opryszczka na jajach oraz prozaiczny ból zęba, który przerodził się w zapalenie okostnej). Do tego wrzystkiego dochodziła jeszcze  głupota "matołków", jak potocznie nazywani są cywilni pracownicy ambasady, a w szczególności dyplomaci, których zdecydowana większość poleceń była delikatnie ujmując, daleka od sensownych (np. zakaz opuszczania placówki bez pozwolenia ambasadora, ambasadora nie ma przez jakiś czas, a jeść i pić trzeba... i tym podobne).

Wszystko to, a także wiele więcej - jak choćby mały zbiór obyczajów i zasad rządzących tym dzikim krajem - znajdziecie w Relacji BORowika. Te elementy czynią ją nie tylko ciekawą, ale wręcz obowiązkową pozycją dla wszystkich tych, którzy chcą oddechu świeżości od oficjalnych i ogólnie aprobowanych relacji z miejsc takich jak Afganistan, które z rzeczywistością mają tyle wspólnego co politycy z uczciwością. Polecam. 

*Specjalne sklepy w bazach wojskowych, w których za grube dolary można kupić prawie wszystko co jest potrzebne do życia i o wiele więcej.

wtorek, 28 lutego 2017

[219] Książka: "Warszawa kryminalna II" - Helena Kowalik (2014)

Warszawa kryminalna II nie jest zapisem makabrycznych morderstw dokonanych na terenie miasta stołecznego Warszawy, lecz zbiorem reportaży najgłośniejszych procesów ostatnich 5 lat. Reportaż sądowy to bardzo specyficzna dziedzina (publicystyki?) literatury. Od tego zaczynał Miłoszewski (co prawda w "SE", ale zawsze) zanim nie został jednym z najlepszych polskich "kryminalistów". W tym też specjalizuje się od lat Helena Kowalik - autorka omawianego zbioru.

W swoim zbiorze prezentuje opisy tak drastycznych zabójstw czy to z premedytacją, w obronie własnej czy też w afekcie, jak również procesów w sprawie wyłudzeń, korupcji, działania na szkodę państwa, a także błędów lekarskich, które doprowadziły do śmierci pacjenta lub trwałego uszczerbku na zdrowiu.

I, o ile zapisy spraw czysto kryminalnych (a z tym zawsze kojarzy mi się morderstwo lub przynajmniej usiłowanie) są ciekawe i wciągające, a sprawy o błędy w sztuce lekarskiej przerażające trywialnością zaniedbań i tragicznością konsekwencji, co powoduje poczucie przygnębienia i bezradności, o tyle wszystkie opisane w tym zbiorze sprawy związane z ekonomią są po prostu nie do strawienia z powodu zawiłości i niejasności wywodu (a przynajmniej ja to tak odebrałem). Czasami także zbyt duża ilość podejrzanych, oskarżonych i świadków biorących udział w danej sprawie i składających swoje wyjaśnienia - których znamy jedynie z imienia i inicjału nazwiska, ponieważ niektóre sprawy w momencie pisania książki nie zakończyły się jeszcze prawomocnym wyrokiem - powodowały u mnie nie lada konsternację i zagubienie w toku narracji.

