sobota, 15 kwietnia 2017

[60] Serial: "Iron Fist" (2017)

Ten post mógłby być przyczynkiem do pogłębionej analizy chujowatości Netflixowych seriali spod znaku Marvela, jednak z racji tego, że mi się nie chcę poprzestanę na niepogłębionej analizie oraz ich najnowszym wyczynie, a mianowicie Iron Fiście.

Jak wszyscy dobrze wiemy (wszyscy, którzy choć w minimalnym stopniu oglądają wszelakie ekranizacje cudownych komiksów) wychodzą one raz lepsze raz gorsze. Jednak powoli niepisaną regułą staje się fakt, że wszystko co weźmie w swoje ręce Netflix zostaje tak spierdolone jak to tylko możliwe. Zaczęło się od dość miernego Daredevila, którego, mimo wszystko, pierwszy sezon dało się jakoś obejrzeć (na drugi nie starczyło mi samozaparcia). Później przyszła kolej na żałość w postaci Jessiki Jones, która w swojej serialowej odsłonie wydaje się najbardziej SŁABĄ postacią komiksową jaką wymyślono. Z tego co pamiętam nie dałem rady przebrnąć przez wszystkie odcinki pierwszego sezonu. A największy udział w tym miała z pewnością odtwórczyni tytułowej postaci (nazwisko pominę, żeby nie robić jej przykrości :D), która była po prostu źle obsadzona. Luke Cage darowałem sobie bez oglądania, ponieważ postać tego burkliwego murzyna nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia już w Jessice, a nie chciałem nie potrzebnie marnować swojego cennego czasu, który mógłbym przeznaczyć na picie, myślenie o seksie i ciekawe lektury... 

Jednak ostatnio coś mi się z głową porobiło, że całkiem zapomniałem o swoich złych doświadczeniach ze wcześniejszymi produkcjami Netflixa i sięgnąłem po Iron Fista. Było to prawdopodobnie spowodowane tym, że lubię wszelkiego rodzaju brednie (nie oburzać się, ponieważ to co możemy znaleźć w komiksie a co za tym idzie także w jego ekranizacji to mogą być tylko i wyłącznie brednie) na temat dalekowschodnich sztuk walki i tamtejszej filozofii. No i po raz kolejny doszedłem do wniosku, że Netflix mnie już raczej nie zaskoczy. Serial jest słaby jak herbata z 4 parzenia a odtwórcy głównych ról, z bardzo małymi wyjątkami albo bez talentu, albo dopasowani jak przysłowiowa pięść do nosa. 

Ale to nie wszystko, problem tkwi przede wszystkim w kulawej i nielogicznej fabule. Mamy wszak do czynienia z "mistrzem" wschodnich sztuk walki, któremu wpierdol potrafi spuścić byle najemnik/ochroniarz (akcja w archiwum szpitala w poszukiwaniu dokumentów potwierdzających tożsamość). Dodatkowo nasz "mistrz", który powinien mieć opanowany w sposób mistrzowski swoją wewnętrzną harmonię żeby móc korzystać z siły swojego chi (sorki jeśli bredzę ale zupełnie się na tym nie znam) miota się jak nastolatka, która chciałaby a boi się... Tak nie stały i niezrównoważony emocjonalnie przypał to mógłby w tym ichnim Kundunie być co najwyżej pomywaczem lub czyścicielem kozłów a nie Ironfistem. Ale spoko, nie moja rzecz. Moją jest jedynie to, że więcej już nie dam się skusić na żaden serial o superbohaterze, który będzie sygnowany logiem tej stacji. 

Sorki, że nie streszczam i nie wprowadzam, ale zwyczajnie mi się nie chce. I tak nie warto tego oglądać, więc po co wam wiedzieć o czym to jest. A  z drugiej strony skoro to serial Marvela to o czym może być...?

