środa, 11 września 2013

[VS#2] [24]"Operacja Argo" Matta Baglio i Antonio Mendeza (2012) czy [42]"Operacja Argo" Bena Afflecka (2012)

Już dawno nie pisałem posta z tego cyklu, ale i nie było za bardzo materiału pasującego właśnie do niego. Teraz jednak, po lekturze "Operacji Argo" uważam, że najlepiej będzie zrecenzować książkę w bezpośrednim zestawieniu z filmem na niej bazującym. 


Hmm...więc od czego by tu zaczęć? Może od książki, bo to głównie ona jest powodem pojawienia się tego tekstu. Książka jest ciekawa. To na pewno. Jednak jest to książka raczej wspomnieniowo-biograficzna, więc jest tam dużo faktów z życia głównego bohatera, których w filmie nie ujrzycie. Zaczynając od dzieciństwa, przez wszystkie etapy kariery zawodowej aż do momentu rzeczonej akcji, która pojawia się mniej więcej w połowie książki, albo i później. Mnie to nie przeszkadzało, bo Mendez zdradza wiele ciekawych informacji związanych z funkcjonowaniem Agencji (mam tu na myśli oczywiście CIA), a przynajmniej z komórką, w której on pracował. Jest też sporo przypisów, co podkreśla nam, że książka nie jest fabułą (to dobrze, przynajmniej daje nam to jakiś rodzaj pewności, że sprawy w niej ujawnione nie są wyssane z palca). Dużo procedur, obostrzeń i innych schematów działania CIA w czasie zimnej wojny i innych kryzysowych zajść na świecie. To wszystko jest na plus.


Na minus jest natomiast opowiedzenie już dokładnie tej historii, która była przyczynkiem do powstania filmu. Oczywiście nie mówię tutaj o o wiele dokładniejszym jej przedstawieniu, bo znajdziemy tutaj zdecydowanie więcej faktów niż w filmie. Czyli np. dokładne przedstawienie losów ukrywających się amerykańskich dyplomatów od momentu szczęśliwej ucieczki (już nie pamiętam jak to się stało, że oni uciekli; chyba po prostu w czasie ataku na ambasadę nie było ich wewnątrz i później jak zobaczyli co się dzieje, to postanowili nie wracać) do chwili kiedy znaleźli się w domu ambasadora kanadyjskiego. Dodatkowo bardzo skrupulatnie jest także przedstawione działanie agentów CIA w kraju tuż przed przystąpieniem do akcji ratunkowej. Można się dowiedzieć bardzo wielu ciekawych rzeczy na temat tego jak to wszystko funkcjonuje i ile trzeba przedsięwziąć kroków aby takie akcje miały szansę się powieść. Dodatkowo przedstawiona jest inna akcja ratunkowa, niejakiego Raptora (kryptonim pułkownika armii Irańskiej, który postanowił uciec z kraju), która była przeprowadzana przez Mendeza kilka miesięcy wcześniej z tego samego terenu. To wszystko można jeszcze zaliczyć na plus. Ale przejdę wreszcie do tego co mnie najbardziej rozczarowało. Sama akcja w zupełności nie trzyma w napięciu. Od samego początku do końca wszystko idzie jakoś tak bez większych problemów, a nawet jeśli się pojawiają, to autor przedstawia je w taki sposób, że ani przez chwilę nie obawiamy się o życie czy też bezpieczeństwo jego samego jak i ludzi, których przyjechał uwolnić. To było moje największe rozczarowanie. I wiem, że może brzmię tutaj trochę jak hipokryta, bo przecież przystąpiłem do lektury znając już historię z filmu, ale jednak inny sposób napisania książki i tak powinien wzbudzić we mnie jakieś obawy co do powodzenia akcji. Nie znalazłem tego jednak.


