Witam Was moi drodzy po tej dość długiej przerwie, ale jakoś tak się złożyło, że nie maiłem nawet chwili czasu żeby siąść do komputera i coś skrobnąć. Jednak udało się. Mogę się pochwalić 'brand new' recenzją. Tym razem postanowiłem poczytać o legendzie kina, czyli połączyć dwie pasje - do książek i do filmu. I takim oto sposobem moim łupem padł wywiad-rzeka "Martin Scorsese. Rozmowy" przeprowadzony i napisany przez Richarda Schickel'a. Książka bardzo ciekawa i wiele spraw wyjaśniająca, choć pozostawiająca jednak pewien, bardzo malutki, niedosyt.
Utarło się tak, że z gwiazdą/legendą/ikoną* (*niepotrzebne skreślić) rozmów nie przeprowadza byle kto. A jak wszyscy kinomani dobrze wiedzą, Martin Scorsese pierwszym lepszym reżyserem nie jest, ale Richard Schickel także, co być może nie dla wszystkich jest oczywiste (dla mnie nie było), nie jest z tzw. pierwszej łapanki. Ma na swoim koncie wiele publikacji książkowych, głównie z zakresu historii kina, ale też był scenarzystą i reżyserem przeszło 20-tu filmów dokumentalnych z tej samej dziedziny. Pisał i kręcił m. in. o Elia Kazanie, Clincie Eastwoodzie, Carym Grancie (Boże, czy to się w ten sposób odmienia?), Garym Cooperze, Brondo, Cagney'u i wielu, wielu innych.
Jego przyjacielskie rozmowy z Martym miały miejsce głównie nocami, bo Scorsese, podobnie jak ja, jest raczej nocnym Markiem a nie rannym ptaszkiem. Na tych spotkaniach obaj panowie snuli wielogodzinne opowieści (głównie oczywiście Scorsese, ale Schicklel dość umiejętnie naprowadzał go na ważne tematy i często też wyrażał własną opinię) o bardzo ciekawych aspektach kina.
Nie jest to jednak wywiad, jak sugerowałem już na samym początku (tylko dlatego, że tak właśnie nazywa się ten gatunek literatury) a raczej długa i obszerna rozmowa. Nie znajdziemy tutaj konkretnych pytań i rzeczowych odpowiedzi, choć i takie się oczywiście zdarzają. Mamy natomiast dyskusję na temat kina ludzi, którzy się prawie w kinie wychowali. Scorsese opowiada o swoich pierwszych fascynacjach filmami, kiedy to chodził z ojcem do kina. A pierwsze wspominki sięgają okresu kiedy miał 5 lat. 5 lat! Wyobrażacie sobie coś takiego? Ja często nie pamiętam tego filmu, który oglądałem dwa tygodnie temu...
Wizyty w kinie były dla niego urozmaiceniem nudnego dnia, bo jak sam wspomina był już jako dziecko bardzo chorowity (astma). Seanse miały miejsce przeważnie raz w tygodniu, ale zdarzało się też, że mały Marty chodził do kina 3 albo 4 razy w tygodniu. I nie był to żaden "Poranek w kinie", czy inne kreskówki lub filmy familijno-młodzieżowe. Nie, on oglądał naprawdę poważne filmy, takie na które nie poszlibyście ze swoimi pociechami, a nawet gdyby, to podejrzewam, że dzisiejsze dziecko by ich po prostu nie zrozumiało. Jednak Marty był inny. Odbierał kino bardzo szeroko i wszechstronnie. Zwracał uwagę na szczegóły, których jego przyjaciele-rówieśnicy nawet nie dostrzegali. Rozumiał już takie wartości jak dobry montaż, praca kamery, kadrowanie itd. Z tymi wspomnieniami i emocjami związanymi z poznawaniem kina i stopniowym stawaniem się profesjonalistą, mamy do czynienia w pierwszych 5-6 rozdziałach (rozdziałów jest dużo, bo przeszło 40ci). I te rozdziały dla przeciętnego kinomana będą chyba najtrudniejsze, ponieważ panowie poruszają się po takich tematach i wymieniają tytuły filmów, z których ja widziałem może około 10% a do 50% w ogóle nie ma dostępu w naszym kraju. Powodowało to, że niekiedy nudziłem się czytając o ich spostrzeżeniach, bo nie przybliżali oni fabuły filmu (w sumie po co, skoro obaj widzieli) tylko zatrzymywali się nad jakimś jednym szczególe i go omawiali. Jest to na pewno ciekawe, ale tylko wtedy kiedy widziałeś/łaś film.
Później jest już jednak lepiej. Każdy następny rozdział to omówienie kolejnego filmu Scorsese. I nie są tutaj przedstawiane tylko filmy fabularne, ale też obszerny dorobek dokumentalny jaki w trakcie swojej działalności zgromadził reżyser. Najwięcej uwagi poświęcone jest filmom przełomowym dla reżysera, czyli "Ulicom nędzy", "Wściekłemu bykowi", "Taksówkarzowi", "Infiltracji". Ale też solidnie omówiony jest "Ostatni walc", czy też film o przystanku Woodstock, który Scorsese pomagał tworzyć. Scorsese często także wspomina pracę nad "Ostatnim kuszeniem Chrystusa", ale też o dokumencie "Silence" (w polskim tłumaczeniu "Milczenie Boga" o zakonie jezuickim w siedemnastowiecznej Japonii), który jak mogłoby się wydawać chce nakręcić przez większość swojej kariery, ale nigdy jeszcze nie było na to czasu i pieniędzy (jednak może wreszcie się uda, bo premiera przewidziana jest na rok 2015). Jednak ja największy niedosyt czułem z powodu dość ubogo omówionego "Koloru pieniędzy", czyli jednego z moich ulubionych filmów Scorsese. No ale trudno. Obszerność innych materiałów wynagradza to "niedopatrzenie".
Książka nie kończy się jednak tuż po omówieniu ostatniego filmu, jakim w tym wydawnictwie jest "Wyspa tajemnic", ale w ostatnich rozdziałach zbiera i prezentuje przemyślenia Scorsese na różne aspekty kina tj. montaż, kolory, zdjęcia, reżyserowanie aktorów, muzyka. A także 'zahacza' o temat restauracji i zbierania starych filmów, czyli o kolejne hobby reżysera.
Podsumowując, książka na pewno zainteresuje każdego kinomana, zachwyci każdego fana Martina Scorsese i może się nie spodobać komuś kto się filmami, a w szczególności kinem Scorsese nie interesuje, bo życia prywatnego jest w niej niewiele (to nie biografia tylko wywiad-rzeka). Ja osobiście bardzo miło spędziłem czas przy tej lekturze i z czystym sercem mogę jej dać notę 7.5/10. Polecam!