Moja ocena: 4-/10

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

[224] Książka: "Sześć grobów do Monachium" - Mario Puzo (wyd. oryg 1967)

No i stało się. Przeczytałem drugą, po Ojcu chrzestnym, książkę Mario Puzo. I powiem szczerze, że powoli zaczynam rozumieć dlaczego The God Father stał się takim klasykiem i zyskał uznanie nie tylko wśród czytelników, ale również widzów na całym świcie (jak zapewne się orientujecie Puzo był współtwórcą scenariusza). Ale dziś będzie o czymś innym. Sześć grobów do Monachium to thriller psychologiczny opowiadający o chęci zemsty. Zemsty za wszelką cenę.

Książka ta została napisana przez Puzo w 1967 (w dwa lata przed Ojcem chrzestnym) jako jedyna z jego powieści pod pseudonimem Mario Cleri. Być może Puzo się jej wstydził, jednak z czystym sumieniem twierdzę, że nie ma czego. Wróćmy jednak do książki. Znajdziemy w niej wszystko to, co tak charakterystyczne dla twórczości Włocha: włoską mafię, życie w powojennych Niemczech, działalność tajnych agentów Amerykańskiego wywiadu. Oraz chęć zemsty. Ta książka jest nią wręcz przepojona. 

Głównym bohaterem Six Graves to Munich jest Michael Rogan, genialny matematyk, który po dość nudnym życiu postanowił wreszcie wykorzystać swój nieprzeciętny umysł dla dobra narodu amerykańskiego i wstąpił do służby wywiadowczej. Podczas II wojny światowej jego komórka szpiegowska na terenie okupowanej Francji zostaje jednak rozszyfrowana przez nazistów, a on wraz z żoną trafia do monachijskiego Pałacu Sprawiedliwości na serię przesłuchań. Po śmierci podczas tortur swojej ciężarnej żony i wielu tygodniach poniżania i bicia załamuje się i zdradza Niemcom wszystkie znane sobie szyfry o kody. W zamian za to ma zostać przez nich uwolniony. Niestety, to była tylko gra, ponieważ grupa siedmiu przesłuchujących go oficerów i tak postanawia go zabić. Strzelają mu w tył głowy w momencie kiedy stoi już przebrany w cywilne ciuchy gotowy do wyjścia na wolność. Jego ciało zostaje porzucone na dziedzińcu pałacu wśród dziesiątek innych zwłok. Rogan jednak nie umiera. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności kula odbija się od czaszki i nie uszkadza mózgu. Po kilku dniach zostaje odnaleziony przez oddziały amerykańskie wkraczające do miasta. Po wielu miesiącach rekonwalescencji i wstawieniu metalowej płytki uzupełniającej kości czaszki Rogan stara się wrócić do normalnego życia. Po pewnym czasie dorabia się milionów na produkcji sprzętu komputerowego (choć po tym "wypadku" może pracować tylko godzinę dziennie, bo jego mózg nie wytrzymuje większych obciążeń). W dziesięć lat po nieudanej próbie morderstwa na jego osobie postanawia wymierzyć swoim oprawcę zasłużoną, w jego mniemaniu, zemstę, aby wreszcie, raz na zawsze, uwolnić się od dręczących go co noc koszmarów z Pałacu Sprawiedliwości i pomścić żonę, swoje nienarodzone dziecko oraz swoje cierpienie. Na swojej drodze spotyka Rosalie, która w momencie ich spotkania pracuje jako prostytutka w jednym z hamburskich domów publicznych na ul St. Pauli. Ta przedziwna para (Rosalie jest piękną młodą Niemką z dość mroczną przeszłością) zakochuje się w sobie i dziewczyna postanawia pomóc Mikeowi w jego planach.  

W tej dość krótkiej powieści (niespełna 260 stron) Puzo zręcznie prezentuje rys charakterologiczny każdej z postaci; ich motywacje popychające do takich a nie innych decyzji i wyborów życiowych. W bardzo ciekawy sposób przedstawia również wątek zemsty za wszelką cenę, ponieważ z każdym kolejnym rozdziałem nie wydaje się ona dla czytelnika już taka zasadna, jednak każdy z bohaterów ma swoje racje i postępuje zgodnie ze swoimi zapatrywaniami nie kierując się żadnymi racjonalnymi albo obiektywnymi opiniami z zewnątrz. Dotyczy to głównie Rogana, choć nie tylko.