Dla usystematyzowania zawartych w niej tekstów autorka postanowiła podzielić je na kilka grup tematycznych. Są to: "Miłość, pistolet i kwas solny", "Białe kołnierzyki na sali sądowej", "Cela zamiast szkoły", "Wolność czy anarchia słowa?", "Co z tego, że niewinny?","Co było dalej". Pierwszy dotyczy szeroko pojętych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, których podłoże stanowiły często silne emocje (miłość, zazdrość). Choć nie w 100%, zdarzają się wyjątki. Drugi, to, jak łatwo zauważyć po samym tytule, oskarżenia przeciwko tzw. "garniturkom". Na ławie oskarżonych zasiadają tutaj biznesmeni, lekarze i politycy, którzy dopuścili się czynów zabronionych przez polskie prawo (chociaż wielu z nich uważa, że jest ponad nim), takich jak korupcja, wyłudzenia kredytów, działanie na szkodę państwa czy też błąd w sztuce lekarskiej. Trzeci zawiera teksty, w których zbrodni dopuścili się ludzie stosunkowo młodzi, często jeszcze nastolatki (znajdziemy tutaj m.in. sprawę zabójstwa listonosza, która była wykorzystana w serialu Pitbull oraz zabójstwo policjanta Artura Struja). Czwarty to wszelkiego rodzaju sprawy o zniesławienie oraz obrazę uczuć osoby lub grupy społecznej. Tutaj wśród oskarżonych zobaczymy m.in. Dorotę Rabczewską "Dodę", Jarosława Marka Rymkiewicza czy Jana Janusza Kobylańskiego. Przedostatni rozdział zawiera relacje procesów o niesłuszne skazanie lub pomówienie osoby niewinnej dla własnych korzyści. Tu w gronie oskarżonych znajdziemy adwokata profesora Jana Widackiego, a także opis procesu Adama Dudały odsiadującego 25letni wyrok za zabójstwo, którego - na co wiele wskazuje - nie popełnił. Będzie tutaj mowa także o tzw. Układzie warszawskim, czyli korupcji w warszawskim ratuszu (choć w sumie nie wiem dlaczego tutaj, a nie nie w rozdziale o "garniturkach", ale to kolejny mój zarzut wobec tej publikacji). W rozdziale ostatnim autorka prezentuje dalszy ciąg spraw poruszonych  w pierwszym tomie (którego recenzję również postaram się napisać w najbliższym czasie), w których zapadły nowe, często już prawomocne wyroki. Na zakończenie dostajemy rozmowę dziennikarki z dr Hanną Gajewską-Kraczkowsą, adwokatem i wykładowczynią na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego i Dorotą Redlińską, sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy- Śródmieścia, o tym, co może się zdarzyć na sali sądowej.

Całość jest trochę czymś innym niż się spodziewałem. Przyznam jednak, że sięgając po ten zbiór reportaży sugerowałem się jedynie jego tytułem, nie czytając nawet opisu. No i troszkę się zawiodłem, bo przymiotnik kryminalna zrozumiałem dość wąskotorowo, jak i przynależący do zbrodni przeciw zdrowiu i życiu, a nie tak szeroko jak wykorzystała go autorka wplatając do swojej książki również sprawy gospodarcze, a także te z wątkiem politycznym. Co za tym idzie, nie wszystkie teksty były dla mnie interesujące, a niektóre zostały napisane w taki sposób, że nawet nie zrozumiałe (ale to może równie dobrze wynikać z mojej ułomności, a nie autorki). Ten zbiór zrobił na mnie bardzo przeciętne wrażenie. 

Moja ocena: 5/10

wtorek, 21 lutego 2017

[218] Książka: "Misjonarze z Dywanowa. t. 4 Hiena" - Władysław Zdanowicz (2017)

Po kilku latach milczenia na temat dalszych losów szeregowca Leńczyka, Władysław Zdanowicz zrobił swoim fanom troszkę spóźniony, ale jakże piękny prezent gwiazdkowy, wydając wyczekiwany 4 tom Misjonarzy z Dywanowa. Po Pinkim, Jonaszu i Honkerze przyszedł czas na Hienę. A ja zapraszam wszystkich na jej przedpremierową (premiera 28.02) recenzję!

O ile w pierwszych tomach na równi z co się dzieje stało jak się to dzieje, o tyle w tej części autor większą ilość stron poświęcił na rozmowy między bohaterami niż na poganianie akcji do przodu. Nie jest to broń Boże zarzut, ot, zwyczajne subiektywne odczucie. Fakt ten jednak zupełnie nie wpływa na obniżenie jakości całości, gdyż czyta się Hienę równie dobrze jak poprzednie części. Jest w niej nawet więcej mięsa, treści, ponieważ, jak wspomniałem, bohaterowie mają zdecydowanie więcej miejsca i czasu - w końcu nic ważnego, a przynajmniej zagrażającemu ich życiu się w ich otoczeniu nie dzieje - aby przedstawić swoje opinie na bardzo wiele istotnych tematów takich, jak zależności między zwykłymi żołnierzami a ich dowódcami oficjalnie i prywatnie, stosunek do mediów w strefie konfliktów zbrojnych oraz oficjalnych komunikatów z tych działań, słabe wyposażenie naszych wojsk w porównaniu do wojsk sojuszniczych, a nawet życia seksualnego Rovera (:-]) i wiele, wiele więcej.  

