Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Downey Jr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robert Downey Jr. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

[160] Film: "Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów / Captain America: Civil War" (2016)


Ja tam nie wiem jak wam, ale mnie się podobało! I mimo tego, że nie był to film niemizdrzący system, czy też zmieniający mój sposób postrzegani świata, to jednak seans pozostawił mnie w pełni usatysfakcjonowanego. Tym samym uroczyście oświadczam, że każdy kto chce zobaczyć kawałek komiksowej rozrywki w najlepszym wydaniu niezwłocznie powinien wybrać się na seans najnowszej odsłony Kapitana Ameryki. 

sobota, 9 maja 2015

[118] Film: "Avengers: Czas Ultrona / Avengers: Age of Ultron" (2015)

Miała być dziś recenzja "Kingsman: Secret Service", ale że to starszy film, a wielu z Was się pewnie zastanawia czy warto wybrać się na coś aktualnie granego w kinach, jak na przykład na nowych "Avengersów", to dla nie lubiących czytać napiszę krótko - no jasne k***a, że TAK! ZAJEBISTA część!!!
Dla tych, którzy mają więcej czasu i nie stronią od liter zapraszam na obszerniejszy tekst zamieszczony poniżej:)

Powiem szczerze, że do tej pory nie byłem zwolennikiem gromadzenia wszystkich bohaterów w jednej produkcji. Za mało dla nich tam miejsca i w pierwszej części wydawało mi się, że każdy ciągnął przysłowiową kołdrę w swoją stronę w zupełnie nieatrakcyjny dla mnie sposób. Stąd też moimi faworytami do tej pory były epizody z poszczególnymi postaciami opowiadającymi swoją własną historię. Bardzo mi się podobał Kapitan Ameryka i Iron Man, choć już zdecydowanie mniej Thor. 

Być może wynikało to z dłużyzn w środkowej części filmu, a może z mojego dziwnego gustu, jednak pierwszą część Avengersów również nie przypadła mi do gustu i oceniłem ją najniżej ze wszystkich opowieści z Marvelowego uniwersum, które do tej pory ujrzały światło dzienne (oczywiście chodzi mi o te z aktualną obsadą).

Nie ma to jak dobre, mocne wejście!

Tym razem Jossowi Whedonowi wszystko się udało. Dosłownie wszystko. Film ten zrekompensował mi rozczarowanie siódmą częścią serii F&F i spowodował, że na dobre 2.5h zapomniałem o korkach w moim głupim mieście. Ba! Był na tyle emocjonujący, że obgryzłem nawet jednego paznokcia, co zdarza mi się niezmiernie rzadko podczas oglądania kina czysto rozrywkowego!

W filmie wystąpili: ...

Co ciekawe, w sumie nic się nie zmieniło w stosunku do poprzedniej części. Znów mieliśmy grupę superbohaterów oraz ich szalenie utalentowanych pomocników (Czarna Wdowa i Sokole Oko). Ponownie też nad światem zawisło widmo całkowitej apokalipsy, któremu mogą się przeciwstawić jedynie Avengers. Po raz kolejny ci źli, a tak dokładniej ten zły, którego przez przypadek stworzyli Banner i Stark, również miał na swoje usługi ludzi z super mocami (tym razem bliźnięta Maxsimoff). Nie zabrakło również drobnych utarczek wewnątrz zespołu i starć o władzę. Jedynymi elementami, których nie było są lęki Avendersów, sprowadzone na nich przy pomocą zdolności Wandy Maximoff oraz tajemniczy sojusznik, który pojawi się pod koniec filmu. Tym razem udało się z tych składników przyrządzić zdecydowanie smaczniejsze danie.


Jednak, w przeciwieństwie do części z 2012 roku, tutaj grupa się już znała. Pierwsza walka pokazała im, że w ich przypadku jedność znaczy więcej niż każdy z nich osobno. Było łatwiej się dogadać i przeciwstawić pokusie działania na własną rękę. Mnie to pasowało. Fajnie się ogląda zgrany zespół indywidualności, w którym każdy członek grupy wie, że może liczyć na pomoc ze strony innych. 