Całość czyta się błyskawicznie (ja skończyłem książkę w jeden wieczór), ponieważ zarówno styl i prowadzenie akcji są mistrzowskie jak na ten typ literatury. Nie ma w niej żadnych mielizn fabularny, cała opowieść posuwa się do przodu w dość szybkim tempie biorąc nawet pod uwagę liczne retrospekcje przedstawiające nam najważniejsze wątki z przeszłości głównych bohaterów. Nie pozostaje mi nic innego jak wyrazić pragnienia, aby takich książek było więcej.

Moja ocena 7!/10

piątek, 7 kwietnia 2017

[223] Książka: "SS-GB" - Len Deighton (wyd. oryg.1978)

Przeglądając ostatnio serialowe nowości natrafiłem na coś o przedziwnym tytule SS-GB. Zaintrygowało mnie to do tego stopnia, że postanowiłem sprawdzić co to takiego. Okazuje się, że serial jest adaptacją książki Lena Deightona o tym samym tytule. 

Akcja książki (podobnie zresztą jak serialu) dzieje się w okupowanej przez Niemcy Wielkiej Brytanii, czyli w alternatywnej rzeczywistości. Mamy listopad 1941 roku. Kilka miesięcy po przegranej Bitwie o Anglię. Churchill został skazany i rozstrzelany. Król Jerzy VI jest więziony w Tower. Społeczeństwo powoli przyzwyczaja się do warunków okupacyjnego życia. 

Normalnie działa również policja i, oczywiście, Scotland Yard. No, prawie normalnie, bo jest podporządkowana SS. Nie przeszkadza jej to jednak prowadzić standardowych działań służbowych. Wszystko zaczyna się od śledztwa w sprawie zabójstwa młodego londyńczyka, który okazuje się naukowcem, a zwykłe morderstwo przeradza się w ogromny spisek, w który zamieszani są prawie wszyscy, którzy coś znaczą w okupowanej Anglii. 

Śledztwo początkowo prowadzi nadinspektor Douglas Archer (najskuteczniejszy śledczy Scotland Yardu) wraz ze swoim dawnym mentorem, a obecnie podwładnym, sierżantem detektywem Harrym Woodsem. Jednak tuż po jego rozpoczęciu z Berlina, wprost od samego reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera przyjeżdża do Londynu dr Oskar Huth, który przejmuje pieczę nad całym dochodzeniem.

Tego typu opowieść nie mogła się obyć bez tajemniczej nieznajomej. Tak też jest i tutaj. Archer w trakcie śledztwa poznaje piękną Barbarę Bargę, amerykańską dziennikarkę i korespondentkę wojenną. Jednak jej pojawienie się tylko komplikuje całą sprawę i, wydawałoby się, w miarę poukładane życie Archera.

Wszystko zaczyna się bardzo ciekawie i dopiero w momencie, kiedy śledztwo schodzi na dalszy plan a głównym wątkiem stają się sprawy (pseudo) szpiegowskie akcja traci swoje, jak dotąd, dobre tempo, a całość zaczyna być miejscami nieznośnie nudna i przegadana. Dałoby się to wszystko znieść, gdyby nie dość rozczarowujące zakończenie całej historii, które jest trochę jak walnięcie z liścia wszystkich czytelników spragnionych czegoś naprawdę wielkiego (skoro przez większą część czasu się nudzili jak mopsy). Jednak autor postanowił polecieć schematem uśmiercając przy tym całkiem sporą liczbę bohaterów. 

Osobiście, nie polecam i sam się teraz zastanawiam, czy warto tracić czas na serial, który, jak czytałem, jest podobno bardzo dokładnym odwzorowaniem książki.

Moja ocena: 4/10

wtorek, 4 kwietnia 2017

[222] Książka: "Lista Schindlera" – Thomas Keneally (1982)



W Talmudzie jest zapisane „Kto ratuje jedno życie, ratuje świat cały”. Taki cytat został wygrawerowany na wewnętrznej stronie pierścienia Oskara Schindlera, który był prezentem dla niego od wdzięcznych za uratowanie życia obywateli żydowskich.  A kim był Oskar Schindler? Możemy go poznać w książce Thomasa Keneally Lista Schindlera.