Nie bójcie się jednak, Hiena nie jest wypełniona jedynie "gadaniem". Nasi bohaterowie po udanej akcji odbicia z rąk Al-Kaidy dwóch "ofików" - podpułkownika Jagody i kapitana Kwidzyńskiego - wracają do bazy, gdzie od razu trafiają do wydzielonego, zamkniętego pomieszczenia kontrolowanego przez salwadorskich "specjalsów". Wszystko dlatego, że akcja, w której brali udział dostała oznaczenie "tajne przez tajne" i ma to być zabezpieczeniem przed rozprzestrzenianiem się informacji na jej temat (zamknięcie i bariera językowa, bo tylko dowódca salwadorczyków zna angielski). Jednak oddzielenie chorążego Gecco od jego żołnierzy, a także szeregowca Rovera od DiFACu (wojskowa stołówka) z pewnością nie jest dobrym pomysłem i zemści się z nawiązką na tym kto go wydał. Następujące po tym wydarzenia sprawiają, że "nadpułkownik" Dąbrowski postanawia - dla chronienia własnej dupy - wysłać ich na kilka dni poza teren bazy jako ochronę konwoju zmierzającego do Kuwejtu. W drodze do celu pluton rotacyjno-dyspozycyjny trafia na mityczną brytyjską bazę, a w niej na znajomego z dawnych lat, w której wielką rolę odegra "woda życia" i... jajka. Czym jest tytułowa hiena nie zdradzę, tego musicie dowiedzieć się sami. ;-)

Takie poprowadzenie opowieści ma też swoje uzasadnione podłoże. Ponieważ autor nie bierze wydarzeń prezentowanych w książce z nieba lecz z rozmów z osobami, które znają je z pierwszej ręki, w tym tomie chciał zwrócić szczególną uwagę na to, że po trzech miesiącach przebywania w tym samym gronie, patrzenia na te same gęby przez niemal 24 godziny na dobę oraz słuchania po wielokroć tych samych historii między żołnierzami dochodzi do słownych utarczek i drobnych spięć. Nie zmienia to wcale faktu, że każdy z nich poszedłby za drugim w ogień niezależnie od tego, że chwilę wcześniej obrabiał mu tzw. dupę. I to świetnie widać właśnie w Hienie.

Co do dalszych przygód Rovera i spółki, autor zapewnia, że ma szkic kolejnych tomów i wymyślił już nawet zakończenie, więc nie jest to opera mydlana typu Klan czy inna Plebania. Obecnie pracuje już nad piątą częścią pt.: Panika, której zapowiedzią jest ostatni rozdział Hieny (oj, będzie się działo! ;-)). Jest również pomysł na to, aby wysłać Leńczyka do Afganistanu, więc planów jest sporo. Nam nie pozostaje nic innego jak cierpliwie czekać na kolejne tomy i dopingować autora w jego działaniach, gdyż nie mam wątpliwości, że kolejne tomy będą równie dobre jak wydane dotychczas .

Już wkrótce recenzje dwóch kolejnych książek Władysława Zdanowicza Relacja BORowika i Afganistan. Dowódca plutonu, które zostały napisane we współpracy z Janem Jagodą (pierwsza) i Rafałem Stachowskim (druga). Po książki zapraszam do księgarni autora.
A na recenzję poprzednich trzech tomów zapraszam tutaj.

poniedziałek, 13 lutego 2017

[217] Książka: "Czarny Zakon" [cykl SIGMA Force #3] - James Rollins (2006)

Pewnie wydam się co niektórym niezłym nudziarze, ale tak już mam, że jak coś mnie zainteresuje to będę czytał (oglądał) zanim się nie nasycę albo nie znudzę. Podobnie jest aktualnie z tematyką okultystycznych bredni Himmlera i jego dążeń do stworzenia doskonałego ubermenscha. W związku z tym zapraszam was na recenzję kolejnej fantazji na ten temat - powieści Jamesa Rollinsa pt.: Czarny Zakon.

Fabuła skupia się na odkryciu tajemniczych badań naukowych prowadzonych na zlecenie Heinricha Himmlera wywiezionych i ukrytych pod koniec wojny przed nacierającą armią Radziecką. Badania te miały na celu stworzenie idealnego przedstawiciela rasy aryjskiej. Po krótkiej zajawce mającej miejsce w atakowanym przez sowietów Breslau w 1945 roku i ucieczce specjalnej jednostki z tajemniczym sprzętem oraz personelem akcja przenosi się w czasy współczesne i jest podzielona na trzy główne wątki. Jeden z nich dzieje się w Himalajach, w których ktoś wymordował zakon buddyjskich mnichów; Europę w której ktoś poluje na ultra rzadkie książki z kolekcji pewnego żydowskiego biologa oraz w RPA gdzie w rezerwacie zwierząt dochodzi do ataku na pracowników naukowych przez niezidentyfikowane i tajemnicze stworzenie. Te wszystkie trzy wątki, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego w pewnym momencie łączą się w jedną nierozerwalną całość a wszystko jest mieszaniną nauki i mistycyzmu. Sprawiając, że końcówka zadowoli jedynie ludzi o naprawdę otwartych umysłach. ;)