Potrzeba czegoś naprawdę dużego, żeby zatrzymać tego zielonego xD

Dużo humoru, przemyślany scenariusz i w miarę logiczna historia sprawiają, że film ten ogląda się naprawdę świetnie i jest szalenie pasjonującą rozrywką, która miejscami bawi, czasem rozczula, ale w najważniejszych momentach trzyma w napięciu i nie puszcza aż do momentu kulminacjnego.

Moja ocena - bez krępacji i niepotrzebnego krygowania się - 10/10!

P.S. Dla spragnionych romantycznych uniesień zaznaczam, że jest też wątek miłosny xD

poniedziałek, 20 maja 2013

[14] Film: Iron Man 3 (2013)

Kolejnym filmem jaki udało mi się na sobotnim seansie kinowym obejrzeć jest właśnie "Iron Man 3". Z racji tego, że to jedna z najgorętszych premier roku, i prawie wszyscy już to widzieli, a jeszcze więcej ludzi o tym napisało, dlatego ja nie będę tutaj powtarzał informacji kto, dlaczego, z kim i po co to nakręcił, bo możecie znaleźć to w necie. Napiszę jakie są moje odczucia co do tego filmu.

Krótko mówiąc - zawiodłem się! I to strasznie. Po pierwsze i najważniejsze na tym, że kino mnie oszukało, dystrybutorzy i producenci pewnie też, ale zawsze ma się pretensje do tego kto jest najniżej w łańcuchu pokarmowym. Jak do tego doszło? 3D!!! Nienawidzę 3D!!! Jest żałosne, męczące, niepotrzebne, ciemne i niewygodne. A w "Iron Man 3" nie było nic co by wymuszało decyzję o zrobieniu tego filmu w 3D. W trakcie seansu czułem się tak jakbym miał cały czas na nosie przyciemnione okulary. Na początku miałem nadzieję, że to tylko chwila i wszystko zaraz się rozjaśni, ale NIE! Do tego napisy wyświetlały się w takim miejscu, że trzeba było wybierać - albo czytamy albo oglądamy. Inaczej się nie dało. Był to mój pierwszy seans w 3D i ostatni. Już nigdy nic i nikt nie zmusi mnie do obejrzenia filmu w takiej okropnej wersji. Żadnego!


A teraz druga sprawa, która mnie rozczarowała. Czytając recenzję sądziłem, że film będzie genialny, rewelacyjny, albo chociaż bardzo dobry. Był dobry, a to trochę za mało jak na tyle zachwytów :/ Historia niby ciekawa, aktorzy też nieźle się spisują na ekranie - Downey Jr. jak zwykle niezły, choć jakiś przygaszony, Gwyneth daje radę. Najlepiej wypadają czarne charaktery - rewelacyjny Kingsley i naprawdę "zły" Pearce. Ale to wszystko za mało. Przynajmniej dla mnie.


Sama historia jakaś taka sobie. Nie porwało mnie to ani nie trzymało w napięciu tak jak bym sobie tego życzył. Nie dało mi też tyle satysfakcji i rozrywki co pierwsza część. Nie zauważyłem także odrodzenia się "kina kumplowskiego", z którego tak słynął twórca tego obrazu, czyli Shane Black. Ot zwykły dzieciak, który raptem kilka razy pojawił się na ekranie. 
Dość słabo wyjaśnione było także o co tak naprawdę chodzi z tym Excośtam. Albo przez ten #$TYTRW@R$#^%^U^&U$Y% 3D, do którego musiałem się przyzwyczaić nie zrozumiałem co ten wynalazek Killiana robi :| (po chwili załapałem co robi). I na jakiej zasadzie działa (tego już nie udało mi się rozwikłać). Nieistotne. Najgorsza jednak była ta okropna myśl, która jak zwariowana piłeczka ping pongowa odbijała się w mojej czaszce, i krzyczała: "Jak ja nienawidzę 3D!". 


W taki oto sposób twórcy zepsuli mi całą radość z oglądania filmu. Mam nadzieję, że po normalnym seansie zmienię zdanie i uznam, że "Iron Man 3" był lepszy niż wydał mi się za pierwszym razem. Póki co - 7/10.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...