 „[…] historia Oskara Schindlera zaczyna się niezbyt sympatycznie – wśród barbarzyńskich najeźdźców, esesmańskich hedonistów, w obecności wątłej, sponiewieranej dziewczyny i z pewnym tworem wyobraźni, który jakimś sposobem stał się równie popularny jak dziwka o złotym sercu: dobrym Niemcem”.  
 Oskar jest przedsiębiorcą i handlowcem, który w 1938 roku przyjeżdża do Krakowa w celu zbicia majątku. Zostaje dyrektorem w fabryce produkującej naczynia emaliowane, a później dodatkowo elementy do broni. Jest człowiekiem, który dołożył starań, żeby poznać system, w którym musi obecnie funkcjonować, jednak nie ma odwagi prowadzić walki z nim w jawny sposób, ale ma wielką odwagę utrzymać  przy życiu za wszelką cenę swoich pracowników. Owymi pracownika są mieszkańcy getta krakowskiego, a także mieszkańcy przymusowego obozu pracy Płaszów – Żydzi. Według Oskara wielce wykwalifikowani robotnicy, bez których cały system gospodarczy padnie.
Na kartach książki poznajemy historię życia Oskara oraz jego działalności jako Dyrektora DEF (Deutsche Emaillewarenfabrik) „Emalia”. Dowiadujemy się z niej, że nie tylko był bawidamkiem, bogaczem, członkiem Abwehry, ale także pomagał syjonistom w szmuglowaniu pieniędzy dla działalności partyzanckiej oraz przekazywaniem informacji do Izraela. Nie szczędząc wysiłków oraz nakładów finansowych, w czasach gdzie większą wartość od sakiewki diamentów miały kilogramy czarnorynkowej herbaty, papierosów i gorzały, stara się zapewnić swoim pracownikom byt oraz względne poczucie bezpieczeństwa. Kupuje żywność na czarnym rynku, żeby zwiększyć rządowe racje. Zabrania na teren fabryki wstępu żołnierzom SS, żeby nie rozpraszali jego wysoce wykwalifikowanych pracowników przy produkcji ważnych gospodarczo menażek i łusek. W momencie kiedy dowiaduje się o planach likwidacji getta w Krakowie, dzięki licznym znajomością oraz wysokim łapówkąom udaje mu się na terenie fabryki zorganizować obóz pracy. A kiedy dochodzą do niego plotki o planach likwidacji obozów przymusowej pracy oraz zmianie kwalifikacji obozu w Płaszowie na koncentracyjny udaje mu się przenieść fabrykę (znajomości i prezenty) na względnie bezpieczne Morawy, ratując tym samym setki ludzi. 
Po przeniesieniu fabryki w 1944 na Morawy, produkcja jest już tylko mydleniem oczu. Fabryka staje się miejscem przetrwania, w której każdy ma nadzieje, że uda się przeżyć, bo przecież jest Schindler, który nie pozwolił zginąć w komorach gazowych i dzięki niemu jest nadzieja na jakieś jutro.
Po wojnie Oskarowi  nigdy nie udało się już poprowadzić żadnego biznesu, który by tak świetnie prosperował jak ten wojenny; każdy następny  kończył się bankructwem, ale nigdy nie zapomnieli o nim i zawsze wspierali go ludzie, którym pomógł zachować życie – Schindlerjude.
Za swoją działalność został uhonorowany odznaczeniami. Pierwsze przyznał zarząd miasta Tel Awiw - tabliczka w Parku Bohaterów. Następnie w Jerozolimie został ogłoszony Sprawiedliwym, posadził drzewko chlebowe w Alei Sprawiedliwych, która prowadzi do muzeum Yad Vaszem. Był też Krzyż Zasługi od niemieckiego rządu niemiecki, Papieski Krzyż Rycerski św. Sylwestra od biskupa Limburga.
Współpracował przy tropieniu zbrodniarzy wojennych.
Zmarł 9 października 1974 roku na atak serca. W testamencie zapisał, że chciałby zostać pochowany w Jerozolimie.