Czarny Zakon jest trzecim tomem z serii SIGMA Force autorstwa Jamesa Rollinsa (a wł. Jamesa Paula Czajkowskiego używający także pseudonimu James Clemens), chicagowskiego weterynarza polskiego pochodzenia, który od prawie dwóch dekad świetnie odnajduje się w roli pisarza. Gatunki w jakich się porusza to głównie przygoda, fantasy i thriller. Rollison jest autorem kilku cykli powieściowych, z których omawiany tutaj SIGMA Force przyniósł mu największy rozgłos i sławę zaraz obok powieści na kanwie której powstała czwarta część przygód Indiany Jonesa Królestwo Kryształowej Czaszki

Wiemy już co pisze i kim jest, pozostaje nam odpowiedź na pytanie jak sobie z tym wszystkim radzi. W mojej ocenie całkiem nieźle choć bez fajerwerków. Z pewnością nie jest to talent na miarę Dana Browna, oscyluje raczej w okolicach tego co prezentują Steve Berry i Andy McDermott. Historia przez niego proponowana nie wciąga aż tak bardzo i po dość chwytliwej zajawce w formie retrospekcji tempo spada, żeby rozwijać się bardzo powoli na dalszych 400 stronach powieści. Zbyt duża liczba bohaterów nie pozwala się "zaprzyjaźnić" i w pełni poznać głównego bohatera opisywanych wydarzeń, bo tak naprawdę go nie ma. W recenzowanej powieści uwaga autora podzielona jest na  co najmniej pięć osób (i trzy kontynenty), z których praktycznie żadna nie wysuwa się na pierwszy plan bardziej od innych. Jednak styl jakim posługuje się autor pozwala bez problemu przedzierać się przez kolejne wydarzenia i z umiarkowanym zainteresowaniem śledzić kolejne zwroty akcji. Niemniej jednak nie wprowadza on do fabuły niepotrzebnych wątków, które mogłyby spowolnić fabułę lub stać się niewykorzystaną lub niepotrzebną dygresją. To z pewnością trzeba mu zaliczyć na plus. Całość niestety nie odbiega daleko od przeciętnej i jest dość słabą imitacją twórczości Dan Brown.

Moja ocena: 6-/10

poniedziałek, 6 lutego 2017

[216] Książka: "Testament ODESSY" - Bogusław Wołoszański (2008)

Szukam, cały czas szukam jakiegoś opracowania na temat Towarzystwa Badawczego nad Pradziejami Spuścizny Duchowej, Niemieckiego Dziedzictwa Przodków, w skrócie Ahnenerbe założonego przez Reichsführera-SS Heinricha Himmlera. I chuj. Nic nigdzie nie ma. A przynajmniej nie znalazłem niczego po polsku. Czasami gdzieś jakaś drobna wzmianka w jakimś opracowaniu na temat III Rzeszy. Ostatnio z pocałowaniem w rękę wziąłbym nawet jakąś fabułę, której podstawą byłyby działania tej organizacji. Takim oto sposobem trafiłem na Kod Himmlera Przemysława Piotrowskiego, który z jednej stromy mnie zaciekawił, z drugiej, niestety, rozczarował. Był to jednak debiut jeszcze nie okrzepłego literata, więc można mu wybaczyć pewne błędy. Po pewnym czasie myślałem, że trafiłem na coś naprawdę ciekawego. Świadczyła o tym przede wszystkim reputacja autora, jak i sam opis książki. Jakie są moje wrażenia po lekturze? Zapraszam na recenzję Testamentu ODESSY Bogusława Wołoszańskiego.

Początkowo nie wiedziałem, że jest to powieść (wiem, że jest to napisane na okładce, ale cóż...). Myślałem, że to jakieś opracowanie na temat organizacji ODESSA i innych zagadnień związanych z SS, w tym poszukiwanego przeze mnie Ahnenerbe. Niestety, pierwsze zdania rozwiały moje płonne nadzieje. Bohaterem książki okazał się warszawski prokurator, który zupełnie przypadkiem trafił w sam środek międzynarodowej zawieruchy związanej z tajemniczym skarbem świątyni Jerozolimskiej znalezionym przez Ahnenerbe i ukrytym pod koniec wojny. 