Film natomiast, mimo, że kilka rzeczy pozmieniał (tak naprawdę do Iranu pojechało dwóch agentów a nie jeden, Mendez miał troje dzieci a nie jedno i to zdecydowanie starszych itp.), to okazał się o wiele lepszą rozrywką i zdecydowanie bardziej trzymał w napięciu niż książka. Teraz już wiem, że były to zabiegi czysto hollywoodzkie, aby usatysfakcjonować widza, bo wiele z rzeczy przedstawionych w filmie nie miało tak naprawdę miejsca, ale nie mam twórcom za złe, że je umieścili. Dzięki temu film naprawdę emocjonuje podczas seansu, wzbudza w nas lęk o życie i bezpieczeństwo przetrzymywanych amerykanów.


Dodatkowym atutem filmu jest rewelacyjny Ben Afflec, który obok reżyserowania wciela się także w głównego bohatera i muszę przyznać, że od dawna nie widziałem go w tak dobrej kreacji. Świetnie przedstawia życie w stresie i często z dala od rodziny, na jakie skazani są agenci wywiadu. Jest może troszkę za ładny jak na agenta, ale maskuje to brodą iście z lat 70. Swoje robią także świetni odtwórcy ról drugoplanowych. Szczególnie Alan Arkin wcielający się w postać szefa wytwórni firmowej, która jest producentem filmu pod tytułem "Argo" i John Goodman - światowej klasy charakteryzator współpracujący z agentem od wielu lat.


Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, z przykrością muszę stwierdzić, że to kolejny pojedynek, w którym dokładnie z taką samą różnica punktów wygrywa film nad książką.

Wyniki:
Książka: 6/10
Film: 8.5/10


Ale, ale...przez to wszystko zapomniałem napisać o co z grubsza w tym wszystkim chodzi, bo przecież nie każdy musi znać fabułę filmu, czy też książki. Mamy do czynienia z zamieszkami wywołanymi w Iranie przez bojówki studentów po tym jak szach Rawa Pahlawi uciekł z kraju do Stanów Zjednoczonych a do władzy doszedł Ajatollah Ruhollah Musawi Chomejni. Dzieje się to wszystko za prezydentury Jamesa "Jimmiego" Earla Cartera (który jednakowoż po tym incydencie, którego nie będzie potrafił rozwiązać, nie zostanie wybrany na drugą kadencję), czyli w pod koniec 1979 roku (zakładnicy zostali wzięci do niewoli 4 listopada '79 a uwolnieni dopiero 20 stycznia '81, ale to nie na ich historii skupia się film, choć ona także jest w nim przedstawiona) kiedy to studenci zaatakowali amerykańską ambasadę w Teheranie i wzięli do niewoli 53 zakładników. Jednak 6 dyplomatom udało się uciec i po wielu "perypetiach" znaleźli schronienie w domu kanadyjskiego ambasadora. A w kraju CIA, kiedy tylko dowiedziało się o tej szóstce, przedsięwzięło plan uwolnienia ich. W grę wchodziły trzy warianty, tzw. legendy. Są to nauczyciele angielskiego szukający pracy; druga miała przedstawiać ich jako speców od rolnictwa przeprowadzających jakieś kontrole; no i trzecia najbardziej niedorzeczna, która jednak wygrała, że są to filmowcy, którzy przyjechali do Iranu szukać plenerów do filmu science fiction pod tytułem "Argo". Reszty już nie zdradzę, zresztą wszystko to możecie z łatwością znaleźć w necie, gdyż jest to opowieść zupełnie prawdziwa.



A tutaj dodatkowo taka ciekawostka. Tekst pochodzi z wp.pl:

"Władze Iranu zapowiedziały, że chcą wytoczyć proces twórcom oscarowej "Operacji Argo". Według urzędników, film przedstawia nierealny obraz ich kraju.