Książka, choć ciekawa i przejmująca, nie odpowiada jednak na wszystkie pytania jakie zadaje sobie czytelnik podczas lektury. Nie dowiemy się z niej wszak skąd u Schindlera taka obsesja na punkcie ratowania Żydów. 
Autorowi nie udaje się także przez cały czas utrzymać naszego zainteresowania na tym samym, wysokim poziomie. Między fragmentami naprawdę zajmującymi zdarzają się i takie, które mniej absorbują naszą uwagę lub są wręcz nudne.

Całość, mimo wskazanych wad, oceniam wysoko i polecam jako uzupełnienie lub wręcz substytut filmu.

poniedziałek, 27 marca 2017

[221] Książka: "Afganistan. Dowódca plutonu" - Rafał Stachowski, Władysław Zdanowicz (2015)

W Dowódcy plutonu ponownie wybierzemy się do Afganistanu, tym razem jednak nie do metropolii za jaką w tamtejszych warunkach uchodzi Kabul lecz na skaliste bezdroża otoczone górami, gdzie  przyszło działać porucznikowi Ski, urodzonemu i wychowanemu w Polsce dowódcy amerykańskiego pluton.

Tym razem, w przeciwieństwie do Relacji BORowika, całość jest bardziej sfabularyzowana, choć oczywiście oparta na osobistych doświadczeniach Ski. Przyczynkiem do opowiedzenia jego historii jest paragraf 15/6. Przepis na podstawie, którego dowódca (np. bazy) może wszcząć śledztwo przeciwko jednemu ze swoich podwładnych, który podczas swojej służby dopuścił się zaniedbań, nadużyć lub działań nie zgodnych z regulaminem. Tak też dzieje się w przypadku porucznika Ski.

Wszystko zaczyna się krótkim prologiem mającym miejsce na kursie dla młodszych oficerów dotyczącym przeciwdziałania terroryzmowi i walce z szeroko rozumianą partyzantką (bierze w nim udział również porucznik Ski). Prolog ma za zadanie wyjaśnić nam późniejsze postępowanie dowódcy plutonu i podejmowane przez niego decyzję. Po nim autor oddaje głos kapitanowi Fairly'emu, na którego barki zostaje zepchnięte przeprowadzenie śledztwa w sprawie porucznika Ski.

Akcja prowadzona jest w sposób bardzo przemyślany co dodatkowo pozwala nam w jej trakcie poznawać kolejnych bohaterów tej historii. Schemat jest prosty. Wszystko zaczyna się na samej górze, czyli u dowódcy batalionu, który musi wyznaczyć oficera do przeprowadzenia śledztwa. W tym miejscu następuje krótka charakterystyka jego osoby oraz jego podwładnych. Jak już wiemy oficerem odpowiedzialnym za śledztwo zostaje kpt. Fairly (nazywany żartobliwie kapitanem Fairym - czyli wróżką - czego, swoją drogą, bardzo nie lubi, a musicie wiedzieć, że jest to postawny czarnoskóry mężczyzna, któremu lepiej nie podpadać) i od tej pory razem z nim poznajemy kolejne osoby, które odegrały swoją rolę w omawianej sprawie lub po prostu znają porucznika i chcą się wypowiedzieć na jego temat, a wraz z ich wypowiedziami odkrywają przed nami kolejne fragmenty badanej sprawy.