Książkę czyta się dobrze. Od początku zaczyna wciągać snuta przez autora opowieść. Retrospekcja przeplata się z teraźniejszością. A z każdym kolejnym rozdziałem dowiadujemy się czegoś więcej o tajemniczym skarbie, miejscu jego przechowywania oraz tym, kto chce go zdobyć.

Jest to moja druga przygoda z twórczością Wołoszańskiego po Tajemnicy szyfrów (która nie specjalnie przypadał mi do gustu). Pomyślałem że tym razem będzie lepiej i do pewnego momentu naprawdę było. Nie znajdziemy tutaj wszak żadnych niepotrzebnych bzdur w rodzaju romansów i umizgów spowalniających i nie wnoszących nic do akcji. Uwaga spoiler!!!! Aż okazało się, że książka się skończyła nie zdradzając nam żadnych odpowiedzi. Buahahahaha. Tak, moi drodzy. Pan Bogusław tak postanowił rozwiązać całą sprawę. Szukamy, szukamy, jesteśmy już blisko i w pewnym momencie mówimy sobie: "A, walić to. Palimy plany i mapy, bo nie wiadomo co znajdziemy." Ot, i wszystko. Trochę rozczarowujące. I denerwujące zarazem. Koniec spoilera. Całość oceniam ciut ponad przeciętną, bo nie da się ukryć, że do momentu chujowego zakończenia książka była naprawdę dobra. 

Moja ocena: 6/10

P.S.: Dalej poszukuję czegoś na temat Ahnenerbe. W razie gdybyście coś czytali/o czymś wiedzieli to proszę o jakieś namiary w komentarzu. ;)

czwartek, 2 lutego 2017

[215] Książka: "Inżynierowie - tajna armia Hitlera" - Blaine Taylor (wyd. 2, 2014)

Dziś jest zdecydowanie lepiej. I choć pozostałem w obrębie tej samej tematyki, to tym razem autor postarał się trochę bardziej niż jego poprzednik (mam tutaj oczywiście na myśli moje wybory czytelnicze). I choć całość jest zdecydowanie spójniejsza, to jednak nie wszystkie człony tytułu mają swoje rozwinięcie w treści tej publikacji. Zapraszam na recenzję książki Blaine'a Taylora o ludziach, którzy zbudowali potęgę militarną Hitlera.

To czego brakuje to tytułowa tajność. Nie ma tutaj żadnej tajemnicy. Nikt z ludzi odpowiedzialnych za dojście do militarnej potęgi Niemiec nie był w III Rzeszy osobą anonimową. Nie przy tak rozbuchanej propagandzie. Odznaczenia, nowe, eksponowane stanowiska i prawie cały naród zorganizowany w różnego rodzaju, jeśli nie militarne, paramilitarne, to chociaż zunifikowane organizacje robotnicze.  Wiedzieli wszyscy.

To co jest, to bardzo obszerna i ciekawa biografia dwóch ludzi odpowiedzialnych za te sukcesy. Pierwszy z nich - dr Fritz Todt, człowiek odpowiedzialny za powstanie słynnych dróg Hitlera - Reichsautobahn (RAB), a także za budowę Wału Atlantyckiego, linii Zygfryda oraz wielu bunkrów Hitlera, które były ulubionymi budowlami Fuhrera. Drugi - jego następca Albert Speer, który przyspieszył i zintensyfikował wojenną produkcję po tragicznej śmierci w katastrofie lotniczej swojego znamienitego poprzednika w marcu 1942 roku.

Autor analizuje wszelkiego rodzaju wewnątrzpartyjne roszady, układy, machinacje oraz wyrywanie sobie stołków spod siedzenia starając się odpowiedzieć na nurtujące go pytania o zakres odpowiedzialności tych ludzi za wojenne zbrodnie faszyzmu. Czy ktoś próbował "pomóc" Todtowi przenieść się na tamten świat? Czy gdyby nie zginął, zapłaciłby głową na procesie norymberskim za swoją wojenną działalność? I jakim cudem Speerowi udało się wyłgać jedynie 20 latami w Spandau skoro nawet jego zastępca zawisł na szubienicy? Na te i na inne pytania, uzupełnione o szczątkowe życiorysy najważniejszych ludzi w Rzeszy, znajdziecie odpowiedzi w Inżynierach... Polecam, szczególnie tym, którzy chcą czegoś więcej niż tylko ogólnie znane fakty.

Moja ocena: 7/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...