Miejscowy dziennik "Shargh" podaje, że francuska adwokat, Isabelle Courant-Peyre, będzie reprezentowała Iran podczas procesu. Prawniczka pracowała już dla pochodzącego z Wenezueli terrorysty Illicha Ramireza Sancheza, znanego jako Carlos Szakal.
Teheran zarzuca, że "Argo" to czysta anty-irańska propaganda i promocja CIA. W filmie przypomniano o ataku na ambasadę USA w Iranie, w wyniku którego 52 Amerykanów było przetrzymywanych przez 444 dni.

Mimo, że film nie był wyświetlany w irańskich kinach, wiele osób widziało go na DVD. "Operacja Argo" wywołała burzliwą dyskusję między pokoleniem rewolucjonistów z 1979 roku a młodzieżą.

Urzędnicy stwierdzili, że amerykańska produkcja promuje przemoc i zagraniczne wzorce kulturowe. Podkreślili, że Nagroda Akademii dla tego filmu jest owocem politycznej nagonki na ludność Iranu i całą ludzkość. Reżyserowi produkcji, Benowi Affleckowi, zarzucono nierzetelną relację przedstawianych wydarzeń.

Warto dodać, że to nie pierwszy przypadek, gdy władze z Teheranu oskarżają twórców z Hollywood. W 2009 roku ogłosili, że filmy "300" i "Zapaśnik" naruszają dobre imię Irańczyków.

12 komentarzy:

  1. po tym poście mam jeszcze większą ochotę na tą książkę, kurczę jak tak dalej pójdzie to lista 'must read' będzie nieskończenie długa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe :) ja nawet do swojej listy 'must read' nie zaglądam, bo pojawia się tak wiele tytułów, że czytam na bieżąco to co udaje mi się zdobyć:) Ale cieszę się, że Cię zaciekawiłem tą książką. Moja dziewczyna dała jej 8/10, więc może to zachęci Cię jeszcze bardziej ;)

      Usuń
  2. Dobrze, że tak rzadko czytam książki ;P Wole jednak filmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy to tak dobrze znów to nie wiem :P

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja z przyjemnością sięgnąłbymi po książkę i po film. Dlatego, że są po prostu inne - z książki zapewne wyniosę więcej pożytecznych informacji, ale film sprawi mi większą przyjemność. Jestem jak najbardziej za zapoznaniem się z oboma.

    Swoją drogą to muszę Cię pochwalić - fajny tekścik wyszedł. Trochę porównania, trochę historii, a do tego ciekawostka. Rzetelna i ciekawa robota ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj książkę (Tobie się powinna spodobać, bo wiem, że lubisz takie klimaty) i na pewno obejrzyj film. Jest świetny. Moim zdaniem, mimo że nie miał zbyt wielu srogich i poważnych konkurentów, to zasłużenie dostał Oscara w kategorii najlepszy film.

      A dziękuję Ci bardzo ;) Miło przeczytać, że ktoś docenia Twój trud, a taka pochwała zdarzyła mi się już drugi raz :D Znaczy się - muszę być naprawdę niezły ;)

      Usuń
  5. Hahaha, znowu nie znam ani jednego, ani drugiego. Ignorant ze mnie. Totalny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz obejrzeć chociaż film. Naprawdę warto.

      Usuń
  6. O proszę, a gdzieś czytałam niepochlebną recenzję odnośnie filmu, ale widzę, że warto obejrzeć jednak. Zdam się na twój gust tym razem ;) pozdrawiam ):

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz i będzie Ci się podobało. W poniższym komentarzu Simon także pisze, że film jest dobry, więc to dodatkowa zachęta ;)

      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Książki nie czytałem, więc się nie wypowiem na temat porównania, natomiast sam film bardzo mi się podobał. Choć daleki jestem od zachwytów, a Oscara to już zdecydowanie bym mu nie dał (inna sprawa, że w tym zestawieniu jako jedyny na statuetkę zasłużył), to jednak całość sprawnie zrealizowana, trzyma w napięciu, historia też ciekawa. Ot, naprawdę dobry film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z tego zestawienia to moim zdaniem jeszcze "Django" miał prawo otrzymać statuetkę, reszta była naprawdę przeciętna.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...