Autor, który od 2008 do 2015 roku prowadził swojego bloga (także po polsku -> KLIK) o doświadczeniach zawodowych - pisanego między obowiązkami służbowymi - w bardzo ciekawy i dokładny sposób przedstawia trudny codziennej służby żołnierza w kraju objętym wojną. Nie znajdziemy tutaj jednak zbędnej buty czy też niepotrzebnego patosu, z którymi wielokrotnie spotkałem się w podobnej literaturze, szczególnie amerykańskiej. Jest to bardzo wnikliwa i pełna szacunku dla cywilnej ludności etnicznej opisywanych terenów - jaka by ona nie była i jak niecywilizowana wydawałaby się w naszych oczach - analiza sytuacji w jakiej znajduje się dowódca plutonu podczas każdorazowego wyjazdu w teren poza obręb bazy. Szczególny nacisk położony zostaje tutaj na problem wykonania idiotycznych rozkazów swoich przełożonych - swoją drogą nie mających często doświadczenia w terenie - dla których ważniejsze od życia i zdrowia żołnierzy są założenia taktyczne nie mające w większości przypadków nic wspólnego z zastałą na miejscu rzeczywistością. 

Dzięki takiemu poprowadzeniu akcji, czyli oddaniu głosu bardzo wielu różnym postaciom o różnych specjalizacjach i funkcjach, od wyższych oficerów poprzez podoficerów a na zwykłych żołnierzach kończąc, można doskonale prześledzić jak idiotyczną (a zarazem taką jak wszystkie inne instytucje oparte na systemie hierarchii)  instytucją jest armia, w której dla większości oficerów nie liczy się nic poza ich stołkiem i przyszłą oraz obecną karierą, a ich rozkazy i decyzje jakie podejmują byłyby śmieszne, gdyby nie fakt, że ktoś musi je wykonać. 

Książka ma słuszną objętość, więc znalazło się w niej sporo miejsca na wiele opinii (na temat) i relacji (z przebiegu) omawianych zdarzeń: logistyków, sanitariuszy, zaopatrzeniowców, dowódców drużyn na tłumaczu plutonu kończąc. Wszystko jest jednak bardzo spójne i w sposób przejrzysty prowadzi nas ku końcowi jakim jest raport ze śledztwa i rekomendacja kapitana Fairly'ego jak według niego należy postąpić w sprawie porucznika Ski. 

Książka ta jest obok Modlitwy o deszcz Wojciecha Jagielskiego (choć on pisze o wydarzeniach o prawie dwie dekady wcześniejszych) publikacją najlepiej oddającą klimat Afganistanu i charakter zamieszkującej go ludności. Szczerze polecam!

środa, 8 marca 2017

[220] Książka: "Afganistan. Relacja BORowika" - Jan Jagoda, Władysław Zdanowicz (2015)


Relacja BORowika to kolejna książka, w której maczał swoje palce autor Misjonarzy z Dywanowa - Władysław Zdanowicz. Tym razem był odpowiedzialny za nadanie bardziej przystępnego sznytu dziennikowi pewnego BORowika, którego poznajemy jako Jana Jagodę, choć jak sam nas informuje we wstępie, z oczywistych względów jest to pseudonim, który sam sobie wymyślił, lub też Młodego, jak zwracali się do niego starsi stopniem i stażem koledzy z Firmy.

Relacja BORowika jest tylko i aż zapisem prywatnych doświadczeń pracownika Biura Ochrony Rządu z pobytu na placówce dyplomatycznej w Afganistanie. Dla jednych będzie to wadą, inni z pewnością odbiorą to jako główną zaletę, ponieważ historia ta nie została w najmniejszym stopniu sfabularyzowana, jest czystym zapisem tego, co może czekać pracownika BORu na placówce w tzw. psychostanie, czyli rejonie (dokładniej mieście), w którym aktualnie trwa konflikt zbrojny, a w 2007 roku, czyli okresie który obejmuje akcja książki takim miejscem z pewnością jest Afganistan (chociaż tam zawsze od kilkuset lat trwa jakaś wojna i chyba nic się nie zmieni).

Nie ma tutaj udramatyzowania akcji, jest za to dokładny zapis tego, czego nie dowiemy się z oficjalnych przekazów medialnych. Autor sucho, wręcz beznamiętnie relacjonuje każdy (prawie każdy) dzień swojego pobytu na placówce nie skąpiąc jednak swoich własnych przeżyć i uczuć jakie nim niekiedy targają, jak choćby podczas sytuacji zagrożenia życia. Wszystko zaczyna się od cokolwiek dziwnej rekrutacji na misję i lotu huczącą CASĄ na miejsce odbywania służby poprzez drogę do polskiej ambasady, która z uwagi na brak funduszy leży poza tzw. bezpieczną strefą na obrzeżach miasta Kabulu; zakwaterowanie w piwnicy obok agregatu prądotwórczego, poprawek w sferze bezpieczeństwa po poprzedniej obsadzie, która nie potrafiła nawet odpowiednio ustawić sprzętu monitorującego; chorobę aklimatyzacyjną, problemy z zaopatrzeniem się w wodę oraz żywność; trudności z wyrobieniem odpowiednich dokumentów upoważniających do korzystania ze stołówki w bazach wojskowych, do których odbywali częste wycieczki w sprawach służbowych, a częściej prywatnych naszych dyplomatów (siłownia, sklepy PX*), kończąc na zbyt małej obsadzie placówki co powodowało, że BORowiki cały czas chodziły niewyspane, ponieważ służbę pełniły często po 22 godziny na dobę oraz słabym wyposażeniu, jak choćby "miękkich" samochodach, czyli takich bez opancerzenia, a także niemożności dostania się do lekarza (w pewnym momencie cała ambasada była chora na grypę lub jakiś uciążliwe przeziębienie, do tego dochodzą dolegliwości tzw. miejscowe, jak na przykład opryszczka na jajach oraz prozaiczny ból zęba, który przerodził się w zapalenie okostnej). Do tego wrzystkiego dochodziła jeszcze  głupota "matołków", jak potocznie nazywani są cywilni pracownicy ambasady, a w szczególności dyplomaci, których zdecydowana większość poleceń była delikatnie ujmując, daleka od sensownych (np. zakaz opuszczania placówki bez pozwolenia ambasadora, ambasadora nie ma przez jakiś czas, a jeść i pić trzeba... i tym podobne).

Wszystko to, a także wiele więcej - jak choćby mały zbiór obyczajów i zasad rządzących tym dzikim krajem - znajdziecie w Relacji BORowika. Te elementy czynią ją nie tylko ciekawą, ale wręcz obowiązkową pozycją dla wszystkich tych, którzy chcą oddechu świeżości od oficjalnych i ogólnie aprobowanych relacji z miejsc takich jak Afganistan, które z rzeczywistością mają tyle wspólnego co politycy z uczciwością. Polecam. 

*Specjalne sklepy w bazach wojskowych, w których za grube dolary można kupić prawie wszystko co jest potrzebne do życia i o wiele więcej.

wtorek, 28 lutego 2017

[219] Książka: "Warszawa kryminalna II" - Helena Kowalik (2014)

Warszawa kryminalna II nie jest zapisem makabrycznych morderstw dokonanych na terenie miasta stołecznego Warszawy, lecz zbiorem reportaży najgłośniejszych procesów ostatnich 5 lat. Reportaż sądowy to bardzo specyficzna dziedzina (publicystyki?) literatury. Od tego zaczynał Miłoszewski (co prawda w "SE", ale zawsze) zanim nie został jednym z najlepszych polskich "kryminalistów". W tym też specjalizuje się od lat Helena Kowalik - autorka omawianego zbioru.

W swoim zbiorze prezentuje opisy tak drastycznych zabójstw czy to z premedytacją, w obronie własnej czy też w afekcie, jak również procesów w sprawie wyłudzeń, korupcji, działania na szkodę państwa, a także błędów lekarskich, które doprowadziły do śmierci pacjenta lub trwałego uszczerbku na zdrowiu.

I, o ile zapisy spraw czysto kryminalnych (a z tym zawsze kojarzy mi się morderstwo lub przynajmniej usiłowanie) są ciekawe i wciągające, a sprawy o błędy w sztuce lekarskiej przerażające trywialnością zaniedbań i tragicznością konsekwencji, co powoduje poczucie przygnębienia i bezradności, o tyle wszystkie opisane w tym zbiorze sprawy związane z ekonomią są po prostu nie do strawienia z powodu zawiłości i niejasności wywodu (a przynajmniej ja to tak odebrałem). Czasami także zbyt duża ilość podejrzanych, oskarżonych i świadków biorących udział w danej sprawie i składających swoje wyjaśnienia - których znamy jedynie z imienia i inicjału nazwiska, ponieważ niektóre sprawy w momencie pisania książki nie zakończyły się jeszcze prawomocnym wyrokiem - powodowały u mnie nie lada konsternację i zagubienie w toku narracji.

Dla usystematyzowania zawartych w niej tekstów autorka postanowiła podzielić je na kilka grup tematycznych. Są to: "Miłość, pistolet i kwas solny", "Białe kołnierzyki na sali sądowej", "Cela zamiast szkoły", "Wolność czy anarchia słowa?", "Co z tego, że niewinny?","Co było dalej". Pierwszy dotyczy szeroko pojętych przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu, których podłoże stanowiły często silne emocje (miłość, zazdrość). Choć nie w 100%, zdarzają się wyjątki. Drugi, to, jak łatwo zauważyć po samym tytule, oskarżenia przeciwko tzw. "garniturkom". Na ławie oskarżonych zasiadają tutaj biznesmeni, lekarze i politycy, którzy dopuścili się czynów zabronionych przez polskie prawo (chociaż wielu z nich uważa, że jest ponad nim), takich jak korupcja, wyłudzenia kredytów, działanie na szkodę państwa czy też błąd w sztuce lekarskiej. Trzeci zawiera teksty, w których zbrodni dopuścili się ludzie stosunkowo młodzi, często jeszcze nastolatki (znajdziemy tutaj m.in. sprawę zabójstwa listonosza, która była wykorzystana w serialu Pitbull oraz zabójstwo policjanta Artura Struja). Czwarty to wszelkiego rodzaju sprawy o zniesławienie oraz obrazę uczuć osoby lub grupy społecznej. Tutaj wśród oskarżonych zobaczymy m.in. Dorotę Rabczewską "Dodę", Jarosława Marka Rymkiewicza czy Jana Janusza Kobylańskiego. Przedostatni rozdział zawiera relacje procesów o niesłuszne skazanie lub pomówienie osoby niewinnej dla własnych korzyści. Tu w gronie oskarżonych znajdziemy adwokata profesora Jana Widackiego, a także opis procesu Adama Dudały odsiadującego 25letni wyrok za zabójstwo, którego - na co wiele wskazuje - nie popełnił. Będzie tutaj mowa także o tzw. Układzie warszawskim, czyli korupcji w warszawskim ratuszu (choć w sumie nie wiem dlaczego tutaj, a nie nie w rozdziale o "garniturkach", ale to kolejny mój zarzut wobec tej publikacji). W rozdziale ostatnim autorka prezentuje dalszy ciąg spraw poruszonych  w pierwszym tomie (którego recenzję również postaram się napisać w najbliższym czasie), w których zapadły nowe, często już prawomocne wyroki. Na zakończenie dostajemy rozmowę dziennikarki z dr Hanną Gajewską-Kraczkowsą, adwokatem i wykładowczynią na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego i Dorotą Redlińską, sędzią Sądu Rejonowego dla Warszawy- Śródmieścia, o tym, co może się zdarzyć na sali sądowej.

Całość jest trochę czymś innym niż się spodziewałem. Przyznam jednak, że sięgając po ten zbiór reportaży sugerowałem się jedynie jego tytułem, nie czytając nawet opisu. No i troszkę się zawiodłem, bo przymiotnik kryminalna zrozumiałem dość wąskotorowo, jak i przynależący do zbrodni przeciw zdrowiu i życiu, a nie tak szeroko jak wykorzystała go autorka wplatając do swojej książki również sprawy gospodarcze, a także te z wątkiem politycznym. Co za tym idzie, nie wszystkie teksty były dla mnie interesujące, a niektóre zostały napisane w taki sposób, że nawet nie zrozumiałe (ale to może równie dobrze wynikać z mojej ułomności, a nie autorki). Ten zbiór zrobił na mnie bardzo przeciętne wrażenie. 

Moja ocena: 5/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...